Muzyka to nie jogurt!
Zmorą producentów nie są systemy wymiany plików MP3 - oskarżać Napster czy Kazaa o spadek zysków jest tak samo bezsensowne, jak przykładowo 20 lat temu wypowiadać wojnę kasetom magnetofonowym. Zmorą jest natomiast promowanie (kosztem milionów dolarów!) beztalencia kreowanego przez specjalistów od marketingu, którzy do muzyki podchodzą jak do sprzedaży jogurtu.
Bezsensowność takiego podejścia do sztuki dobitnie pokazali artyści z Nowego Jorku - Witalij Komar i Aleksander Melamid. Zlecili oni specjalistom od badań rynkowych przeprowadzenie w kilkunastu krajach analizy "Wybór społeczeństwa. Najbardziej pożądany i najmniej pożądany". Zgodnie z wynikami powstały więc dzieła, które z założenia powinny podbić świat. Obrazy te zostały m.in. wystawione w Warszawie - nazwanie ich kiczem byłoby komplementem. Ale ta wystawa z założenia miała pokazać bezsens marketingowego podejścia do sztuki. Firmy fonograficzne nie wyciągnęły jednak z tego wniosków i nadal sprzedają nam wytwory marketingowców, podawane jako arcydzieła. Niech się więc nie dziwią, że ludzie kupują płyty na Stadionie - tam przynajmniej płaci się za nie właściwą a nie zawyżoną cenę.
Sergiej Greczuszkin