Zjednoczeni wobec mniejszości
Film Paula Haggisa (autora scenariusza do tegorocznego zwycięzcy Oscarów "Za wszelką cenę") pokazuje, że z podobnymi problemami zmagają się Amerykanie. Mimo że ten kraj jest stworzony przez imigrantów, że jego główną siłą napędową jest energia ludzi, którzy przyjeżdżając do USA mają tylko dwie ręce i ciężką pracą wspinają się po szczeblach drabiny społecznej, to tam także występuje mnóstwo napięć pomiędzy różnymi grupami etnicznymi, czy wyznaniowymi.
"Miasto gniewu" zaskakuje formą. Jeśli w "Głową w mur", czy w "Exils" reżyserzy skupiali się na jednostkach, bohaterach swych filmów, którymi byli muzułmanie mający kłopoty z przystosowaniem się do życia w Europie, to Haggis pokazuje całe spektrum problemu. W jego filmie nie ma głównego bohatera, reżyser stara się pokazać całą społeczność Los Angeles, niezwykłą mieszankę ludzi tworzącą to miasto i oddać skomplikowane relacje między nimi. Chwilami ten obraz wydaje się uproszczony, oglądając tę produkcję, można odnieść wrażenie, że w Mieście Aniołów wszyscy żyją tylko problemem rasizmu. Ale całość jest wiarygodna, wiernie oddaje skomplikowane relacje między różnymi nacjami. I choćby z tego powodu warto się wybrać do kina.
Agaton Koziński
"Miasto gniewu" ("Crash"), reż. Paul Haggis, Niemcy/USA, 2004