Psychodeliczna Hannah Montana

Dodano:
Występ Miley Cyrus na gali MTV Video Music Awards 2013 wzbudził kontrowersje (fot. Lionel Hahn / newspix.pl) Źródło: Newspix.pl
Dziecięce gwiazdy muzyki nie muszą kończyć na śmietniku popkultury. Dowodzi tego przykład Miley Cyrus.

Ósmego września lotem koszącym przez wszystkie plotkarskie portale świata przeleciała najważniejsza informacja tej jesieni – Miley Cyrus rzuciła dziewczynę i znów jest gotowa spotykać się z chłopakami. Wstrząsające. Informacja o tym, że młoda piosenkarka wydała nowy album, na plotkarskie portale się nie załapała. Co nie dziwi. Na „Miley Cyrus & Her Dead Petz” otwarcie kpi ze współczesnego kultu celebrytów i samej siebie. A tego po byłej dziecięcej gwiazdce Disneya nikt się nie spodziewał. Podobnie zresztą jak nagrania dziewięćdziesięciominutowej eksperymentalnej, psychodelicznej płyty będącej zaprzeczeniem wszystkiego, z czym się kojarzy.

Naga Hannah Montana

„Miley Cyrus & Her Dead Petz” zaskakuje ironicznym tytułem. Wielbiciele plotek na temat najpopularniejszej do niedawna nastolatki świata zapewne pamiętają, jak opowiadała w wywiadach o swojej rodzinnej tragedii – kojoty pożarły jej pieska Floyda. No więc mamy tu i opowieść o Floydzie, i historie o rybkach (czyli tytułowych martwych zwierzaczkach), a poza tym dziwaczne historie o UFO, narkotycznych wizjach i byłych romansach (z chłopakami i dziewczynami). Wszystko to zaaranżowane w stylu charakterystycznym dla legendy amerykańskiego rocka psychodelicznego Wayne’a Coyne’a i jego grupy The Flaming Lips.

Nowy krążek Cyrus podzielił muzycznych dziennikarzy. Mniej więcej połowa z nich uznała, że jest to nikomu niepotrzebny eksperyment, na który zdecydowała się bogata gwiazda, bo może więcej niż inni. Pozostali uznali „Dead Petz” za intrygujące wyzwanie rzucone współczesnej popkulturze. I to oni mają rację. W czasach, kiedy listami przebojów rządzą piosenki robione na komputerach, do których grania wystarczą trzy akordy, a menedżerowie gwiazd dbają o to, aby wizerunek ich podopiecznych był programowo nijaki (czyli atrakcyjny dla mas), zachowanie Cyrus zaskakuje, ale i dobitnie udowadnia, że 22-letnia artystka ma na siebie pomysł. A polega on na radykalnym i ostatecznym zerwaniu z etykietką słodkiej idiotki z serialu „Hannah Montana” (o uczennicy, która po lekcjach zmienia się w gwiazdę pop), który stał się globalnym przebojem. Miley ma charakter i ambicje znacznie większe od koleżanek. Udowodniła to zresztą już wcześniej, nagrywając w duecie z Coynem prowokującą aluzjami do narkotyków przeróbkę beatlesowskiego przeboju „Lucy in the Sky with Diamonds”.

A przecież jeszcze niedawno, bo raptem dwa lata temu, wieszczono Miley Cyrus koniec podobny do Britney Spears. Przyczynić miał się do tego krążek „Bangerz”, na którym eks-Hannah Montana pokazała dorosłe oblicze. I rzeczywiście niczym jej starsza koleżanka była dziecięca gwiazda zatrudniła do pracy nad płytą hiphopowych producentów i zaczęła szokować wyuzdanym zachowaniem. A to całowała się namiętnie z dziewczynami, a to opowiadała o seksie czy wreszcie występowała nago w teledyskach. Takiego zwrotu w karierze młodej gwiazdy nikt się nie spodziewał. Nawet jej tata muzyk Billy Ray Cyrus. Na głowę (ogoloną) Miley posypały się gromy, a publiczność, wbrew prognozom fachowców, zamiast odsunąć się od wokalistki, pokochała ją jeszcze mocniej. Płyta sprzedała się w 4,5 mln egzemplarzy, a występ piosenkarki w MTV Unplugged (z gościnnym udziałem Madonny) okazał się najpopularniejszym koncertem w historii serii. W sieci obejrzało go 1 700 000 widzów. Dodam, że Cyrus udało się nie tylko przekonać do swojego nowego image’u fanów, zdobyć nowych, ale stała się na tyle wpływową postacią, że jej klipy zaczęto parodiować. Dzięki Miley i jej piosence „Wrecking Ball” świat znów usłyszał o zapomnianym gwiazdorze porno Ronie Jeremym, który nagrał najpopularniejszą parodię teledysku.

