Zjednoczeni wobec mniejszości

Dodano:
Tak wiele się mówi o rosnącym dystansie między Europą i USA. Film "Miasto gniewu" pokazuje, że po obu stronach Atlantyku ciągle trzeba się zmagać z tymi samymi problemami.
Ostatnie zamachy terrorystyczne w Londynie wyciągnęły na światło dzienne kwestie, o jakich od dawna mówiło się po cichu: Europa ma gigantyczne problemy z integracją do życia na kontynencie innych mniejszości, zwłaszcza muzułmanów. Ten temat od dawna podejmują artyści - wystarczy przypomnieć świetną książkę Zadie Smith "Białe zęby" czy filmy, które niedawno gościły (lub ciągle goszczą) na polskich ekranach: niemiecki "Głową w mur", czy francuski "Exils".

Film Paula Haggisa (autora scenariusza do tegorocznego zwycięzcy Oscarów "Za wszelką cenę") pokazuje, że z podobnymi problemami zmagają się Amerykanie. Mimo że ten kraj jest stworzony przez imigrantów, że jego główną siłą napędową jest energia ludzi, którzy przyjeżdżając do USA mają tylko dwie ręce i ciężką pracą wspinają się po szczeblach drabiny społecznej, to tam także występuje mnóstwo napięć pomiędzy różnymi grupami etnicznymi, czy wyznaniowymi.

"Miasto gniewu" zaskakuje formą. Jeśli w "Głową w mur", czy w "Exils" reżyserzy skupiali się na jednostkach, bohaterach swych filmów, którymi byli muzułmanie mający kłopoty z przystosowaniem się do życia w Europie, to Haggis pokazuje całe spektrum problemu. W jego filmie nie ma głównego bohatera, reżyser stara się pokazać całą społeczność Los Angeles, niezwykłą mieszankę ludzi tworzącą to miasto i oddać skomplikowane relacje między nimi. Chwilami ten obraz wydaje się uproszczony, oglądając tę produkcję, można odnieść wrażenie, że w Mieście Aniołów wszyscy żyją tylko problemem rasizmu. Ale całość jest wiarygodna, wiernie oddaje skomplikowane relacje między różnymi nacjami. I choćby z tego powodu warto się wybrać do kina.

Agaton Koziński

"Miasto gniewu" ("Crash"), reż. Paul Haggis, Niemcy/USA, 2004

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...