Olimpia da się przekonać
Dodano:
Polskie sklepy handlujące w internecie nie robią jeszcze kokosów. Jednak z roku na rok wiedzie im się coraz lepiej
Rafał Sobiczewski, konsultant ds. strategii i rozwoju w firmie Lucent Technologies Poland, należy do tych 2 proc. Polaków i 7 proc. użytkowników internetu w naszym kraju (dane wg Pentora), którzy robią zakupy za pośrednictwem sieci. - Książki i płyty CD z muzyką kupuję już tylko przez internet. Tak jest po prostu wygodniej - mówi.
Olimpia Markiewicz, trzydziestokilkuletnia matka trojga dzieci, która niedawno rozpoczęła studia doktoranckie na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, należy do tej większości społeczeństwa, która nie jest przekonana do e-handlu. - Ktoś zrobił spore zakupy w internecie, wykorzystując numer karty kredytowej mojego znajomego - tłumaczy swoje obawy. - Poza tym lubię towar obejrzeć i dotknąć go. Z drugiej jednak strony, jeśli chodzi o książki czy filmy wideo, to mogłabym kiedyś spróbować - waha się Olimpia Markiewicz.
Klientów, którzy dają się przekonać do zakupu książek, płyt CD czy filmów przez sieć, w Polsce jest coraz więcej. Potwierdza to Krzysztof Jerzyk, wiceprezes Merlina, jednej z najbardziej znanych księgarni w polskim internecie, która należy do wydawnictwa Prószyński i S-ka. - Liczba klientów i przychody rosną znacznie szybciej, niż wynikałoby to z prostego przyrostu liczby internautów w Polsce - mówi. W 1998 r., pierwszym roku swej działalności, księgarni tej udało się sprzedać towary za
100 tys. zł. W następnych latach firma poszerzyła ofertę o multimedia (płyty CD, filmy wideo i DVD) oraz zabawki i w 2002 r. wartość towarów zakupionych w Merlinie przez internautów osiągnęła 15,5 mln zł. Ubiegły rok firma zakończyła najprawdopodobniej sprzedażą o wartości 24 mln zł. - Na pewno IV kwartał tego roku zamkniemy zyskiem, być może nawet dla całego roku 2003 EBITDA, czyli zysk operacyjny powiększony o amortyzację, będzie dodatni - podkreśla Krzysztof Jerzyk.
I Goliat, i Dawid
Merlin proponuje ponad 160 tys. tytułów, co oznacza, że jego oferta obejmuje 90 proc. pozycji wydawnictw książkowych, muzycznych i multimediów dostępnych w Polsce. To oczywiście ogromny atut, bo żadna tradycyjna księgarnia nie jest w stanie pod tym względem z nim konkurować. - Mądrze przygotowana strona i odpowiednia wyszukiwarka pozwalają szybko znaleźć poszukiwany produkt. Ale o sukcesie sklepu internetowego decydują logistyka, możliwość realizacji zamówień, a nie tylko ich przyjmowania
- podkreśla Jerzyk.
Sukces Merlina powinien cieszyć wydawców, bo umożliwia ich książkom dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Grzegorz Schwarz, dyrektor ds. marketingu w wydawnictwie Helion, specjalizującym się w książkach komputerowych, uważa, że najlepsze efekty przynosi prowadzenie własnej księgarni internetowej i równoczesna współpraca z liderem na rynku sprzedaży przez internet, czyli Merlinem. - Własna e-księgarnia pozwoliła nam zbudować markę. W pewnym momencie okazało się, że logo naszej e-księgarni stało się lepiej rozpoznawalne na rynku niż logotyp wydawnictwa - mówi Schwarz.