Mały Stefan i pięciu Jacksonów

Kariera Miley Cyrus to przykład obalający popularną tezę, że dziecięce gwiazdy skazane są na wieczne odcinanie kuponów od dawnej chwały. Co prawda większość karier nastoletnich idoli tak się kończyła, ale tak wcale być nie musi. Zresztą Cyrus bardzo mało dzieliło od powtórzenia losu dawnych ulubieńców dziecięcej publiczności. Kiedy zaczynała z „Hannah Montana”, jej największymi konkurentami na rynku dziecięcej rozrywki byli Zac Efron i Vanessa Hudgens, czyli filmowy duet Troy i Gabriella z serii „High School Musical”. W latach 2006-2010 uwielbiały ich miliony nastolatków. A kto dziś o nich pamięta? Zac Efron porzucił karierę muzyka, poszedł na odwyk (alkohol oraz narkotyki) i dziś próbuje swoich sił w kinie. Z różnym skutkiem. Bywa, że przebojowo („Sąsiedzi”), ale częściej kończy się spektakularną klapą (najnowszy film muzyczny „We Are Your Friends” to największa kasowa porażka 2015 r.). Vanessa Hudgens próbowała zostać aktorką, ale dziś kończy karierę w filmach klasy „B”. No i nie śpiewa. Nikt nie chciał wydać jej płyty (ostatni jej krążek wyszedł w 2008 r.).

Cyrus wychowana przez muzyka (jej ojciec to ikona country) i polityka (jej ukochany dziadek Ray Cyrus był popularnym w USA działaczem Partii Demokratycznej) miała świadomość tego, jak niebezpieczny jest status dziecięcej gwiazdy. Wiedziała też, że trzeba dużej pracy, aby pozostać na szczycie. Dlatego też na początku 2013 r. zaczęła pracę od podstaw – zmieniła menedżera. Jej nowym przedstawicielem został człowiek, który kiedyś uratował tonącą karierę Britney Spears (także byłej nastoletniej gwiazdy) – Larry Rudolph. To za jego namową Cyrus postawiła na seks i kobiecość. Impresario wiedział, co robi. Jego wcześniejsza klientka, po tym jak ogłosiła światu, że jest dziewicą, a swój image opierała na radosnej niewinności, miała gigantyczne problemy z przebiciem się na „dorosłym” rynku. Udało się. Dziś o Hannah Montana pamiętają najbardziej zagorzali fani artystki.

Skoro to takie proste i wystarczy zmiana menedżera oraz producentów – dlaczego większość dziecięcych gwiazd ginie zapomnianych w odmętach historii popkultury? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Wszystko zależy od zgrania w czasie kilku elementów, czyli szczęścia, talentu i samozaparcia. No i właściwej opieki w okresie dorastania, bo najgorzej kończą ci, na których presję wywierają nie tylko fani, ale też rodzina.

