Dlaczego ropa ponownie jest taka droga?
Dodano:
Dwie główne przyczyny to większy popyt i strach przed zaostrzeniem się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ceny powinny jednak zacząć spadać
Jeszcze ubiegłego lata wielu ekspertów przewidywało, że ceny ropy spadną do dwudziestu kilku dolarów za baryłkę. Nie sprawdziły się przecież obawy, że inwazja na Irak zdestabilizuje sytuację na Bliskim Wschodzie. Przegrywając wojnę, Saddam Husajn nie podpalił też pól naftowych.
Tymczasem ropa jest tak droga jak tuż przed wybuchem wojny w Iraku. Wtedy ceny skoczyły do najwyższego od 13 lat poziomu 38 dolarów za baryłkę. Tylko od 1 grudnia ropa podrożała o 13 procent, do ponad 33 dolarów. Na krótko cena sięgnęła nawet 36 dolarów. Drożeje też benzyna. Pod koniec stycznia za galon [ok. 3,8 litra - przyp. red.] płacono średnio nieco powyżej 1,66 dolara, czyli o 15 centów więcej niż w połowie grudnia. Była to rekordowa cena w miesiącu zimowym.
- Gdyby pół roku temu ktoś powiedział, że na początku 2004 roku za baryłkę ropy będziemy płacić 34 dolary, to odpowiedziałbym mu, że postradał zmysły - mówi Fadel Gheit, analityk rynku paliwowego z Oppenheimer & Co.
Co się dzieje? Miejsce ubiegłorocznych obaw zajęły inne. Rynek niepokoi się o to, że ekstremiści islamscy zdestabilizują sytuację w Arabii Saudyjskiej, gdzie są największe złoża ropy na świecie. Jednak rynek najbardziej obawia się tego, że podaż nie dotrzyma kroku szybkiemu wzrostowi gospodarczemu w Chinach i USA. Phil Flynn, analityk rynku energetycznego z Alaron Trading Corp. w Chicago, uważa, że jeszcze w tym roku cena baryłki wzrośnie do 40 dolarów. - To proste - większy popyt na ropę doprowadzi do wzrostu cen - uważa Flynn.
Czy pesymiści mają rację? Raczej nie. Od 20 stycznia, gdy ceny osiągnęły swój szczyt na poziomie 36,20 dolara, baryłka ropy na Nowojorskiej Giełdzie Towarowej potaniała o trzy dolary. Istnieją też powody, aby oczekiwać dalszego spadku cen.
Choć szybszy rozwój światowej gospodarki przekłada się na wzrost zapotrzebowania na ropę, podaż tego surowca też rośnie, bowiem firmy chętniej poszukują nowych złóż i zwiększają produkcję. Po uwzględnieniu tych czynników istnieje duża szansa, że w tym roku średnia cena ukształtuje się nieco poniżej 30 dolarów. - Obecnego poziomu cen nie da się utrzymać - uważa John P. Kilduff, wiceprezes Fimat USA Inc., firmy handlującej na giełdzie towarowej w Nowym Jorku.
TYMCZASOWA NIERÓWNOWAGA?
Od tego, kto ma rację, wiele zależy. Droga ropa szkodzi bowiem gospodarce, przekładając się na wyższe ceny benzyny, oleju napędowego i opałowego, a także paliwa lotniczego i produktów petrochemicznych. Z drugiej strony spadek cen mógłby dodatkowo pobudzić gospodarkę. - Jeżeli w tym roku średnia cena ropy zamiast 33 dolarów za baryłkę wyniesie 28, to wzrost gospodarczy mógłby być nawet o pół punktu procentowego wyższy - uważa Mark M. Zandi, główny ekonomista Economy.com Inc.
Jednak na razie ropa jest droższa, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Obawy o dłuższy brak równowagi na rynku paliwowym wzmogły też inne czynniki. Na przykład Stany Zjednoczone cały czas zwiększają strategiczne rezerwy ropy kosztem podaży na bieżące potrzeby. Choć Departament Energetyki utrzymuje, że jego działania nie mają wpływu na ceny, to niezależni eksperci szacują, że właśnie z tego powodu baryłka ropy jest obecnie droższa.
Skomplikowana sytuacja na świecie, szczególnie zaś narastające napięcia społeczne w tak ważnych państwach eksportujących ropę jak Wenezuela, Nigeria i Indonezja, również negatywnie odbijają się na poziomie produkcji tego surowca. Wygląda też na to, że spadek dolara wobec euro, jena i innych walut spowodował, że członkowie OPEC chcą podnieść ceny.
Na szczęście podaż na rynku nadąża za popytem, co powinno pomóc w obniżeniu stawek. Choć zapasy surowca w USA są obecnie najniższe od 1975 roku, to nie widać, aby na świecie brakowało ropy. Gracze na Nowojorskiej Giełdzie Towarowej obstawiają, że do sierpnia baryłka potanieje o kolejne trzy dolary. Wbrew dotychczasowemu trendowi cena sierpniowych kontraktów na ropę jest o cztery centy niższa od cen na luty. Tendencja ta zmniejsza szanse na znaczne podwyżki na stacjach benzynowych w okresie wakacyjnym.
