Mandeli “long walk to freedom“

Dodano:
Najpierw portal dw.de podał wiadomość o śmierci Nelsona Mandeli. Chwilę później wycofał tekst oraz informację o szoku światowej opinii publicznej tym spowodowanym i opublikował następujący komunikat: Retraction: Nelson Mandela. We regret that due to technical errors our report of Nelson Mandela's death was unintentionally published. Jak widać komunikat o śmierci Mandeli został już napisany. Wieści o jego stanie zdrowia nie napawają wszak optymizmem, dlatego dziennikarze są gotowi by obwieścić to światu.
O Nelsonie Mandeli napisano już niemal wszystko. Był, jest i będzie uwielbiany przez wszystkich. W swoim, 94 letnim życiu doznał wszystkich upokorzeń i zła tego świata, ale równie tyle samo radości i szacunku. Był i pozostanie na zawsze ikoną pokoju. Nie do końca wiadomo czy za to, że doprowadził do obalenia apartheidu, czy za to, że nie dopuścił do wojny domowej i rozlewu krwi w Południowej Afryce.

Kiedy opuścił Drekenstein, czyli farmę Victora Verstera, położoną tuż obok starego holenderskiego Paarl, od razu pomaszerował w kierunku miasta, a na szerokiej, asfaltowej alei tysiące ludzi wiwatowały na jego cześć.
Cały świat już wiedział, że droga do wolności jest już otwarta.

Ale tak naprawdę, otworzył ją de Klerk, o wiele lat wcześniej, kiedy stanął naprzeciw swojej partii, w parlamencie południowoafrykańskim i zapytał: czy chcecie demokracji ?
Mandela tkwił wtedy w swojej celi na Robben Island, a Patrick Lakota ukrywał się w dżungli Mozambiku, gdzie szkolili go radzieccy specjaliści od wywrotowej partyzantki.

Bo to, co wydarzyło się wtedy w Południowej Afryce było o wiele bardziej złożone niż biograficzny panegiryk o tej wolności. Long Walk to Freedom.

Andrzej Kiepiela opowiadał mi, że konsultacje Partii Narodowej trwały od bardzo dawna. De Klerk zdecydował się na referendum, nie pod wpływem opinii światowej, lecz z powodu silnego parcia lokalnego biznesu.

To właśnie Kiepiela umawiał się z Lakotą na plaży w Durbanie. Były głębokie lata 80. Spotkania odbywały się nielegalnie, a misja Kiepieli polegała na tym, że miał wysondować, na ile Kongres Narodowy będzie chciał rozmawiać z białymi o szerokim froncie na rzecz demokracji. Lakota był ścigany przez południowoafrykańską bezpiekę. Ale w Durbanie mógł ukryć się w tłumie hotelowych pracowników.

Po latach Nelson Mandela zadzwonił do Zofii Kuratowskiej, aby Kiepielę, za te zasługi uczynić konsulem honorowym. Młody Polak nie przypuszczał, że będzie miał taki, mały wkład w dzieje afrykańskiego okrągłego stołu.

Patrick Lakota został ministrem obrony RPA, wcześniej rządził całym Natalem. Jakiś czas spędził w celi na Robben Island, ale po zwolnieniu włączył się do walki przeciwko systemowi. Był jedynym, któremu Mandela dał zielone światło do spotkań z Partią Narodową.

Ale prawda była taka, że do czasów paraliżu Bothy takie rozmowy w ogóle nie były możliwe.
Niektórzy dostrzegali symptomy wielkiego kryzysu. Machina państwowa stanęła pod ścianą. Nonsens gonił wtedy nonsens – opowiadał Kiepiela.

Dla przykładu: podział na rasy i administracyjną obsługę każdej z nich, wymagał znacznego wysiłku. Od strony technicznej, logistycznej, niemal każdej. Bo przecież jednymi drogami mogli jeździć tylko biali, a drugimi kolorowi i czarni. Drogi były dwukierunkowe, ale biegnące obok siebie. Logika nakazywała aby stworzyć z nich autostrady. Jednakże przepisy prawa i konstytucji uniemożliwiały rozwój gospodarki, z błahego powodu i wymagań rasowych. Podobnie było z urzędami. Każdy z nich miał osobne wejście dla białych, osobne dla czarnych, jeszcze inne łączyły, co prawda Koloredów i Żółtych, ale nigdy nie mogły występować razem. I tak też wyglądały urzędnicze gabinety, inne resorty, ministrowie, biurokracja rosła.

W każdej dziedzinie życia było podobnie. Dziś trudno to zrozumieć, bo przepisy i ustawy zmieniały się, często znosiły lub uzupełniały.

W Johannesburgu zbudowano muzeum apartheidu. To jedyne już miejsce w RPA, gdzie przepisy surowo zabraniają wchodzenia przez jedno i to samo wejście zarówno białym, jak i czarnym. Zwiedzanie jest lekcją poznania dla wszystkich. Ale najbardziej krępuje chyba białych turystów.

Mandela symbolizuje palenie paszportów. Otóż czarni mieszkańcy RPA posiadali wtedy obowiązkowo tzw. paszporty. Przy ich pomocy mogli się przemieszczać. Ale tylko w ograniczonym zasięgu. Paszporty były symbolem ograniczeń i braku wolności przemieszczania się właśnie. Jeszcze kilka dekad temu Mandela publicznie podpalił swój paszport. To był ważny gest. Paszport stanowił rodzaj przepustki, np. do pracy. Bez tego dokumentu, policja mogła aresztować każdego. Ale z nim, poruszać się można było, za zgoda policji właśnie.

Biali tak przyzwyczaili się do faktu istnienia paszportów, że kiedy szykowano wybory w 1994 roku, to spodziewali się, na podstawie statystyk, że w Kapsztadzie w cuglach je wygrają. Bo aczkolwiek paszporty zniesiono już wcześniej, to jednak myślenie w kategoriach meldunku było ich sporym ograniczeniem. Tymczasem na apel Mandeli ciężarówki dowoziły tysiące czarnych, z tych regionów, gdzie wygrana była formalnością. Z Bantustanów. Tam białych nie było. A Bantustany zniesiono również.

O Mandeli napisano wiele. O Kongresie Narodowym również. Ich wspólna droga do wolności stała się symboliczną, opiewana przez poetów i artystów.

Jednakże epoka jego prezydentury stała się także początkiem kryzysu i ciężkiej depresji całego kraju. Opowiada inny Polak, Zbyszek: wiesz w dawnych czasach sprzedawałem Burom rajstopy i żyłem jak król. W Johannesburgu chodziłem do teatru i przesiadywałem w kawiarniach. Teraz miasto jest jak scenografia z oblężonego Nowego Jorku Kurta Russela. Sypiam z rewolwerem pod poduszką. Ale założyłem biuro podróży – dodaje – kiedyś latał jeden samolot do Europy tygodniowo, teraz dwadzieścia dziennie.

Mama Lolo, nauczycielka z Soweto podarowała mi swój paszport. Mówi, że dzięki niemu miała w Johannesburgu pracę.
– Teraz mi jest niepotrzebny. Pokaż ludziom w Polsce jak wygląda i opowiedz im do czego służył. To dzięki Mandeli jesteśmy wolni. On sprawił, że jesteśmy również dumni. Uczę o nim w szkole.

Dodaje: ale moi synowie nie mają dzisiaj pracy. Za białych, wszyscy mieli w mojej rodzinie pracę. Musieliśmy się meldować, ale praca była. Dziś się o nich boję. Bo nie ma przyszłości.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...