Egzamin z ekonomii
Dodano:
Studiowałem na Politechnice, na wydziale mechanicznym technologicznym. I nigdy nie miałem problemu z ocenami, do tego stopnia, że na niektórych semestrach dostawałem tzw. „ryjcowe” – stypendium naukowe. I tylko jeden egzamin w swojej karierze studenckiej zdawałem wielokrotnie. Aż 7 razy. Egzamin z ekonomii.
Żeby dojść do ekonomii kapitalizmu, najpierw trzeba było zdać ekonomię socjalizmu, czyli tą dziedzinę przedmiotu, z której habilitację zrobił Leszek Balcerowicz. Sześciokrotnie wylatywałem z sali już po pierwszym pytaniu. Zawsze takim samym. Pomyślisz Czytelniku, że to dziwne, że mogłem się go nauczyć. Jakie to pytanie?
„Co to jest ekonomia?”
A ja zawsze odpowiadałem z pełną determinacją, że jest to zbiór zasad i przepisów regulujących obrót pieniądza i towarów na rynku. Następnie niedouk, o ile dobrze pamiętam docent, dziękował mi serdecznie i odsyłał na następny termin. Nie pasowało mu to, że nie nazywałem ekonomii nauką. Bo jak wiadomo ekonomia to nie jest nauka, tylko zbiorem zasad i przepisów…..
Podczas gdy termin wakacji zbliżał się niecierpliwie, przypadło moje siódme podejście do egzaminu. Wtedy po raz ostatni, w przypadku tego indywiduum, użyłem sformułowania „Pan”. Brzmiało to mniej więcej w ten sposób: „Zanim zada mi Pan swoje głupie pytanie to informuję Pana, że z moich ust nigdy nie padnie stwierdzenie, że ekonomia to nauka”. Na to on z furią (małego prostaczka) rozpoczął jakieś pokrzykiwania. A ja grzecznie położyłem na stole papier – podanie do dziekana – o egzamin komisyjny. Następnie wstałem, wziąłem swój indeks z kartą zaliczeniową i poszedłem do dziekanatu. Zostałem wysłuchany. Dziekan, profesor nauki (wytrzymałość materiałów) przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, po czym sięgnął po telefon i zadzwonił. W ciągu kilku minut pojawił się mój tryskający bluzgami egzaminator, i usłyszał od dziekana: „Cicho. Tu wpiszesz tróję”. Następnie, dla pewności powtórzył słowo „cicho” a gdy sprawdził, że jego słowo stało się ciałem, wyrzucił nas obu za drzwi.
Dzięki temu nie usłyszałem już nigdy drugiego ulubionego pytania tego niedouka: „Czym różni się gospodarka agrarna socjalizmu i kapitalizmu?”. Prawidłowa odpowiedź: Według profesora Miszewskiego, te gospodarki różnią się tym, że na polach w socjalizmie stosuje się chwastycydy.
W niedzielę, 31 maja 2015 roku, na Torwarze odbył się kongres założycielski Stowarzyszenia Nowoczesna.pl. Kto przewodniczy temu stowarzyszeniu? Ekonomiści. I przyglądając się różnym wypowiedziom poszczególnych mówców i piewców wolnego handlu, zastanawiałem się czy kiedykolwiek Leszek Balcerowicz „zhańbił się” choćby chwilą pracy. Ale nie takiej pracy za biurkiem, w klimatyzowanym pokoju, gdzie dokonuje się sprzedaży bądź kupna pracy innych ludzi. Tylko pracy realnej – przykręcenia śrubki, zbudowania czegoś, wykonania usługi poprodukcyjnej. W końcu ekonomista powinien umieć np. wypisać samodzielnie PIT.
Dlatego ja zawsze będę się pytał tych Panów, którzy używają słów nie rozumiejąc ich, co według nich znaczy „nowoczesna” lub „optymalna” w odniesieniu do gospodarki. I zawsze będę się ich pytał, żeby powiedzieli gdzie i kiedy realnie pracowali i czy potrafią coś więcej niż gadanie.
„Co to jest ekonomia?”
A ja zawsze odpowiadałem z pełną determinacją, że jest to zbiór zasad i przepisów regulujących obrót pieniądza i towarów na rynku. Następnie niedouk, o ile dobrze pamiętam docent, dziękował mi serdecznie i odsyłał na następny termin. Nie pasowało mu to, że nie nazywałem ekonomii nauką. Bo jak wiadomo ekonomia to nie jest nauka, tylko zbiorem zasad i przepisów…..
Podczas gdy termin wakacji zbliżał się niecierpliwie, przypadło moje siódme podejście do egzaminu. Wtedy po raz ostatni, w przypadku tego indywiduum, użyłem sformułowania „Pan”. Brzmiało to mniej więcej w ten sposób: „Zanim zada mi Pan swoje głupie pytanie to informuję Pana, że z moich ust nigdy nie padnie stwierdzenie, że ekonomia to nauka”. Na to on z furią (małego prostaczka) rozpoczął jakieś pokrzykiwania. A ja grzecznie położyłem na stole papier – podanie do dziekana – o egzamin komisyjny. Następnie wstałem, wziąłem swój indeks z kartą zaliczeniową i poszedłem do dziekanatu. Zostałem wysłuchany. Dziekan, profesor nauki (wytrzymałość materiałów) przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, po czym sięgnął po telefon i zadzwonił. W ciągu kilku minut pojawił się mój tryskający bluzgami egzaminator, i usłyszał od dziekana: „Cicho. Tu wpiszesz tróję”. Następnie, dla pewności powtórzył słowo „cicho” a gdy sprawdził, że jego słowo stało się ciałem, wyrzucił nas obu za drzwi.
Dzięki temu nie usłyszałem już nigdy drugiego ulubionego pytania tego niedouka: „Czym różni się gospodarka agrarna socjalizmu i kapitalizmu?”. Prawidłowa odpowiedź: Według profesora Miszewskiego, te gospodarki różnią się tym, że na polach w socjalizmie stosuje się chwastycydy.
W niedzielę, 31 maja 2015 roku, na Torwarze odbył się kongres założycielski Stowarzyszenia Nowoczesna.pl. Kto przewodniczy temu stowarzyszeniu? Ekonomiści. I przyglądając się różnym wypowiedziom poszczególnych mówców i piewców wolnego handlu, zastanawiałem się czy kiedykolwiek Leszek Balcerowicz „zhańbił się” choćby chwilą pracy. Ale nie takiej pracy za biurkiem, w klimatyzowanym pokoju, gdzie dokonuje się sprzedaży bądź kupna pracy innych ludzi. Tylko pracy realnej – przykręcenia śrubki, zbudowania czegoś, wykonania usługi poprodukcyjnej. W końcu ekonomista powinien umieć np. wypisać samodzielnie PIT.
Dlatego ja zawsze będę się pytał tych Panów, którzy używają słów nie rozumiejąc ich, co według nich znaczy „nowoczesna” lub „optymalna” w odniesieniu do gospodarki. I zawsze będę się ich pytał, żeby powiedzieli gdzie i kiedy realnie pracowali i czy potrafią coś więcej niż gadanie.