Większa podaż wynika również z faktu, że w ślad za wzrostem cen rośnie też produkcja. Schlumberger, największa na świecie firma świadcząca usługi w branży naftowej, poinformował ostatnio, że w czwartym kwartale jego zysk operacyjny zwiększył się o 48 procent, a przychody wzrosły o 12 procent, ponieważ klienci spółki zwiększyli wydobycie.
Spodziewano się zresztą tego już od kilku lat. Tylko w 2004 roku budżety 335 światowych firm naftowych i gazowych, przeznaczone na poszukiwanie nowych złóż i produkcję, wzrosły o cztery procent w porównaniu z 2003 rokiem. - W stosunku do 2002 roku skok oceniany jest na blisko 14 procent - szacuje James Crandell z banku inwestycyjnego Lehman Brothers.
SŁABY WZROST NA ŚWIECIE
W ślad za drożejącą ropą od końca listopada rosną ceny akcji koncernów paliwowych. W tym okresie indeks Standard & Poor’s 500 wzrósł o osiem procent, a indeks spółek świadczących usługi w branży paliwowej o 29 procent. Co więcej, na rynku pojawiły się akcje nowych spółek energetycznych. Transocean, firma z Huston zajmująca się odwiertami, planuje sprzedaż 20 procent działu TODCO, działającego w Zatoce Meksykańskiej, w ofercie publicznej. Jej wartość szacuje się na 700-800 mln dolarów.
Podaż rośnie, jednak popyt nie jest aż tak znaczący, jak przyjęło się sądzić. Zapotrzebowanie na ropę w Chinach rośnie rocznie o sześć procent. Wzmożony popyt to również efekt nieoczekiwanego przyspieszenia gospodarczego w USA, największego na świecie konsumenta ropy.
Jednak w innych krajach popyt nie zmienił się, a nawet osłabł. Jest to spowodowane słabym wzrostem gospodarczym, większą wydajnością oraz przechodzeniem na inne źródła energii. Jaki jest więc efekt? Według Departamentu Energetyki, od 1995 roku średnie zużycie ropy na świecie zwiększało się o 1,5 procent rocznie, i to mimo tak dynamicznego rozwoju w Chinach.
Jak pokazał ostatni rok, terroryści wciąż jednak potrafią zdestabilizować bogaty w ropę Bliski Wschód. Silne ożywienie światowej gospodarki może w pewnym momencie spowodować, że popyt stanie się wyższy od podaży. Jednak w sumie jest bardzo prawdopodobne, że ceny spadną, a nie wzrosną.
Peter Coy (Nowy Jork), Stephenie Anderson Forest (Dallas), współpraca Stanley Reed (Londyn)
Tymczasem ropa jest tak droga jak tuż przed wybuchem wojny w Iraku. Wtedy ceny skoczyły do najwyższego od 13 lat poziomu 38 dolarów za baryłkę. Tylko od 1 grudnia ropa podrożała o 13 procent, do ponad 33 dolarów. Na krótko cena sięgnęła nawet 36 dolarów. Drożeje też benzyna. Pod koniec stycznia za galon [ok. 3,8 litra - przyp. red.] płacono średnio nieco powyżej 1,66 dolara, czyli o 15 centów więcej niż w połowie grudnia. Była to rekordowa cena w miesiącu zimowym.
- Gdyby pół roku temu ktoś powiedział, że na początku 2004 roku za baryłkę ropy będziemy płacić 34 dolary, to odpowiedziałbym mu, że postradał zmysły - mówi Fadel Gheit, analityk rynku paliwowego z Oppenheimer & Co.
Co się dzieje? Miejsce ubiegłorocznych obaw zajęły inne. Rynek niepokoi się o to, że ekstremiści islamscy zdestabilizują sytuację w Arabii Saudyjskiej, gdzie są największe złoża ropy na świecie. Jednak rynek najbardziej obawia się tego, że podaż nie dotrzyma kroku szybkiemu wzrostowi gospodarczemu w Chinach i USA. Phil Flynn, analityk rynku energetycznego z Alaron Trading Corp. w Chicago, uważa, że jeszcze w tym roku cena baryłki wzrośnie do 40 dolarów. - To proste - większy popyt na ropę doprowadzi do wzrostu cen - uważa Flynn.
Czy pesymiści mają rację? Raczej nie. Od 20 stycznia, gdy ceny osiągnęły swój szczyt na poziomie 36,20 dolara, baryłka ropy na Nowojorskiej Giełdzie Towarowej potaniała o trzy dolary. Istnieją też powody, aby oczekiwać dalszego spadku cen.
Choć szybszy rozwój światowej gospodarki przekłada się na wzrost zapotrzebowania na ropę, podaż tego surowca też rośnie, bowiem firmy chętniej poszukują nowych złóż i zwiększają produkcję. Po uwzględnieniu tych czynników istnieje duża szansa, że w tym roku średnia cena ukształtuje się nieco poniżej 30 dolarów. - Obecnego poziomu cen nie da się utrzymać - uważa John P. Kilduff, wiceprezes Fimat USA Inc., firmy handlującej na giełdzie towarowej w Nowym Jorku.
