Pierwsze Afganki na igrzyskach
Kilka kilometrów dalej, Fraiba Rezzay, także 17-letnia, walczy na macie. Pyzata dziewczyna, z krótkimi czarnymi włosami, jest dżudoczką.
Wygrają, czy przegrają w Atenach, obie znajdą się w kronikach sportu, jako pierwsze kobiety reprezentujące swój kraj w igrzyskach. To znaczący zwrot w kraju, gdzie jeszcze w 2001 r. dziewczętom nie pozwalano chodzić do szkoły, a kobiety zmuszano do noszenia zakrywających całe ciało burek.
"Za każdym razem gdy wychodzę tu na trening, myślę tylko o jednym, o moim kraju i że powinnam osiągnąć coś dla niego" - mówi Muqimyar podczas przerwy w zajęciach.
Rezzay jest także świadoma oczekiwań 29 milionów rodaków. "Robię wszystko, by być dobrze przygotowaną do igrzysk, tak by móc coś zrobić dla kraju" - powiedziała w jedynej dla kobiet sali do uprawiania dżudo.
Lata rządów talibów (1996-2001), to czarny czas dla sportu, szczególnie kobiecego. "Wtedy nie było dla nas nic. Nie mogłyśmy chodzić do szkoły, bawić się, niczego nie mogłyśmy. Cały czas przebywałyśmy w domu" - wspomina Muqimyar, jedna z ośmiorga dzieci w rodzinie.
Rezzay miała więcej szczęścia. Jej rodzina uciekła do sąsiedniego Pakistanu, gdzie mogła ona wychodzić z domu i ćwiczyć. Gdy w 2001 r. wraz z rodziną wróciła do kraju, po obaleniu reżimu talibów przez afgańską opozycję przy pomocy USA, już widziała, co chce robić w życiu. "Myślę, że sport jest dla wszystkich, nie tylko dla mężczyzn. Tak długo jak masz odpowiednie umiejętności, możesz to robić" - mówi. Podobnie jak Muqimyar, ma pełne wsparcie ze strony rodziny, mimo że zdecydowała się na tak "męski" sport.
Po obaleniu reżimu talibów coraz więcej dziewcząt w Afganistanie pojawia się w salach sportowych. Zaczyna nawet brakować dla nich miejsca i trenerów.
Po lekcjach w szkole Muqimyar i Rezzay trenują po trzy godziny dziennie. Mimo to nie brakuje im czasu na słuchanie przebojów z indyjskich filmów. W Atenach chcą pokazać inny wizerunek Afganistanu, pokojowego i postępowego kraju, który pozwala dziewczętom na zajmowanie się sportem.
em, pap