Atak Ruchu Obrony Bezrobotnych na Sejm (aktl.)

Dodano:
Ok. trzydziestu osób z Ruchu Obrony Bezrobotnych wdarło się do budynku Sejmu i okupowało go przez ponad trzy godziny. Posiedzenie Sejmu zostało przerwane.
Pikietowali kuluary sali plenarnej, trzymając transparenty: "Chcemy pracy i chleba", "Wy gadacie, my głodujemy" oraz skandowali: "Pracy i chleba".

Wcześniej wtargnęli na salę posiedzeń Sejmu; prowadzący obrady wicemarszałek Donald Tusk zarządził przerwę i zaprosił do siebie na rozmowy lidera grupy.

"Siedzicie w marmurach i luksusach za nasze pieniądze, a zapomnieliście, że większość narodu żyje w nędzy i ubóstwie. Zajmujecie się bzdurnymi sprawami, głosując w większości za rozkradaniem polskiej gospodarki, marnując dorobek wielu pokoleń Polaków" - taką odezwę do parlamentarzystów wygłosił przed kamerami jeden z bezrobotnych.

Przedstawił on żądania Ruchu uruchomienia masowych prac publicznych, powołania komisji ds. zwalczania bezrobocia i zagwarantowania bezrobotnym raz dziennie ciepłego posiłku.

"Mam nadzieję, że uda się rozładować sytuację bez używania siły" -  powiedział Tusk po spotkaniu z delegacją Ruchu. - Po moim spotkaniu mogę powiedzieć, że to nie jacyś polityczni cwaniacy, tylko ludzie rzeczywiście zrozpaczeni, którzy naruszają prawo i porządek, ale mają swoje osobiste powody. Spróbujemy znaleźć taki sposób, aby bez krzywdy, wzajemnej agresji problem rozwiązać - przywrócić porządek w Sejmie".

Marszałek Sejmu Marek Borowski i wicemarszałkowie spotkali się z delegacją Ruchu Obrony Bezrobotnych, podczas kiedy pozostali protestujący okupowali sejmową palarnię w kuluarach. Podczas spotkania przedstawiciele ruchu, zapowiedzieli, że nie opuszczą gmachu Izby do czasu wyjaśnienia sytuacji osób zatrzymanych przez policję.

Jak twierdził jeden z protestujących Mirosław Żeberek, w Sejmie pobito wielu członków Ruchu, a najbardziej poszkodowana kobieta została przewieziona do szpitala. Miało to mieć miejsce podczas wyprowadzania protestujących z sali obrad.

Komendant Straży Marszałkowskiej natomiast powiedział, że "dwie najbardziej agresywne osoby zostały zatrzymane przez Straż, wylegitymowane i przekazane policji. Lekarz zajmuje się sprawą i ustalamy, co się zdarzyło".

Zasłabnięcie jednej z kobiet uczestniczącej w akcji protestacyjnej na sali sejmowej nie miało żadnego związku z interwencją Straży Marszałkowskiej - oświadczyła później Kancelaria Sejmu. Kobiecie, która zasłabła podczas akcji protestacyjnej na sali plenarnej Sejmu natychmiast udzielono pomocy medycznej. Na prośbę lekarza chorej towarzyszy mąż, który także uczestniczył w proteście.

Kiedy trzej zatrzymani przez policję wrócili, okupujący opuścili Sejm i udali się na spotkanie z ministrem pracy i polityki socjalnej Jerzym Hausnerem.

"Osoby te, która przekazała policji Straż Marszałkowska, zostały wylegitymowane i zwolnione. Postępowanie będzie się jednak toczyć. Prawdopodobnie zostaną im przedstawione zarzuty czynnej napaści na  funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej" - powiedział Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendanta Stołecznego Policji. Grozi im za to do 10 lat więzienia.

Posłowie zebrali ponad 800 zł na Wigilię dla okupujących. Z taką inicjatywą wystąpiła posłanka Prawa i Sprawiedliwości Barbara Marianowska. Bezrobotni ich jednak nie przyjęli. Posłanki zapowiedziały, że wpłacą je na konto ROB na cele statutowe.

sg, pap

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...