TYMCZASOWA NIERÓWNOWAGA?
Od tego, kto ma rację, wiele zależy. Droga ropa szkodzi bowiem gospodarce, przekładając się na wyższe ceny benzyny, oleju napędowego i opałowego, a także paliwa lotniczego i produktów petrochemicznych. Z drugiej strony spadek cen mógłby dodatkowo pobudzić gospodarkę. - Jeżeli w tym roku średnia cena ropy zamiast 33 dolarów za baryłkę wyniesie 28, to wzrost gospodarczy mógłby być nawet o pół punktu procentowego wyższy - uważa Mark M. Zandi, główny ekonomista Economy.com Inc.
Jednak na razie ropa jest droższa, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Obawy o dłuższy brak równowagi na rynku paliwowym wzmogły też inne czynniki. Na przykład Stany Zjednoczone cały czas zwiększają strategiczne rezerwy ropy kosztem podaży na bieżące potrzeby. Choć Departament Energetyki utrzymuje, że jego działania nie mają wpływu na ceny, to niezależni eksperci szacują, że właśnie z tego powodu baryłka ropy jest obecnie droższa.
Skomplikowana sytuacja na świecie, szczególnie zaś narastające napięcia społeczne w tak ważnych państwach eksportujących ropę jak Wenezuela, Nigeria i Indonezja, również negatywnie odbijają się na poziomie produkcji tego surowca. Wygląda też na to, że spadek dolara wobec euro, jena i innych walut spowodował, że członkowie OPEC chcą podnieść ceny.
Na szczęście podaż na rynku nadąża za popytem, co powinno pomóc w obniżeniu stawek. Choć zapasy surowca w USA są obecnie najniższe od 1975 roku, to nie widać, aby na świecie brakowało ropy. Gracze na Nowojorskiej Giełdzie Towarowej obstawiają, że do sierpnia baryłka potanieje o kolejne trzy dolary. Wbrew dotychczasowemu trendowi cena sierpniowych kontraktów na ropę jest o cztery centy niższa od cen na luty. Tendencja ta zmniejsza szanse na znaczne podwyżki na stacjach benzynowych w okresie wakacyjnym.
Większa podaż wynika również z faktu, że w ślad za wzrostem cen rośnie też produkcja. Schlumberger, największa na świecie firma świadcząca usługi w branży naftowej, poinformował ostatnio, że w czwartym kwartale jego zysk operacyjny zwiększył się o 48 procent, a przychody wzrosły o 12 procent, ponieważ klienci spółki zwiększyli wydobycie.
Spodziewano się zresztą tego już od kilku lat. Tylko w 2004 roku budżety 335 światowych firm naftowych i gazowych, przeznaczone na poszukiwanie nowych złóż i produkcję, wzrosły o cztery procent w porównaniu z 2003 rokiem. - W stosunku do 2002 roku skok oceniany jest na blisko 14 procent - szacuje James Crandell z banku inwestycyjnego Lehman Brothers.
SŁABY WZROST NA ŚWIECIE
W ślad za drożejącą ropą od końca listopada rosną ceny akcji koncernów paliwowych. W tym okresie indeks Standard & Poor’s 500 wzrósł o osiem procent, a indeks spółek świadczących usługi w branży paliwowej o 29 procent. Co więcej, na rynku pojawiły się akcje nowych spółek energetycznych. Transocean, firma z Huston zajmująca się odwiertami, planuje sprzedaż 20 procent działu TODCO, działającego w Zatoce Meksykańskiej, w ofercie publicznej. Jej wartość szacuje się na 700-800 mln dolarów.
Podaż rośnie, jednak popyt nie jest aż tak znaczący, jak przyjęło się sądzić. Zapotrzebowanie na ropę w Chinach rośnie rocznie o sześć procent. Wzmożony popyt to również efekt nieoczekiwanego przyspieszenia gospodarczego w USA, największego na świecie konsumenta ropy.
Jednak w innych krajach popyt nie zmienił się, a nawet osłabł. Jest to spowodowane słabym wzrostem gospodarczym, większą wydajnością oraz przechodzeniem na inne źródła energii. Jaki jest więc efekt? Według Departamentu Energetyki, od 1995 roku średnie zużycie ropy na świecie zwiększało się o 1,5 procent rocznie, i to mimo tak dynamicznego rozwoju w Chinach.
Jak pokazał ostatni rok, terroryści wciąż jednak potrafią zdestabilizować bogaty w ropę Bliski Wschód. Silne ożywienie światowej gospodarki może w pewnym momencie spowodować, że popyt stanie się wyższy od podaży. Jednak w sumie jest bardzo prawdopodobne, że ceny spadną, a nie wzrosną.
Peter Coy (Nowy Jork), Stephenie Anderson Forest (Dallas), współpraca Stanley Reed (Londyn)