Dilerzy z CBŚ
Jak ustaliła gazeta, kilka dni temu eksperci w tajemnicy zbadali paczkę z 25 kg najdroższej heroiny (jej wartość rynkowa to ok. 4 mln zł), która od czterech lat leżała na półce w łódzkim magazynie CBŚ. Czekała - jako dowód rzeczowy - na decyzję o zniszczeniu. Sprawdziły się najgorsze podejrzenia: - To nie jest heroina - stwierdzili biegli.
To nie pierwszy taki przypadek. Już na początku kwietnia okazało się, że leżące na sąsiedniej półce paczki z 20 kg kokainy zawierają... proszek do pieczenia. (Gdyby to była kokaina, byłaby warta ok. 17 mln zł).
Choć wynik ekspertyzy heroiny jest trzymany w ścisłej tajemnicy, informacje potwierdził "Wyborczej" jeden z łódzkich prokuratorów.
Aferą zajmują się policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Informator "Wyborczej" z KGP powiedział: - Mieliśmy nadzieję, że sprawa kokainy była jednorazowym wybrykiem. Teraz nie mamy złudzeń, że proceder trwał od lat, a funkcjonariusze byli pewni swej bezkarności.
Prokurator z łódzkiej prokuratury apelacyjnej, który kierował większością śledztw narkotykowych, jest zszokowany: - Nie licząc heroiny i kokainy o których pisze "Wyborcza", przez ostatnie pięć lat przejęto jeszcze jakieś 60-80 kg narkotyków. Było kilka dużych akcji i mnóstwo małych, podczas których rekwirowano kilogram czy dwa najmocniejszych i najdroższych narkotyków. Wszystko to lądowało w magazynie łódzkiego CBŚ. Jeśli towar wykradziono, na rynek mogło wrócić jakieś 100-120 kg heroiny i kokainy.