Jak Polak z Czechem?

Dodano:
(fot. sxc.hu) Źródło: FreeImages.com
W Polsce panuje moda na Czechy. Ale Czechom trudno przełamać stereotyp Polaka: biedaka, awanturnika, oszukującego handlarza, nieroba. Dlaczego nas nie lubią?
Na moście Przyjaźni na Olzie, będącej granicą między Czeskim Cieszynem a Cieszynem w Polsce, spotykają się dwa psy. Każdy idzie w inną stronę. Czeski pies, który maszeruje do Polski, pyta tego drugiego: – Po co idziesz do Czech?

– No wiesz, u nas głodno i chłodno, kiełbasy bym sobie pojadł, więc idę do was – tłumaczy się polski pies.

I dodaje ciekawy: – A ty po co idziesz do Polski?

– A, poszczekać sobie – odpowiada czeski pies.

Ten dowcip opowiadali sobie Czesi w czasach komunistycznych. Jednak wydaje się wciąż aktualny. Z taką ironią, żeby nie powiedzieć – pogardą dla „zacofanego i awanturniczego sąsiada” spotyka się nawet dziś wielu Polaków.

Szturchanie przez płot

„Polacy na Zaolziu szykanowani” – zaalarmowały ostatnio media, donosząc o „narastającej antypolskiej histerii”. Ktoś zniszczył pomnik Josefa Šnejdárka. Odsłonięty niedawno monument upamiętnia generała, dla Czechów bohatera walk o Śląsk Cieszyński w 1919 r., ale dla Polaków zbrodniarza wojennego. Prezes Kongresu Polaków Józef Szymeczek mówił, że wobec Polaków pojawiają się prowokacje, zaczepki i donosy. – Gdy niszczone były polskie napisy, to nie widać było żadnej aktywności policji – dziwił się.

Bo też zamalowany polski napis na dwujęzycznej tablicy z nazwą miejscowości to nie jest wyjątek. Niszczone lub kradzione są dziesiątki tablic stawianych tam, gdzie żyje co najmniej dziesięć procent Polaków. Jest ich około 30.

– Między nami są różnice. Od I wojny światowej Czesi się poddawali, my walczyliśmy. Polacy zawsze mieli orientację prozachodnią, oni nastawiali się na Rosję. Potem doszedł spór o Zaolzie – tłumaczy Leszek Mazan, publicysta, szwejkolog, autor książek o tematyce związanej z Krakowem oraz Pragą. – Po odzyskaniu niepodległości opanowaliśmy do perfekcji technikę szturchania siebie przez płot i to trwa do tej pory. Każdy kolejny minister spraw zagranicznych pytany o stosunki polsko-czeskie mówi, że są modelowo dobre. Tylko chłodne – kpi.

„Omijam szerokim łukiem”

Czeska autostrada na południe. Polak jedzie prawym pasem, przed nim i za nim sznur aut. Nie szarżuje, nie wyprzedza, wszyscy jadą dostatecznie szybko. Nagle z boku pojawia się radiowóz i ze sznura samochodów wybiera ten na polskich rejestracjach. Każe mu zjechać. I tylko jemu wlepia mandat za przekroczenie prędkości.

Kierowcy ostrzegają się przed wyjazdami do Czech: weź z sobą komplet żarówek i bezpieczników. Czeski policjant dokładnie cię sprawdzi, znajdzie każdy brak i wlepi mandat nawet 2000 zł!

Po części to drogowe mity, jednak sporo osób z Czech wywozi złe wspomnienia. O swoich sąsiadach piszą, że to „smutny i nieuprzejmy naród. W Pradze udają, że nie rozumieją, co się do nich mówi po polsku. Lepiej rozmawiać po angielsku”.

Polaków w Czechach nazywa się pogardliwie handlarzami, jak my kiedyś ludzi ze Wschodu na naszych bazarach. Kiedy runęła żelazna kurtyna, ówczesny minister finansów Václav Klaus obawiał się, że wykupimy towary z czeskich sklepów. Straszył wręcz, że przemytnicy wywiozą do Polski wszystkie czeskie jajka.

Ta żywnościowa wojenka utrzymuje się do dziś. Czesi zarzucają naszym firmom, że sprzedają produkty niskiej jakości. A przez Czechy od czasu do czasu przetacza się fama o trującej polskiej żywności. Kiedy w zeszłym roku wybuchł skandal z metanolem sprzedawanym z Czechach jako markowy alkohol, próbowano znaleźć polski wątek afery. Czeski dziennik „Lidové Noviny” doniósł, że metanol mógł pochodzić z Polski. – Momentalnie wszystkie czeskie media rzuciły to na pierwszą stronę – wspomina Witold Kożdoń, cieszyński dziennikarz „Dziennika Zachodniego”.

Komentarze Polaków pod newsami były ostre: „Czesi są perfidni. Niedawno podawali, że zanieczyszczone powietrze pochodzi z Polsko, niedługo rozgłoszą, że ten syf płynący Odrą pod Ostrawą też. Za komuny, gdy mieli braki cukru na rynku, też pisali, że Polacy go wykupują. Kiedy jadę na zachód Europy, to wybieram tranzyt przez Słowację i omijam szerokim łukiem ten nadęty naród”.