Dobrym przykładem na udaną karierę po okresie mutacji jest przypadek Stevie Wondera, dziś ikony soulu i jednego z największych żyjących muzyków. Mało kto pamięta, że karierę zaczynał jako Little Stevie, grając przeróbki piosenek Raya Charlesa. Zapewne skończyłby jak inne gwiazdeczki w rodzaju braci Osmond, gdyby nie to, że piosenki pisał, odkąd skończył dziesięć lat, debiutował, gdy miał 11, a w takim wieku można zostać tylko gwiazdą dziecięcą. Wiek stanowił więc w jego przypadku przeszkodę, musiał poczekać do dwudziestki, żeby zechcieli słuchać go dorośli. Warto wspomnieć, że rodzice Wondera (zwłaszcza matka) nigdy nie pozwolili na to, aby chłopcu uderzyła do głowy woda sodowa. Do osiągnięcia pełnoletności dostawał tylko kieszonkowe i uczył się jak jego rówieśnicy. Muzyka była ważna, ale poczucie realności i mocne stąpanie po ziemi ważniejsze. Przypadek Wondera był punktem odniesienia dla rodziców Justina Timberlake’a. Dzięki czemu były wokalista boysbandu ’N Sync, a wcześniej gwiazda telewizyjnego „Klubu Myszki Miki” zamiast skończyć jak koledzy (w zapomnieniu), został jednym z najbardziej wpływowych muzyków i producentów. Ale na swój status ciężko pracował od 2002 r. Świetnie radzi sobie w kinie (m.in. bardzo dobra rola w „The Social Network”), a każda jego płyta osiąga wielomilionowy nakład.

Niestety, lekcji z odpowiedzialności nie odrobił ojciec Michaela Jacksona – osławiony Joe Jackson. Gdy odkrył, że jego dzieci są utalentowane, założył z nimi rodzinny zespół The Jackson 5, wykorzystywał je, jak tylko mógł, a puentę tej historii znamy. Mimo iż Michael skutecznie zmienił się z dziecięcej gwiazdy w idola dorosłych, zniszczone dzieciństwo rzucało cień na całe jego życie, które zakończyło się dramatem.

„Puszek okruszek” w stylu soul

W Polsce nie mamy ani jednego przykładu dziecięcej gwiazdy, która w udany sposób zamieniłaby się w dorosłą. Prawie udało się to znanej z nagranego w latach 80. „Puszka okruszka” Natalii Kukulskiej, ale jej kariera utknęła w miejscu. Owszem dwie dorosłe, inspirowane brzmieniami soul płyty „Światło” i „Puls” bardzo dobrze się sprzedały (i pomogły zdobyć uznanie dorosłej publiczności), ale od kilkunastu lat artystka nie nagrała krążka, który sprzedałby się na podobnym poziomie. A ostatnia płyta „Ósmy plan” była rozczarowaniem. Choć nie tak wielkim, jak próby powrotuna szczyt byłego dziecięcego idola Krzysztofa Antkowiaka. W latach 80. piosenkę „Zakazany owoc” nucili wszyscy uczniowie starszych klas szkół podstawowych. Dziś pamiętają o niej jako o ciekawostce z czasów dojrzewania, a sam Antkowiak od lat próbuje zebrać materiał na płytę, którą powróci w chwale. Mieliśmy jeszcze dzieciaki z L.O.27 i boysband Just 5. Z tego pierwszego bracia Kuba i Maciek Molędowie obijają się gdzieś po obrzeżach show- -biznesu, zaś chłopaki z Just 5 wybrali bardzo różne kariery. Bartek Wrona dla przykładu koncertuje na imprezach disco polo, Grzegorz Kopala zaś został jednym z najpopularniejszych w Polsce wykonawców muzyki chrześcijańskiej. O karierze, nawet na skalę lokalną, podobnej do Miley Cyrus nasze dziecięce gwiazdy mogą, niestety, tylko marzyć.

Była Hannah Montana wyrusza niebawem w światową trasę promującą „Dead Petz”, jej dochód roczny zaś w 2014 r. wyniósł blisko 40 mln dolarów, co uczyniło z niej najlepiej zarabiającą byłą dziecięcą gwiazdę. Czy w 2015 r. uda się jej ten wyczyn powtórzyć? Nie wiadomo. Za kilka tygodni na świecie ukaże się pierwszy dorosły album Justina Biebera. Idol nastolatek skończył 21 lat, spowodował ostatnio kilka wypadków pod wpływem alkoholu, rzucił Selenę Gomez i odgraża się, że jego płyta zmieni oblicze muzyki pop. Na razie zapowiadający ją singiel „What Do You Mean?” odniósł sukces. No a Bieber wciąż wygląda jak wyrośnięty chłopak, który udaje nastolatka. Czas pokaże, czy istnieje inna droga do kariery poza radykalnym zerwaniem z wizerunkiem utalentowanego dziecka.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...