Nie mogę obiecać szybkich rezultatów
Dodano:
Rozmowa z Wiesławem Rozłuckim, prezesem Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych
Nie ma Pan wrażenia, że GPW stała się instytucją skostniałą, zbyt sformalizowaną? Kiedyś wystarczyło kilka miesięcy na utworzenie rynku od podstaw, teraz wszystko wymaga lat.
W ciężkich chwilach mam podobne odczucia. Czasem żartuję, że kiedyś założenie giełdy trwało krócej niż dzisiaj wprowadzenie dwóch przecinków do jej regulaminu.
Dlaczego tak się dzieje?
W tamtych czasach giełda była jedynym źródłem wiedzy, sama podejmowała decyzje. Uczestnicy tylko dostosowywali się do gotowych rozwiązań. Dziś każda nasza propozycja jest przedmiotem niekończących się negocjacji odnośnie szczegółów i szczególików. Wszystko wymaga ugadywania, które trwa miesiącami.
Nie da się tego przyspieszyć?
Domy maklerskie mają swoje skomplikowane systemy komputerowe. Każda zmiana w nich wymaga zamówienia, zabudżetowania, wykonania testów itd.
Proces wprowadzania na giełdę nowych instrumentów jest zdecydowanie za długi, inwestorzy się niecierpliwią.
Każdy proponowany przez nas standard musi zostać zaakceptowany przez środowisko. Nie możemy bez konsultacji wprowadzić żadnej, nawet najmniejszej zmiany, a to znacznie wydłuża proces decyzyjny. Z kolei w wypadku opcji długie były również negocjacje z dostawcą oprogramowania.
GPW wspólnie z Boston Consulting Group opracowywała plan strategicznego rozwoju giełdy. Czy jest on już realizowany?
W 2001 roku giełda ogłosiła swoją strategię. Jest w niej 16 zadań strategicznych, z których 14 zostało zrealizowanych, m.in. działania na rzecz Corporate Governance i pełne wykorzystanie systemu Warset. Wszystkie dane na ten temat są dostępne. Można więc powiedzieć, że ta strategia jest na ukończeniu.
W 2001 roku zapowiadał Pan jednak, że głównymi zadaniami są: wejście w sojusz europejski oraz restrukturyzacja i prywatyzacja giełdy.
Prywatyzacja nie zależy od działań giełdy, nie mamy inicjatywy realizacyjnej. Istnieje jednak dokument rządowy - Zarys rozwoju rynku kapitałowego - upubliczniony w maju 2002 r. Mogę tylko powiedzieć, że w części dotyczącej giełdy i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych Ministerstwo Skarbu Państwa zwiększyło swoją aktywność i niedługo powinniśmy zobaczyć rezultaty działania resortu.
Czy giełda nie ma możliwości stworzenia lobby, które zmobilizowałoby resort do działania, na przykład przyspieszenia prywatyzacji przedsiębiorstw?
Lobbing z naszej strony ma ograniczone efekty. Chcielibyśmy, żeby było więcej prywatyzacji, ale możemy jedynie naciskać. I robimy to.
Pewnie zawsze możliwa jest większa skuteczność, ale ostatnie zdanie i tak należy do decydentów.
A co przez półtora roku zmieniło się we współpracy z Euronextem?
W ubiegłym roku podpisaliśmy umowę o wzajemnym członkostwie. Proces uznawania naszego rynku przez zagranicznych regulatorów jeszcze się jednak nie zakończył. Pokazuje to, że sprawy regulacyjne nie są łatwe, zwłaszcza jeżeli dotyczą rynku, który nie jest rynkiem Unii Europejskiej. Kwestia techniczna jest kwestią dodatkową.
Będą więc efekty czy też nie?
Tego typu projekt musi mieć uzasadnienie biznesowe. Okazuje się, że nie jest ono takie potężne, jak się wydawało. Musimy znaleźć najtańszy sposób dotarcia zagranicznych domów maklerskich do nas, a polskich na rynki zagraniczne. Zainteresowanie z obu stron nie jest jednak duże, szybkich rezultatów nie mogę więc obiecać. Z drugiej strony liczymy, że dobra koniunktura zachęci spółki prywatne do wchodzenia na parkiet. Mamy odzew wielu atrakcyjnych firm, które na pewno mile zostaną przyjęte przez krajowych inwestorów. Sądzę, że BA CA utorował drogę do naszego rynku spółkom zagranicznym i za tą emisją pójdą następne. Liczymy też na prywatyzacje.
