Metalówa

Dodano:
- Mamo, kto pójdzie z nami jutro na koncert Sabatonu? - zapytał mnie rano Stasiek (13). - Jak to kto?! Święty Mikołaj skoro włożył pod choinkę bilety! - zażartowałam.
Pięknie! Maciek senior miał świetny pomysł, szkoda tylko, że zamiast power metalu wybrał słoneczny rejs!

- A tak serio, to kto z nami pójdzie? - dopytał Stasiek.

- Wiadomo kto, jest tylko jedna osoba, która jest do dyspozycji przez 365 dni w roku. Nie ma wolnych sobót ani niedziel. I jak trzeba słucha przez 2 godziny metalu, na stojąco pod barierkami przy scenie! - poczułam się jak prawdziwa bohaterka!

- Możemy iść sami, będzie tam kilku moich kolegów. Chyba nie przepadasz za power metalem? - zaproponował Stasiek.

- Właściwie, czemu nie? Dawno nie tańczyłam pogo! Nie mam martensów z metalem ale czarnych rzeczy mam pod dostatkiem - puściłam wodzę fantazji!

Zadzwonił telefon: przyjaciółka Dorotka, która uciekła z rodziną do Rygi dzwoniła w bardzo pilnej sprawie:

- Koncert jest dzisiaj! Nie jutro! - poraziła mnie wiadomością. Power metal, pogo, huk na stojąco przez co najmniej 2 godziny (tak naprawdę przez 4, bo jak nie ma miejsc siedzących to lepiej być 2 godziny wcześniej, żeby zająć dobre miejsce pod sceną! :-)

- Dzisiaj?! Błagam, nie żartuj! Przecież nasi chłopcy (mój Jasiek (11) i Doroty Piotrek (14) wracają o 16.00 z Zakopanego (z tygodniowych zawodów narciarskich! Zobowiązałam się zaopiekować Piotrkiem do niedzieli. Święty Mikołaj dał mu identyczny bilet! Nasi chłopcy planowali wspólny wypad na koncert! Tylko, że Maciek (senior) miał się poświęcić w roli opiekuna!!!! - przypis matki-frustratki!).

- Błagam! Powiedz, że to pomyłka?! W czwartek wróciłam po północy z Bloga Roku, wczoraj z podróży do przeszłości. Nie mam siły na metal! - gadałam, choć wiedziałam, że nic to nie da! Nikt mnie nie uratuje!

- Stasiek, gdzie są bilety? Sprawdźmy kiedy i gdzie jest Sabaton?! - poprosiłam.

Stasiek poszybował niczym czarny anioł na górę. Po chwili zszedł kompletnie załamany:

- Nie ma biletów. Włożyłem do sejfu. Nie działa, nie mogę go otworzyć!

- Niemożliwe! - to był krzyk rozpaczy.

- Jak to chłopcy znają kod do sejfu?! - oburzyła się moja teściowa.

- Znają ale w sejfie są tylko ich bilety! - myślałam, że padnę ze śmiechu.

- Sejfuniu otwórz się! - zaklinałam metalową skrzynkę. Zero odzewu. Klawiatura jakby nie działała, sejf padł pod ciężarem power metalu!

- Co teraz? - zapytał Stasiek.

- Dzwoń do taty, zapytaj gdzie jest mail z Waszymi biletami. Wydrukujemy je jeszcze raz! - powiedziałam. Jestem genialna! Sytuacje kryzysowe to pestka dla matek! Wie o tym każdy dobry pracodawca!!! Zaczęłam zaprzyjaźniać się z sejfem. Przyglądałam się uważnie. Zapaliła się czerwona lampka, potem jeszcze raz i trzeci. Spróbowałam po raz dwudziesty wstukać tajny kod.
Udało się! Są bilety! Tylko dlaczego dwa?! A dla opiekuna?!

- Stasieeeek! Mam bilety! Nie ma trzeciego! Nie widziałeś!

- Nie Mikołaj dał nam tylko dwa! - uśmiechnął się uroczo!

- Ogłaszam poszukiwania trzeciego biletu. Tata jest daleko na morzu! Nie traćmy czasu!

Po 10 minutach bilet się odnalazł. Szczęśliwie albo i nie!

Wyruszyliśmy na Sabaton!

- Jestem atomem!!!! :-)
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...