Powstała przed siedmiu laty księgarnia internetowa Helion.pl 2002 rok zamknęła sprzedażą na poziomie 2,85 mln zł. - Za pośrednictwem tego kanału sprzedajemy ponad 20 proc. naszych książek - podkreśla Grzegorz Schwarz. Nawet z niszowego sklepu internetowego można się już w Polsce utrzymać. - Nasza firma nie ma żadnych inwestorów i radzi sobie bardzo dobrze, nigdy nie byliśmy w kłopotach finansowych - mówi Krzysztof Piekarczyk, właściciel sklepu Terra.pl z Lublina, oferującego muzykę alternatywną. - Nasze obroty z roku na rok się podwajają i teraz wynoszą średnio 35 tys. zł miesięcznie. Terra.pl ma w swej ofercie 10 tys. pozycji, a fanów tej muzyki przyciąga także to, że jest to jednocześnie z ikrą redagowany serwis o muzyce niezależnej.
Jednym z pierwszych dużych przedsięwzięć e-handlowych w Polsce było otwarcie w 1997 roku internetowego hipermarketu spożywczego Totu (www.totu.com). Sklep na początku działał tylko w Poznaniu, ale już od kilku lat obejmuje cały kraj i współpracuje z blisko 60 sklepami i hipermarketami w Polsce, a w ofercie ma około 40 tys. produktów. Zasada działania jest taka, że gdy klient składa zamówienie, podaje swój kod pocztowy, a zakupy są realizowane w ciągu około dwóch godzin przez najbliższy sklep będący w tej internetowej sieci. Wojciech Bogojewski, prezes firmy, twierdzi, że ostatnie miesiące są bardzo dobre dla Totu. - W porównaniu z ubiegłym rokiem w tym niemal od początku odnotowujemy średni wzrost obrotów o 240 proc. - wyjaśnia prezes.
Kanał coraz szerszy
Dla zdecydowanej większości sklepów w Polsce internet to dodatkowa, obok działalności tradycyjnej, możliwość dotarcia do klienta. Z analiz firmy badawczej I-Metria wynika, że tylko dla około 20 proc. wirtualnych sklepów w Polsce jest to jedyny kanał sprzedaży. Jednak jego rola szybko rośnie, szczególnie jeśli firma ma ambicje rozszerzyć swą działalność poza lokalny rynek. Tak było w wypadku firmy Alf z Olkusza, która prowadziła na terenie tego miasta trzy sklepy z artykułami dla dzieci. Miłosz Łyczakowski, menedżer firmy, pod koniec 2002 roku zdecydował się na otworzenie internetowego sklepu eZabawki.pl. - Sprzedaż internetowa jest dziś dla naszej firmy bardzo ważnym kanałem dystrybucji - mówi Łyczakowski. Od listopada 2002 r. firma obsłużyła ponad 2 tys. internetowych klientów i wysyła średnio 150 paczek miesięcznie. Obroty w sklepie internetowym wynoszą aktualnie około 20 tys. zł miesięcznie. Także dla firmy EuroFlorist Polska, która od 1999 r. prowadzi internetową kwiaciarnię, jest to coraz bardziej istotny sposób zbierania zamówień.
- Obecnie zamówienia internetowe stanowią około 20 proc. - mówi Andrzej Świderski z EuroFlorist.
Nie wszyscy jednak uważają, że łączenie sprzedaży tradycyjnej ze sprzedażą przez internet to optymalne rozwiązanie. Tomasz Hippe, który prowadzi internetowy sklep akwarystyczno-zoologiczny Colisa (www.colisa.com.pl), uważa, że skupiając się tylko na wirtualnym kanale, nie popełnił błędów wielu innych firm traktujących sprzedaż internetową po macoszemu.
- Proszę zwrócić uwagę na swoich znajomych - co drugi ma jakiegoś psa, kota, papugę, chomika czy rybki. I właśnie z powodu sporego popytu wśród internautów i małej podaży - jeśli chodzi o ofertę - pomysł wypalił - mówi z satysfakcją Tomasz Hippe. - Spodziewam się, że rok 2003 zakończymy obrotami na poziomie 500 tys. zł.
