Scandal Management

Dodano:
Sprawa ujawnienia niekonwencjonalnych upodobań seksualnych senatora Piesiewicza, który pełnił do tej pory funkcję moralizatora, potwierdza jedną zasadę. Najkrócej można ją sformułować słowami ” Nieumoczeni nie robią kariery”. Wszystkie okoliczności tej i podobnych spraw wskazują na to , że skandale z udziałem osób publicznych nie są ujawniane przypadkowo. Coraz bardziej odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że ktoś tym wszystkim zarządza i nie jest to nasz polski patent.
Wolność oferowana nam przez ideologów postępu oferuje nam możliwość robienia wszystkiego, co co zaspokaja nasze hedonistyczne potrzeby, ba pozwala na daleko posunięte eksperymenty w owych poszukiwaniach. Tymczasem, człowiek uzależnia się szybko od dopaminy, hormonu wywołującego uczucie przyjemności. W celu zaspokojenia głodu miłych doznań nawet nie spostrzega, gdy wikła się w niewidoczną siatkę zależności od czynów i ludzi, którzy te czyny spisują. W rezultacie staje się przewidywalny i sterowalny, wygodny dla każdej władzy. Taki może zrobić karierę, bo mocodawcy mogą go w każdej chwili zdyscyplinować.

W środowisku biznesu, mediów czy artystów krążą plotki o występkach luminarzy. Jest to coś na kształt powszechnej wiedzy. Wiadomo kto kogo i na ile przekręcił, gdzie ukrył pieniądze , na jakie perwersje sobie pozwala. Czasami są to występki od których włos się jeży na głowie. Tymczasem odnosi się wrażenie, że nikt się tym nie interesuje. Nawet , jak jakiś prokurator w chwili zapomnienia , wyda nakaz aresztowania, to natychmiast wypuszcza się delikwenta. W przestrzeń publiczną wędruje informacja, że to pomyłka . Organa ścigania dostają po łapach, a świeżo oczyszczony wraca do swego ulubionego zajęcia czyli brylowania w mediach i na salonach.

Zapewne nie inaczej było ze sprawą Piesiewicza. Nurtują mnie dwie kwestie: dlaczego Piesiewicz i dlaczego teraz? Znam grzechy osób, które teraz najgłośniej potępiają senatora . Jakkolwiek nie znajduję usprawiedliwienia dla jego nieobyczajnych zachowań, to proszę mi wierzyć, że owi dyżurni moralizatorzy mają znaczenie gorsze grzechy na sumieniu. Nie wierzę, by nikt o nich nie wiedział, zwłaszcza, że w pewnych kręgach stanowią tajemnicę poliszynela, a i uważny czytelnik mediów cokolwiek o nich słyszał.

W dziedzinie PR jest pojęcie „ crisis management”. Osobiście dodałabym do tego pojęcie , być może podrzędne „ scandal management”. Tam gdzie jest skandal, tam jest kryzys. O ile trudno powiedzieć który z którego wynika, to śmiało można postawić tezę, że jednym i drugim ktoś zarządza. Nie ma tylko pewności czy w obu wypadkach są to ci sami specjaliści
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...