Giełda ma wysokie koszty działalności operacyjnej. Koszty pracownicze to 20 proc., co więc stanowi najważniejszą pozycję w kosztach giełdy?
Największe koszty na giełdzie stanowi amortyzacja sprzętu komputerowego, koszty osobowe i opłaty na rzecz KPWiG. Jesteśmy członkiem Światowej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (FESE). Federacja robi co roku badania kosztów, które ponoszą rynki światowe. Biorąc pod uwagę średnie statystyczne, mieścimy się gdzieś pośrodku. Dotyczy to również struktury zatrudnienia. Wydaje mi się, że jest ona prawidłowa.
Duże muszą być również koszty utrzymania ośrodka zapasowego.
Koszty utrzymania ośrodka są oczywiście znaczne, ale koszty samej lokalizacji marginalne. Obliczyliśmy, że przeniesienie go poza Warszawę zwróciłoby się po kilkunastu latach. Poza tym ośrodek wymaga czasem obecności i przedstawicieli giełdy, i domów maklerskich. Spotkanie się w licznym gronie w obecnej lokalizacji jest łatwiejsze niż gdzie indziej.
Czy i w jakim stopniu GPW dofinansowuje programy robione na giełdzie przez TVN24 i Polsat?
Dla nas jest to doskonały efekt marketingowy - telewizja jest najtańszym sposobem docierania do potencjalnych inwestorów. W takim ujęciu koszty przeliczane na jedną osobę są znikome. Udostępniamy studio, sale notowań i inne pomieszczenia, zależnie od woli realizatorów. Minęły czasy, kiedy giełda musi płacić za publikowanie informacji.
A tak było?
Teraz mogę to ujawnić. Kilka lat temu, wbrew praktykom międzynarodowym, musieliśmy płacić Telegazecie za publikowanie notowań sesji. Po latach zdołaliśmy się wycofać, ale wtedy była to oferta nie do odrzucenia.
Dlaczego giełda zablokowała druk artykułu na jej temat w Proficie?
Takich działań nie podjęliśmy. Uprzedziłem tylko dziennikarza, że w wypadku niesprawdzenia informacji i opublikowania nieprawdziwych danych podam go do sądu. Domyślam się, że redakcja, po sprawdzeniu wszystkich faktów, nie zakwalifikowała tekstu do publikacji. Być może jego treść nie okazała się pasjonująca. Prawdę mówiąc, chętnie bym przeczytał ten tekst. W końcu poświęciłem dziennikarzowi ponad godzinę na wywiad.
W ciężkich chwilach mam podobne odczucia. Czasem żartuję, że kiedyś założenie giełdy trwało krócej niż dzisiaj wprowadzenie dwóch przecinków do jej regulaminu.
Dlaczego tak się dzieje?
W tamtych czasach giełda była jedynym źródłem wiedzy, sama podejmowała decyzje. Uczestnicy tylko dostosowywali się do gotowych rozwiązań. Dziś każda nasza propozycja jest przedmiotem niekończących się negocjacji odnośnie szczegółów i szczególików. Wszystko wymaga ugadywania, które trwa miesiącami.
Nie da się tego przyspieszyć?
Domy maklerskie mają swoje skomplikowane systemy komputerowe. Każda zmiana w nich wymaga zamówienia, zabudżetowania, wykonania testów itd.
Proces wprowadzania na giełdę nowych instrumentów jest zdecydowanie za długi, inwestorzy się niecierpliwią.
Każdy proponowany przez nas standard musi zostać zaakceptowany przez środowisko. Nie możemy bez konsultacji wprowadzić żadnej, nawet najmniejszej zmiany, a to znacznie wydłuża proces decyzyjny. Z kolei w wypadku opcji długie były również negocjacje z dostawcą oprogramowania.
GPW wspólnie z Boston Consulting Group opracowywała plan strategicznego rozwoju giełdy. Czy jest on już realizowany?
W 2001 roku giełda ogłosiła swoją strategię. Jest w niej 16 zadań strategicznych, z których 14 zostało zrealizowanych, m.in. działania na rzecz Corporate Governance i pełne wykorzystanie systemu Warset. Wszystkie dane na ten temat są dostępne. Można więc powiedzieć, że ta strategia jest na ukończeniu.
W 2001 roku zapowiadał Pan jednak, że głównymi zadaniami są: wejście w sojusz europejski oraz restrukturyzacja i prywatyzacja giełdy.
