Cejrowski cierpi za miliony
Dodano:
Ciekawe, w jaki sposób za kilka lat Naczelny Kowboj III RP odpowie na pytanie o narodowość. Osobiście stawiam na deklarację: – Jestem milionerem.
Wojciech Cejrowski ogłosił wszem i wobec, że rezygnuje z polskiego obywatelstwa. Ponieważ denerwuje go biurokracja w krajach Unii Europejskiej, wyjedzie na stałe do Ameryki Południowej. Kupił już spory kawał ziemi w Ekwadorze. Teraz wybuduje na niej hacjendę, otrzyma ekwadorskie obywatelstwo i będzie żył jak król.
Podobne problemy ze swoją ojczyzną miał kiedyś wielki angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton. Denerwował go imperializm Wielkiej Brytanii. Odważnie występował w obronie suwerenności Irlandii, Szkocji, Walii i krajów kolonialnych. Jednocześnie kochał jednak swoją „małą Anglię”, określając się wręcz jako angielski nacjonalista. Do głowy by mu nie przyszło rezygnować z brytyjskiego obywatelstwa, bo gdyby to zrobił, w świetle prawa międzynarodowego przestałby być Anglikiem.
Cejrowski należy do innego pokolenia i do innej formacji umysłowej. Bycie Polakiem nie jest mu do niczego potrzebne. Sam przyznaje, że kulturowo już dawno jest Amerykaninem. – Jak postawię hacjendę, to będę miał prawo do paszportu i płacenia niższych podatków – przechwala się, licząc na zazdrość aktualnych rodaków. Ekwador wybrał właśnie ze względu na to, że jego obywatele nie muszą przesadnie dzielić się z państwem mamoną.
W filmie „Casablanca” Humphrey Bogart odpowiada na pytanie o narodowość: – Jestem pijakiem. I ma to swój urok, bo wiadomo, że chodzi o przegrane życie, melancholię i gest outsidera. Ciekawe, w jaki sposób za kilka lat odpowie na podobne pytanie Cejrowski. Osobiście stawiam na deklarację: – Jestem milionerem. Cóż, nowa „Casablanca” z tego dialogu nie powstanie. Ale ważne, że kasa będzie się zgadzać.
Podobne problemy ze swoją ojczyzną miał kiedyś wielki angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton. Denerwował go imperializm Wielkiej Brytanii. Odważnie występował w obronie suwerenności Irlandii, Szkocji, Walii i krajów kolonialnych. Jednocześnie kochał jednak swoją „małą Anglię”, określając się wręcz jako angielski nacjonalista. Do głowy by mu nie przyszło rezygnować z brytyjskiego obywatelstwa, bo gdyby to zrobił, w świetle prawa międzynarodowego przestałby być Anglikiem.
Cejrowski należy do innego pokolenia i do innej formacji umysłowej. Bycie Polakiem nie jest mu do niczego potrzebne. Sam przyznaje, że kulturowo już dawno jest Amerykaninem. – Jak postawię hacjendę, to będę miał prawo do paszportu i płacenia niższych podatków – przechwala się, licząc na zazdrość aktualnych rodaków. Ekwador wybrał właśnie ze względu na to, że jego obywatele nie muszą przesadnie dzielić się z państwem mamoną.
W filmie „Casablanca” Humphrey Bogart odpowiada na pytanie o narodowość: – Jestem pijakiem. I ma to swój urok, bo wiadomo, że chodzi o przegrane życie, melancholię i gest outsidera. Ciekawe, w jaki sposób za kilka lat odpowie na podobne pytanie Cejrowski. Osobiście stawiam na deklarację: – Jestem milionerem. Cóż, nowa „Casablanca” z tego dialogu nie powstanie. Ale ważne, że kasa będzie się zgadzać.