Główna teza "konferencji smoleńskiej" obalona. Pomylili brzozę z...

Dodano:
Silniki zniszczonego prezydenckiego tupolewa, fot. mat. faktysmolensk.gov.pl
"Zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia 2010 r. nie dowodzą, że brzoza w Smoleńsku była już wtedy złamana" - twierdzi "Nasz Dziennik". To, co jeden z tak zwanych "ekspertów Macierewicza" określił "złamanym drzewem" okazało się być... pozostałością płotu.
Dziennik przedstawił wyniki badań, które przeprowadzono 8 i 9 marca 2014 roku na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu z 2010 r. przez prof. Mariana Czachora z Politechniki Gdańskiej i prof. Andrzeja Wiśniewskiego z Instytutu Fizyki PAN. Obaj naukowcy związani są ze środowiskiem organizatorów konferencji smoleńskiej. Wspomagał ich geodeta, inż. Dariusz Szymanowski.

Chris Cieszewski w ubiegłym roku na tzw. "II Konferencji Smoleńskiej" sformułował hipotezę, według której feralna brzoza, która "niby" spowodowała utratę 6 m. skrzydła po uderzeniu w nią samolotu, była złamana nawet 5 dni przed katastrofą.

W efekcie dokładnych pomiarów badacze ustalili niezwykle dokładną (zakładając margines błędu na poziomie 30 cm) pozycję brzozy na zdjęciu satelitarnym. W miejscu, w którym powinna się rzekomo znajdować, była w istocie pozostałość płotu, sterta starych desek, odległa od brzozy o około 6 m.

Hipoteza Cieszewskiego miała "wywrócić do góry nogami" oficjalną, dawno ustaloną wersję wydarzeń, okazała się jednak błędna.

DK, "Nasz Dziennik"
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...