Odpowiedzi też były mocne: „My, Pepiki, mamy skodiczkę, dobre piwo, wspaniałe metro, czyste pociągi, mamy superszybkie Pendolino, zabytki, o których wy marzycie. A wy, Polaczki, co macie? Metro? Buhahaha. Wszędzie śmierdzi, bród, bieda, obdrapane budynki, jeść na mieście strach. Straszna ta Polska. Nie chlejcie tyle wódki, tylko tak jak my – do pracy!”.

Nikt nic nie wie

Skąd to się bierze? Obie strony postrzegają siebie poprzez stereotypy. Czechów utożsamiamy z ciapowatym Szwejkiem, piwem i knedlikami. No i kpimy, że podczas wojny poddali się bez walki.

– Są dla nas Szwejkami, ale on był najmądrzejszy w tej ekipie, miał kulturę, humor, sposób na życie. Mamy do nich taki niechętny szacunek – ocenia Mazan i zaprzecza, jakoby Czesi mieli do Polaków pretensje, że wraz z Armią Radziecką w 1968 r. przerwali praską wiosnę. Lech Kaczyński nawet za to przeprosił. Czesi utożsamiają tę akcję z Moskwą. Z kolei armia czechosłowacka w ramach operacji „Karkonosze” też była gotowa wkroczyć do Polski w 1981 r.

A Czesi? Obawiają się polskiej brawury, ułańskiej fantazji. Czesi są niewierzący lub nie okazują swojej religijności. Dla nich więc Polak katolik to symbol zacofania. Sami lubią spokój, nie cierpią egzaltacji.

Mają lepsze drogi. Patrzą na Polaków z góry, jak na biedny wschód Europy, mający zdolność do anarchizacji, demonstrowania, a mniejszy entuzjazm do codziennej pracy – obserwuje Kożdoń.

Uwierzyli komunistycznej propagandzie, która w latach 80., gdy powstała „Solidarność”, głosiła, że Polacy strajkują, ponieważ nie chce im się pracować. Echa tej wiary słychać do dzisiaj. Choć trzeba przyznać, że powoli to się zmienia. Brytyjska prasa opisała przypadek ekipy budowlanej pracującej na Wyspach. Szef wezwał do nich tłumacza, by wyjaśnił przepisy BHP. Ale brygada nie rozumiała po polsku. To byli Czesi. Uznali, że jako Polacy szybciej znajdą pracę.

– Tak naprawdę nigdy po I wojnie nie pozwolono nam się poznać, dlatego się nie rozumiemy. Po II wojnie kazano nam się lubić, ale stworzono wioskę potiomkinowską. Żeby dodzwonić się z Czeskiego Cieszyna do polskiego, trzeba było się łączyć przez Warszawę. To symbol tej „współpracy” – ocenia Mazan.

I dodaje: w Pradze, gdzie przyjeżdża 600 tys. Polaków rocznie, nie ma ani jednego napisu po polsku typu „wejście/wyjście”. Jednak pojawiły się już jadłospisy po polsku, a w kwietniu na Morawach zostanie odsłonięty wielki pomnik Jarosława Haška, autora „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, i będą tam jego złote myśli po polsku.

Polska! Polska!

Euro 2012. Polska. Czescy kibice po meczu wygranym przez ich drużynę wstali i zaczęli skandować: „Polska! Polska!”. Co takiego się stało? Tłumy ludzi z twarzami wymalowanymi w biało-czerwono-niebieskie kolory opanowały ulice Wrocławia. Lepszego miejsca na mecz swojej reprezentacji Czesi nie mogli sobie wymarzyć: blisko, świetna organizacja, miasto zabytkowe i europejskie, no i okazało się, ku ich zdziwieniu, że Polacy ich lubią. Co więcej, kibicują tłumnie czeskiej drużynie na treningach, a gdy Polska odpadła z gry, zadeklarowali, że będą kibicować sąsiadom! Czesi odwdzięczyli się skandowaniem podczas meczu.

Nie narzekali nawet na polskie piwo. – Jedynie na nalewaki do piwa, nie zawsze czyste – śmieje się Mazan. – Ale zobaczyli, że Polska to nie jest kraj, gdzie wszyscy są brudni i kradną, a po ulicy chodzą białe niedźwiedzie. Tylko że Polacy są dowcipni, weseli i że jest tu ładnie.

W Cieszynie, przedzielonym graniczną Olzą na pół, mieszkańcy też zaczynają się integrować. Nie ma jeszcze wspólnej komunikacji miejskiej, ale samorządy razem pozyskują pieniądze z UE. Tak zbudowali kładkę nad Olzą, łączą tereny rekreacyjne.

– Po otwarciu granic w Czeskim Cieszynie było więcej Polaków niż Czechów, co doprowadzało sąsiadów do szału, bo oczywiście nasi parkowali samochodami gdzie się dało. Nie pamiętam, czy nie narzucili innych cen dla Polaków, ale starali się ograniczyć ten najazd – śmieje się Kożdoń. – Teraz Cieszyn byłby bardziej atrakcyjny dla Polaków, gdyby tam było taniej, a nie jest. Ale pewne rzeczy są dla nas oczywiste. Na przykład, że do Pragi najlepiej jechać pociągiem z Czeskiego Cieszyna.

– Klaus mówił, że bliżej mu do Warszawy niż do Bratysławy. To samo powtórzył Zeman. I oby było to prawdą – kwituje Mazan.

Powyższy tekst ukazał się w tygodniku "Wprost" (nr 7/2013) .

Najnowszy numer tygodnika "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.


Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny na Facebooku .


Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...