Kto pęknie pierwszy?

Dodano:
Rabat brytyjski to jeden z tych wymysłów, które sprawiają, że zwykłym ludziom Unia Europejska kojarzy się z brukselokracją, a nie ze sprawną organizacją. Najwyższy czas skończyć z podobnymi ustaleniami!
Choć Londynowi nie należy się dziwić, że broni rabatu jak niepodległości. UE połowę swego rocznego budżetu (czyli ponad 50 miliardów euro) przeznacza na dopłaty dla rolników, tymczasem w Wielkiej Brytanii farmerów praktycznie nie ma. Zdruzgotana faktem, że większość wpłacanych przez Brytyjczyków pieniędzy do Brukseli nie trafi z powrotem na Wyspy, Margaret Thatcher zażądała zmiany tych ustaleń i wywalczyła rabat. Od tej pory trwa nieustanna przepychanka między Londynem i Brukselą - Brytyjczycy żądają zmniejszenia subsydiów rolnych, reszta (głównie Francja) próbuje coś uszczknąć z ulgi, jaką uzyskała "Żelazna Dama".

Ostatni odcinek tego sporu miał miejsce podczas czerwcowego szczytu UE - z tego powodu nie udało się przyjąć unijnego budżetu na lata 2007-2013. Wszyscy liczyli, że impas zostanie przełamany w czasie obecnej brytyjskiej prezydencji, jednak takie oświadczenia jak wicepremiera Johna Prescotta wskazują, że szanse na to są niewielkie. Ktoś musi ustąpić pierwszy, bowiem nie przyjęcie budżetu na grudniowym szczycie grozi całkowitym paraliżem UE. Ponieważ Londyn przewodniczy UE w tym półroczu, mógłby manifestacyjnie zrezygnować z części swego rabatu - wtedy miałby moralne prawo kategorycznie zażądać od Francji, aby odstąpiła od części dopłat dla rolników (Paryż pochłania 40 proc. subsydiów dla unijnych farmerów). Jeśli Jacques Chirac odmówi, będzie jasno wiadomo, kto jest unijnym hamulcowym. A jeśli zgodzi się na zmniejszenie dopłat, to wykona krok w dobrym kierunku, a UE stanie się wreszcie strefą wolnego handlu nie tylko z nazwy.

Agaton Koziński

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...