Wycieczka z sieci
2003 rok był wyjątkowy udany dla dwóch największych internetowych biur podróży w Polsce: Travelplanet.pl i Wakacje.pl. To pierwsze jest w portfelu inwestycyjnym MCI Management i w zeszłym roku zanotowało wzrost przychodów o 319 proc. W tym roku będzie podobnie - zapowiada Tomasz Moroz, wiceprezes Travelplanet.pl SA. - Dla porównania - w okresie styczeń-październik 2002 obrót wyniósł 2,25 mln zł; w roku 2003 w tych samych miesiącach urósł do 8 mln zł. W 2004 roku przewidywany jest zysk na poziomie 0,5 mln zł - mówi Tomasz Moroz. Internetowe biuro podróży liczy, że w 2004 r. z jego usług skorzysta 15 tys. klientów, czyli trzy razy więcej niż rok wcześniej.
Podobne wyniki notuje główny sieciowy konkurent Travelplanet.pl - portal Wakacje.pl. W tym roku Wakacje.pl obsłużyły już około 5 tys. klientów, natomiast średnia kwota, za jaką wykupywano rezerwację, wynosi 4,5 tys. zł. To sporo, gdyż dominują rezerwacje na dwie osoby. Internetowemu serwisowi, który sprzedaje w sieci oferty ponad 90 biur podróży, udało się zamknąć ubiegły rok niewielkim zyskiem 93 tys. zł brutto. Mariusz Panek, dyrektor finansowy portalu, podkreśla, że Wakacje.pl uniknęły przesadnego entuzjazmu związanego z rozwojem w Polsce usług online i nigdy nie poniosły strat finansowych.
Najlepsi zgarną pulę
Detaliczny handel internetowy w Polsce systematycznie rośnie. Według ocen firmy eCard, zajmującej się obsługą transakcji internetowych opłacanych kartami kredytowymi, łączne obroty na tym rynku w 2002 roku wyniosły około 150 mln zł, bez uwzględnienia np. handlu na e-aukcjach czy transakcji zawieranych dzięki internetowym serwisom ogłoszeniowym. To prawie trzykrotnie więcej niż w 2001 r.
Piotr Kaczanowski z eCardu, który obsługuje średnio 29 tys. transakcji miesięcznie, twierdzi, że w 2003 r. obroty w polskim e-handlu powinny sięgnęły 275 mln zł. W tej chwili na płatność kartą decyduje się mniej więcej co czwarty internauta. Pobranie wybiera około siedmiu z dziesięciu, a pozostali przelew.
Rynek dojrzewa, umacniają się najlepsi. Z badań I-Metrii wynika, że liczba e-sklepów w Polsce spada. W 2001 r. było ich - 850, a w 2002 r. już tylko - 660. Z eCardem współpracują obecnie 353 sklepy internetowe, a Piotr Kaczanowski ocenia, że takich, z którymi warto nawiązać współpracę, jest około 700.
Według firmy badawczej Forrester Research, w czterech istotnych kategoriach towarów - sprzęcie i oprogramowaniu komputerowym, sprzedaży biletów, książkach i turystyce - już teraz sprzedaż przez internet to 10 proc. ogólnej sprzedaży w USA. W innych kategoriach - zabawkach, grach wideo i elektronice użytkowej - zbliża się już ona do tej granicy.
W Polsce internetowe sklepy prowadzące ten asortyment mogą na razie tylko marzyć o takich proporcjach. Jedną z ważniejszych barier jest drogi dostęp do sieci i to, że wciąż najpopularniejszym sposobem łączenia się z internetem jest dial-up. Olimpię Markiewicz z pewnością łatwiej byłoby przekonać do wizyty w e-księgarni, gdyby w domu miała stałe łącze. Na razie z internetu korzysta głównie na uczelni.
Olimpia Markiewicz, trzydziestokilkuletnia matka trojga dzieci, która niedawno rozpoczęła studia doktoranckie na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, należy do tej większości społeczeństwa, która nie jest przekonana do e-handlu. - Ktoś zrobił spore zakupy w internecie, wykorzystując numer karty kredytowej mojego znajomego - tłumaczy swoje obawy. - Poza tym lubię towar obejrzeć i dotknąć go. Z drugiej jednak strony, jeśli chodzi o książki czy filmy wideo, to mogłabym kiedyś spróbować - waha się Olimpia Markiewicz.
