Rzeź w szkole (aktl.)

Dodano:
Jednostki specjalne odbiły szkołę w Osetii z rąk terrorystów. Jeszcze trwa strzelanina, ranny został polski dziennikarz. Zginęło prawdopodobnie ponad 200 osób, głównie dzieci. Setki osób są w szpitalach.
Operacja sił rosyjskich w Biesłanie, w Osetii Północnej, została zakończona. Prawie wszyscy członkowie grupy terrorystycznej, która przetrzymywała setki osób jako zakładników w szkole w Biesłanie, "zostali zlikwidowani", a "kilku zostało zatrzymanych" - powiedział w piątek wieczorem generał Wiktor Sobolew, dowódca 58. armii rosyjskiej. Żołnierze tej armii uczestniczyli w operacji uwalniania zakładników.

Działający w Biesłanie sztab kryzysowy poinformował w piątek wieczorem, że zidentyfikowano 95 ciał osób, które zginęły w czasie operacji uwalniania zakładników. Szacuje się, że ogółem mogło zginąć ponad 200 osób.

Liczba rannych po piątkowym szturmie sił rosyjskich na zajmowaną przez terrorystów szkołę w Biesłanie, w Osetii Północnej, wynosi 704 - poinformowała agencja Interfax, powołując się na  północnoosetyjskie władze. Wśród rannych jest 259 dzieci.

Zatrzymano trzech terrorystów ze szkoły w Biesłanie, którzy próbowali uciec w cywilnych ubraniach - podał w piątek pierwszy kanał rosyjskiej telewizji.

W szkolnej sali gimnastycznej, gdzie przetrzymywano zakładników, wybuchły bomby przywiązane do obręczy kosza do koszykówki, co  spowodowało szturm na zajętą przez terrorystów szkołę - powiedział rosyjskiej telewizji saper policyjny.

Także jedna z uwolnionych zakładniczek opowiedziała w telewizji "Rossija", że do pierwszego wybuchu doszło przypadkiem w sali gimnastycznej. Według niej, oderwała się taśma samoprzylepna, którą terroryści przytwierdzili ładunek wybuchowy do ściany. Ładunek spadł na ziemię i eksplodował. Potem doszło do serii następnych wybuchów.

Nie ma pełnego, oficjalnego bilansu ofiar, krąży za to wiele pogłosek. Doradca prezydenta Rosji Władimira Putina, Asłanbek Asłachanow, ostrzegł, że liczba zabitych może być "o wiele większa" niż podawana przez media liczba 150 osób. Ostatnie informacje podają, że zginęło co najmniej 200 osób.

Radio Swoboda poinformowało, że śmierć poniosło około 150 uczniów, a w szkole byli jeszcze nauczyciele i rodzice, którzy uczestniczyli w środę w uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego, gdy zaczął się atak terrorystów.

Korespondent agencji Interfax twierdzi, że w samej sali gimnastycznej jest ponad 100 trupów. Ciała zabitych widziano też na trawniku przed szkołą, a wielu ewakuowanych z budynku nie  dawało znaku życia.

Szpitale zapełniły się rannymi. Doradca prezydenta Rosji twierdzi, że zakładników mogło być w szkole ok. 1200.

Rosyjski szturm na zajmowany od środy rano przez terrorystów budynek rozpoczął się tuż po 13.00 czasu moskiewskiego (11.00 warszawskiego) od intensywnej wymiany ognia z napastnikami. Rosjanie wielokrotnie podkreślali, że zostali sprowokowani i że nie planowali zajmowania budynku siłą. Cały czas unikają określenia "szturm".

Według rosyjskiej wersji, gdy po uzyskaniu zgody terrorystów zbierano ciała zabitych od początku kryzysu, wybuchły ładunki zainstalowane w szkole, co spowodowało zawalenie się sufitu. Wówczas zginęła część ofiar, których ciała znaleziono w sali gimnastycznej. Korzystając z chaosu, próbę ucieczki podjęła grupa ok. 30 dzieci, ale terroryści otworzyli do nich ogień. Rosjanie twierdzą, że musieli osłaniać uciekinierów.

Samo opanowanie gmachu szkoły zajęło około 40 minut, jednak mniej lub bardziej intensywne walki wciąż jeszcze trwają. W starciach zginęło dwóch ratowników, a co najmniej dwóch zostało rannych. W strzelaninie został lekko rany także reporter telewizji TVN 24 Wiktor Bater.

Służby specjalne Południowego Okręgu Federalnego twierdzą, że  operację zajęcia szkoły w Biesłanie zaplanował czeczeński komendant Szamil Basajew, a zrealizował inny dowódca polowy -  Mahomet Jewłojew.

************

Odbicie zakładników w rosyjskiej szkole w Biesłanie było obciążone wielkim ryzykiem i niemal musiało się skończyć tragedią i śmiercią wielu zakładników - twierdzi rosyjski ekspert wojskowy Wiktor Litowkin.

"To w każdej sytuacji musiało się skończyć tragedią. Nie ma optymalnego wariantu szturmu w czasie, gdy budynek jest zaminowany, w środku siedzą terroryści, a ich żądania są nie do spełnienia" - powiedział PAP ekspert wojskowy Wiktor Litowkin.

Litowkin przypuszcza, że decyzja o akcji zbrojnej nie była wcześniej planowana, lecz zapadła ad hoc, gdy rebelianci ostrzelali pracowników Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, którzy mieli ewakuować ciała zabitych.

"To, do czego doszło, nie było szturmem w pełnym tego słowa znaczeniu. Nastąpiła prowokacja ze strony terrorystów" - powiedział. "Z drugiej strony można było jednak przewidzieć, czym skończy się ewakuowanie trupów w sytuacji, gdy każdy trzyma palec na spuście i jeden strzał może się skończyć tragedią" - dodał.

sg, pap

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...