Terroryzm po ukraińsku

Dodano:
Władze Ukrainy twierdzą, że wybuch dwóch ładunków na bazarze w Kijowie 20 sierpnia był aktem terrorystycznym. Wycofują się z oskarżeń pod adresem opozycji.
To ostatnia wersja wydarzeń na bazarze w kijowskiej dzielnicy Trojeszczyna, którą podała Prokuratura Generalna Ukrainy. W wyniku zdetonowania dwóch bomb domowej produkcji zginęła tam jedna osoba, a 14 zostało rannych. Jak twierdziły wówczas władze Kijowa, były to najprawdopodobniej porachunki gangsterskie.

Prokuratura zrezygnowała co prawda z akcentowania powiązań osób zatrzymanych w związku ze sprawą z ukraińską opozycją, nie mniej jednak nadal twierdzi, że wydarzenia miały tło polityczne. - Był to swego rodzaju akt rozpaczy wywołany świadomością, że wybory wygra kandydat obozu władzy - mówi.

Tuż po zatrzymaniu domniemanych sprawców media kontrolowane prze ukraińskie władze propagowały tezę, że za wybuchami na rynku w Kijowie stoi opozycja. Jednak od kilku dni temat ten praktycznie zniknął z wiadomości telewizyjnych.

W ubraniach czworga zatrzymanych, w tym ciężarnej kobiety, w kilka dni po wybuchach milicja miała rzekomo znaleźć internetowe instrukcje wyprodukowania bomby i legitymacje partyjne świadczące o powiązaniach z opozycją. Dwóch z zatrzymanych miało być rzekomo członkami Ukraińskiej Partii Ludowej, wchodzącej w skład bloku Nasza Ukraina, kierowanego przez opozycyjnego kandydata na prezydenta i faworyta wyborów Wiktora Juszczenkę. - Sprawa ma wyraźny kontekst polityczny, a związanym z opozycją domniemanym sprawcom chodziło o wywołanie niepokojów społecznych w przededniu zaplanowanych na koniec października wyborów prezydenckich - twierdził wówczas Ołeksandr Miłenin z ukraińskiego MSW. Tymczasem kierownictwo tej partii natychmiast oświadczyło, że zatrzymani nigdy nie  byli jej członkami, a legitymacje zostały podrobione.

"Dla nas jest to bez znaczenia. Z czasem, być może, sprawdzimy, czy te legitymacje rzeczywiście są fałszywe" - powiedział w poniedziałek rzecznik Prokuratury Generalnej Serhij Rudenko. "Potwierdzają się podejrzenia, że organizatorom wybuchów chodziło o zdestabilizowanie sytuacji w państwie. (...) Oni wychodzili z założenia, że państwo i życie polityczne na Ukrainie rozwija się nie tak, jak powinno i swoimi działaniami chcieli zwrócić na to uwagę społeczeństwa, powiedzieć mu, że oprócz dóbr materialnych istnieją jeszcze duchowe" - wyjaśniał pokrętnie Rudenko.

Wiktor Juszczenko uważany jest za faworyta w wyborach prezydenckich, które mają się odbyć 31 października. Jego głównym rywalem będzie reprezentant obozu władzy, premier Wiktor Janukowycz.

em, pap

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...