Jak krzywdzimy Janowicza

Dodano:
Jeszcze kilka miesięcy temu o Jerzym Janowiczu słyszeli jedynie ci, którzy wnikliwie śledzą kariery tenisowej młodzieży. Dziś mówią o nim wszyscy. Tenisista z Łodzi stał się najbardziej pożądanym singlem w Polsce i ma szansę szybko stać się kolejnym ulubieńcem kibiców - jak do niedawna Adam Małysz czy obecnie Justyna Kowalczyk. Pytanie tylko, czy wyjdzie mu to na dobre.
Zacznijmy od początku. Tenis to sport, w którym liczy się nie tylko talent, ale także pieniądze - duże pieniądze. Treningi, sprzęt, szkolenia, wyjazdy - to wszystko kosztuje fortunę. Janowicz fortuny nie odziedziczył, co z góry skazywało go na porażkę. Jeszcze jako młody sportowiec narzekał w wywiadach, że on i jego koledzy z trudem organizują pieniądze na zagraniczne turnieje. Bogaci sponsorzy nie interesują się talentami bez medali. Utalentowany sportowiec musiał więc o pieniądze i medale walczyć sam.

Opłaciło się. Dziś Janowicz realizuje marzenie chłopca, który chciał zostać tenisistą. Właśnie za tę naiwną wiarę i niespotykaną determinację kochają go media i kibice. Młoda gwiazda tenisa może liczyć też na bezgraniczną wyrozumiałość swoich fanów. Gdy przegrywa - "wiadomo, każdy ma gorszy dzień" -  objaśniają kibice i telewizyjni eksperci. Gdy po raz kolejny nie trafia w kort - "ależ on silny!", gdy wrzeszczy na sędziego - "biedak, oszukali go!"; gdy rzuca rakietą o kort - "co za temperament! Wreszcie nowy McEnroe! ". O ile porażki i błędy na korcie są nieodzownym elementem sportu, o tyle niesportowe zachowanie, jakim bez wątpienia jest rzucanie rakietą w boisko czy agresywne zachowanie wobec sędziego, kobiety - nie.

Gdy sportowiec przegrywa kolejny set, gem czy mecz, wsparcie kibiców jest dla niego niezwykle ważne. Pomaga mu odzyskać wiarę we własne siły i motywuje do podjęcia walki. Problem zaczyna się wtedy, gdy powszechnie usprawiedliwia się zachowania, które na korcie nie powinny mieć miejsca.

Czy Janowicz tyle lat walczył o szansę na grę na najważniejszych kortach świata, żeby teraz zaciekle wykłócać się z sędzią? Złość po niesprawiedliwym werdykcie jest zupełnie zrozumiała, ale czy agresywny atak na arbitra uratuje sytuację? Wątpliwe, a może skutkować dotkliwą karą. Istnieje głupszy sposób, żeby zaprzepaścić tyle godzin przygotowań do turnieju?

Czy Janowicz po to przez lata walczył o każdą złotówkę, żeby teraz - gdy ma już bogatego sponsora - demonstracyjnie niszczyć rakietę, rzucając nią o kort? Oczywiście można go tłumaczyć. Jest młodym, buńczucznym chłopakiem, któremu puściły nerwy. Z czasem powinien dojrzeć i nauczyć się panować nad swoją agresją, a sportową złość przekuwać w zwycięstwa. Problem w tym, że jeśli Janowicz wciąż będzie bezkrytycznie wielbiony, to jego zachowanie się nie zmieni - bo niby dlaczego, skoro tak jest dobrze? Skoro niektórym się to nawet podoba.

Niepokorny, piekielnie utalentowany chłopak ma szansę na naprawdę wielką karierę. Rozpieszczany przez media i kibiców może jednak szybko stać się zblazowanym arogantem, który nie szanuje ani swojego wysiłku, ani sędziego, ani - co najgorsze - swoich przeciwników.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...