Prywatyzacja nie zależy od działań giełdy, nie mamy inicjatywy realizacyjnej. Istnieje jednak dokument rządowy - Zarys rozwoju rynku kapitałowego - upubliczniony w maju 2002 r. Mogę tylko powiedzieć, że w części dotyczącej giełdy i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych Ministerstwo Skarbu Państwa zwiększyło swoją aktywność i niedługo powinniśmy zobaczyć rezultaty działania resortu.
Czy giełda nie ma możliwości stworzenia lobby, które zmobilizowałoby resort do działania, na przykład przyspieszenia prywatyzacji przedsiębiorstw?
Lobbing z naszej strony ma ograniczone efekty. Chcielibyśmy, żeby było więcej prywatyzacji, ale możemy jedynie naciskać. I robimy to.
Pewnie zawsze możliwa jest większa skuteczność, ale ostatnie zdanie i tak należy do decydentów.
A co przez półtora roku zmieniło się we współpracy z Euronextem?
W ubiegłym roku podpisaliśmy umowę o wzajemnym członkostwie. Proces uznawania naszego rynku przez zagranicznych regulatorów jeszcze się jednak nie zakończył. Pokazuje to, że sprawy regulacyjne nie są łatwe, zwłaszcza jeżeli dotyczą rynku, który nie jest rynkiem Unii Europejskiej. Kwestia techniczna jest kwestią dodatkową.
Będą więc efekty czy też nie?
Tego typu projekt musi mieć uzasadnienie biznesowe. Okazuje się, że nie jest ono takie potężne, jak się wydawało. Musimy znaleźć najtańszy sposób dotarcia zagranicznych domów maklerskich do nas, a polskich na rynki zagraniczne. Zainteresowanie z obu stron nie jest jednak duże, szybkich rezultatów nie mogę więc obiecać. Z drugiej strony liczymy, że dobra koniunktura zachęci spółki prywatne do wchodzenia na parkiet. Mamy odzew wielu atrakcyjnych firm, które na pewno mile zostaną przyjęte przez krajowych inwestorów. Sądzę, że BA CA utorował drogę do naszego rynku spółkom zagranicznym i za tą emisją pójdą następne. Liczymy też na prywatyzacje.
Giełda ma wysokie koszty działalności operacyjnej. Koszty pracownicze to 20 proc., co więc stanowi najważniejszą pozycję w kosztach giełdy?
Największe koszty na giełdzie stanowi amortyzacja sprzętu komputerowego, koszty osobowe i opłaty na rzecz KPWiG. Jesteśmy członkiem Światowej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (FESE). Federacja robi co roku badania kosztów, które ponoszą rynki światowe. Biorąc pod uwagę średnie statystyczne, mieścimy się gdzieś pośrodku. Dotyczy to również struktury zatrudnienia. Wydaje mi się, że jest ona prawidłowa.
Duże muszą być również koszty utrzymania ośrodka zapasowego.
Koszty utrzymania ośrodka są oczywiście znaczne, ale koszty samej lokalizacji marginalne. Obliczyliśmy, że przeniesienie go poza Warszawę zwróciłoby się po kilkunastu latach. Poza tym ośrodek wymaga czasem obecności i przedstawicieli giełdy, i domów maklerskich. Spotkanie się w licznym gronie w obecnej lokalizacji jest łatwiejsze niż gdzie indziej.
Czy i w jakim stopniu GPW dofinansowuje programy robione na giełdzie przez TVN24 i Polsat?
Dla nas jest to doskonały efekt marketingowy - telewizja jest najtańszym sposobem docierania do potencjalnych inwestorów. W takim ujęciu koszty przeliczane na jedną osobę są znikome. Udostępniamy studio, sale notowań i inne pomieszczenia, zależnie od woli realizatorów. Minęły czasy, kiedy giełda musi płacić za publikowanie informacji.
A tak było?
Teraz mogę to ujawnić. Kilka lat temu, wbrew praktykom międzynarodowym, musieliśmy płacić Telegazecie za publikowanie notowań sesji. Po latach zdołaliśmy się wycofać, ale wtedy była to oferta nie do odrzucenia.
Dlaczego giełda zablokowała druk artykułu na jej temat w Proficie?
Takich działań nie podjęliśmy. Uprzedziłem tylko dziennikarza, że w wypadku niesprawdzenia informacji i opublikowania nieprawdziwych danych podam go do sądu. Domyślam się, że redakcja, po sprawdzeniu wszystkich faktów, nie zakwalifikowała tekstu do publikacji. Być może jego treść nie okazała się pasjonująca. Prawdę mówiąc, chętnie bym przeczytał ten tekst. W końcu poświęciłem dziennikarzowi ponad godzinę na wywiad.