Sen o polskiej piłce. Ręka boska broni

Dodano:
Jasiu i Mieciu bardzo przepraszają, że ich tak długo nie było. Ale było tak gorącą, że im się nie chciało. Mniej więcej tak samo jak polskim klubowym piłkarzom zresztą. A poza tym w tym upale naprawdę trudno było dobudzić Jasia.
Nieprawdą jest jednak jakoby Jasiu tylko spał. Ależ owszem obaj uczestniczyli we wszystkich możliwych paradach. Ponieważ nie mogli się zdecydować, czy bardziej są za Ho-, czy He- seksualnymi wymościli sobie wygodne miejsce w loży vipów na kanapie i z (blisko dwumetrowym) dystansem przyglądali się pojedynkowi.

Gra uliczna okazała się jednak do znudzenia przewidywalna. Oba zespoły rzucały w siebie różnymi hasłami, przy czym jak zauważyli Jasiu i Mieciu, drużyna Ho używała często słów dużo trudniejszych, przez co nie zawsze zrozumiałych. Zespół He natomiast korzystał z bardzo prostego języka zawężonego do zaledwie kilku słów.

Co gorsza jak się okazało, nie sposób było odgadnąć wyniku starcia. Obie strony ogłosiły zwycięstwo. Podobnie było w mediach. Jedni obwieścili piękną wiktorię Ho, inni ogłosili ich druzgocącą porażkę.

„To gorsze niż polska druga liga” – podsumował Wiesiu, a Jasiu na potwierdzenie przełączył telewizor. A w nim mogli być świadkami kolejnych, wielkich wiktorii polskiej piłki. Oto prasłowiański Lech walczący w eliminacjach do Ligi Mistrzów, ukrócił marzenia azjatyckiego ludu o podboju Europy. Pod koniec epopei, bitwa przekształciła się niemal w wojnę religijną. Podczas karnych można było zaobserwować, że część zawodników żarliwie wznosiła modły.

„Jeśli nie nasi zawodnicy, to przynajmniej nasz Bóg okazał się lepszym piłkarzem” – stwierdził nieco obrazoburczo piłkarz Mieciu, który jak zwykle znienacka pojawił się na kanapie.

"Oto przykład dla niedowiarków, że 'ręka boska broni', przynajmniej w karnych" - dodał z łzami szczęścia w oczach Jasiu, choć prawdę mówiąc wyraźnie było widać, że to była ręka bramkarza Lecha.

Teraz o pomoc nieba będzie trudniej, bo Lech spotka się z Czechem czyli owieczką z tego samego pobożnego stada. I to z owieczką bywałą na piłkarskich salonach Ligi Mistrzów już wielokrotnie.

„Znikąd pomocy?” – załamał ręce Jasiu.

„Niezbadane są wyroki boskie” – sentencjonalnie pocieszał Wiesiu przytulając zmartwionego przyjaciela.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...