Rząd dobry na krótką chwilę

Dodano:
Minęły dwa lata rządów PO i (nawet bardziej) Donalda Tuska. Z tej okazji pełno jest podsumowań jego osiągnięć i klęsk. Na ogół wszyscy komentatorzy są w tych zestawieniach zgodni. Dość zgodna jest też ocena syntetyczna – były to dwa lata dość nijakie.
Zgadzam się tą oceną, ale spróbuje nieco ją uściślić wystawiając ekipie rządzącej oceny z poszczególnych przedmiotów.

Najważniejszym problemem była reakcja na kryzys. Trudno winić rząd, że go nie przewidział, bo nie przewidział go nikt. Skoro jednak już nastał wszyscy w świecie próbowali coś robić i uzyskali dość nijakie rezultaty. Rząd Donalda Tuska robił niewiele i wiele wskazuje, że była to koncepcja optymalna, bo Polska jest jedynym krajem Europy z rosnącym PKB. Czynniki tego wzrostu: pieniądze unijne, dopływ gotówki od emigrantów oraz osłabiony i podtrzymujący eksport (i redukujący import) złoty były całkowicie od rządu niezależne. Jego zasługą było tylko to, że nie przeszkadzał oraz to, że prowadził rozsądną (i krótkookresowo optymalną) politykę fiskalną, zezwalającą na wzrost deficytu finansów publicznych, podtrzymujący popyt. W sumie z przedmiotu "reakcja na kryzys" postawić można rządowi czwórkę.

1. Odnotować należy jeszcze jedną zasługę rządu. To, że worek pieniędzy Unia postawiła nam do dyspozycji to jedno, a to, że są one dość sprawnie wydawane (a były obawy, że tak nie będzie) to drugie. Tusk i jego ludzie okazali się dość sprawnymi administratorami, a na ich plus zapisać trzeba także załagodzenie konfliktowej sytuacji w szkolnictwie i służbie zdrowia. To, że zrobiono to za pomocą „nieistniejących pieniędzy”, to inna sprawa (o tym poniżej). Poprawa sytuacji materialnej tych dwóch zawodów była absolutnie konieczna. Z przedmiotu administrowanie także zatem postawić można rządowi czwórkę.

2. Reformy gospodarcze – to przedmiot, z którego rząd zaliczenia raczej nie powinien uzyskać. Grupując je w dwa bloki tematyczne: finanse publiczne i swoboda gospodarcza powiedzieć można, że w pierwszym rząd zrobił niewiele, a w drugim – na szczęście nic nie popsuł. W kwestiach fiskalnych jedynym sukcesem jest redukcja uprawnień do wcześniejszych emerytur. Korzyści z tego tytułu nie są jednak tak wielkie jak je przedstawiano i będą ujawniać się stopniowo (i w sposób niezauważalny, bo nie poprzez redukcję, a poprzez niepowiększanie dotacji do ZUS). Nic więcej nie zrobiono. A ponieważ w tej materii można reformy przeprowadzać albo "gwałtem", narażając się na silne protesty "pokrzywdzonych" grup społecznych albo stopniowo (na przykład wydłużając wiek emerytalny co roku o miesiąc) nic nierobienie i strata czasu są bardzo kosztowne. Głośno reklamowane "przyjazne państwo" okazało się niewypałem. Mam smutną satysfakcję, że taki rezultat przewidywałem. Prawa nie da się bowiem poprawić zmieniając w setkach ustaw przecinki i skreślając najbardziej absurdalne paragrafy. Taka drobiazgowa analiza prawna może, co najwyżej być podstawą do wskazania na złe przepisy, ich unieważnienia i uchwalenia nowych prostych i prorozwojowych ustaw. To jednak wymaga silnej woli reformatorskiej i ryzyka ponoszenia sporych kosztów politycznych. Ocena zatem jest jednoznaczna – z reform dwója.

3. Sprawność polityczna. Rząd tłumaczy się, że reform nie robi, bo nie ma wystarczającej większości parlamentarnej i nie wspiera go prezydent. Tyle tylko, że taki komfort polityczny ma bardzo niewiele rządów w świecie i Platforma obejmując władzę wiedziała, że tak będzie. W tej sytuacji o efektywności działań legislacyjnych decydują trzy czynniki: umiejętność zawierania konsensusów politycznych, pozyskiwanie opinii publicznej i wysoka jakość przygotowywanych projektów. W kilku sprawach, które PO chciała zmienić (czy w sposób optymalny to już inna sprawa) – przykładem reforma służby zdrowia czy ustawa medialna - jej działania były całkowicie przeciwskuteczne, bo zrobiono wszystko, aby nie zawrzeć sojuszów, zrazić opinię publiczną i przedstawić w Sejmie takie gnioty, które przejść nie mogły. Syntetyczna ocena może zatem być tylko jedna – pała.
Dwie czwórki, dwójka i jedynka, dają średnią – 2,75 czyli trójkę minus. I to jest chyba dominanta ocen wystawianych przez w miarę niezależnych komentatorów. Z tym, że trzeba zauważyć jedną bardzo ważną rzecz. Oceny pozytywne rządząca ekipa dostaje z "przedmiotów" doraźnie i krótkookresowo wpływających na sytuację kraju. Oceny negatywne z rozwiązywania problemów długookresowych (wysokość długu publicznego czy sytuacja funduszy emerytalnych i służby zdrowia). Wychodzi mi zatem, że jest to wcale dobry rząd, ale na krótką chwilę. A przecież w dłuższym okresie nie wszyscy pomrzemy.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...