Głód czy terroryści?
"Mamy w zapasie osiem-dziewięć dni. Dzisiaj zagrożone nie jest życie nawet jednego dziecka i to nawet gdyby w szkole nie było wody. Mówię to państwu jako pediatra" - przekonywał zebranych Roszal. Dodał, że wśród zakładników - oprócz uczniów biesłańskiej szkoły, jest też 16 dzieci w wieku przedszkolnym. W piątek negocjacje mają dotyczyć ich uwolnienia.
Na razie terroryści nie zgadzają się na dostarczenie zapasów wody, żywności i lekarstw. "Rozmawiamy po 10-15 razy dziennie, jednak do tej pory nie pozwalają nam na przekazanie do szkoły żywności, wody i lekarstw. Terroryści cynicznie powiedzieli, że zakładnicy rezygnują z jedzenia" - mówił Roszal.
Według kierującego sztabem operacyjnym Walerija Andriejewa, jedynym, czym terroryści mogli karmić przetrzymywane w szkole dzieci, są zapasy ze szkolnej stołówki, a jedynym, co dzieci mają do picia, jest z kolei woda z kranu.
Uwolniona w czwartek w grupie 26 osób, głównie matek z małymi dziećmi 27-letnia Zalina Dzandarowa twierdzi jednak, że na początku dzieciom pozwalano przynosić wodę z przylegającego do sali prysznica. Później jednak zabroniono im tego. Napastnicy tłumaczyli, że to odwet za to, że w negocjacjach nie bierze udziału prezydent Północnej Osetii Aleksandr Dzasochow.
Dzandarowa w rozmowie z gazetą "Kommiersant" opisuje przeżyty koszmar od momentu zajęcia w środę rano budynku szkoły.
"W ciągu pierwszych minut (po szturmie terrorystów na szkołę) było wielu rannych. Tych, którzy leżeli na podwórku szkolnym, dobijano. (Terroryści) zabijali też mężczyzn, którzy próbowali stawiać opór. Łącznie zginęło około 20 osób. Niektórych rannych wyprowadzano już z sali gimnastycznej i dobito w korytarzu" - powiedziała.
"Terrorystów było około 30. Wszyscy to mężczyźni. Na początku były z nimi dwie kobiety - szahidki, ale natychmiast wysadziły się w powietrze w szkolnym korytarzu razem z kilkoma mężczyznami- zakładnikami. Później terroryści powiedzieli nam, że ich siostry zwyciężyły" - dodała była zakładniczka.
Według Dzandarowej, w budynku szkolnym jest znacznie więcej ludzi, niż informują władze, które przed uwolnieniem pierwszej grupy liczbę zakładników szacowały na 354. "Tam jest nie trzysta, a półtora tysiąca ludzi. Oni leżą jeden na drugim (...). Mężczyznom kazano wybić szyby, bo w sali gimnastycznej nie było czym oddychać" - powiedziała.
Informacje mówiące o tym, że zakładników jest ponad 1000, podają też inne piątkowe gazety rosyjskie, m.in. "Izwiestija" i "Gazieta". Czekający w Biesłanie krewni zakładników mówią z kolei w rozmowie z zachodnimi dziennikarzami o 700-800 przetrzymywanych. Nie wiadomo wciąż, ile spośród zakładników to dzieci, ale wszystko wskazuje na to, że większość.
Według Dzandarowej, terroryści sami siebie nazywają Czeczenami, jednak nie wiadomo, kim naprawdę są, bo cały czas noszą maski. "Gdy jednego spytałam, jak mogą narażać życie naszych dzieci na takie niebezpieczeństwo, odpowiedział, że gdy jego dzieci zabijano, nikt go o nic nie pytał" - powiedziała była zakładniczka.
Komando, którego liczebność szacowano początkowo na 17 osób, domaga się wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii.
em, pap