Klientów, którzy dają się przekonać do zakupu książek, płyt CD czy filmów przez sieć, w Polsce jest coraz więcej. Potwierdza to Krzysztof Jerzyk, wiceprezes Merlina, jednej z najbardziej znanych księgarni w polskim internecie, która należy do wydawnictwa Prószyński i S-ka. - Liczba klientów i przychody rosną znacznie szybciej, niż wynikałoby to z prostego przyrostu liczby internautów w Polsce - mówi. W 1998 r., pierwszym roku swej działalności, księgarni tej udało się sprzedać towary za
100 tys. zł. W następnych latach firma poszerzyła ofertę o multimedia (płyty CD, filmy wideo i DVD) oraz zabawki i w 2002 r. wartość towarów zakupionych w Merlinie przez internautów osiągnęła 15,5 mln zł. Ubiegły rok firma zakończyła najprawdopodobniej sprzedażą o wartości 24 mln zł. - Na pewno IV kwartał tego roku zamkniemy zyskiem, być może nawet dla całego roku 2003 EBITDA, czyli zysk operacyjny powiększony o amortyzację, będzie dodatni - podkreśla Krzysztof Jerzyk.
I Goliat, i Dawid
Merlin proponuje ponad 160 tys. tytułów, co oznacza, że jego oferta obejmuje 90 proc. pozycji wydawnictw książkowych, muzycznych i multimediów dostępnych w Polsce. To oczywiście ogromny atut, bo żadna tradycyjna księgarnia nie jest w stanie pod tym względem z nim konkurować. - Mądrze przygotowana strona i odpowiednia wyszukiwarka pozwalają szybko znaleźć poszukiwany produkt. Ale o sukcesie sklepu internetowego decydują logistyka, możliwość realizacji zamówień, a nie tylko ich przyjmowania
- podkreśla Jerzyk.
Sukces Merlina powinien cieszyć wydawców, bo umożliwia ich książkom dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Grzegorz Schwarz, dyrektor ds. marketingu w wydawnictwie Helion, specjalizującym się w książkach komputerowych, uważa, że najlepsze efekty przynosi prowadzenie własnej księgarni internetowej i równoczesna współpraca z liderem na rynku sprzedaży przez internet, czyli Merlinem. - Własna e-księgarnia pozwoliła nam zbudować markę. W pewnym momencie okazało się, że logo naszej e-księgarni stało się lepiej rozpoznawalne na rynku niż logotyp wydawnictwa - mówi Schwarz.
Powstała przed siedmiu laty księgarnia internetowa Helion.pl 2002 rok zamknęła sprzedażą na poziomie 2,85 mln zł. - Za pośrednictwem tego kanału sprzedajemy ponad 20 proc. naszych książek - podkreśla Grzegorz Schwarz. Nawet z niszowego sklepu internetowego można się już w Polsce utrzymać. - Nasza firma nie ma żadnych inwestorów i radzi sobie bardzo dobrze, nigdy nie byliśmy w kłopotach finansowych - mówi Krzysztof Piekarczyk, właściciel sklepu Terra.pl z Lublina, oferującego muzykę alternatywną. - Nasze obroty z roku na rok się podwajają i teraz wynoszą średnio 35 tys. zł miesięcznie. Terra.pl ma w swej ofercie 10 tys. pozycji, a fanów tej muzyki przyciąga także to, że jest to jednocześnie z ikrą redagowany serwis o muzyce niezależnej.
Jednym z pierwszych dużych przedsięwzięć e-handlowych w Polsce było otwarcie w 1997 roku internetowego hipermarketu spożywczego Totu (www.totu.com). Sklep na początku działał tylko w Poznaniu, ale już od kilku lat obejmuje cały kraj i współpracuje z blisko 60 sklepami i hipermarketami w Polsce, a w ofercie ma około 40 tys. produktów. Zasada działania jest taka, że gdy klient składa zamówienie, podaje swój kod pocztowy, a zakupy są realizowane w ciągu około dwóch godzin przez najbliższy sklep będący w tej internetowej sieci. Wojciech Bogojewski, prezes firmy, twierdzi, że ostatnie miesiące są bardzo dobre dla Totu. - W porównaniu z ubiegłym rokiem w tym niemal od początku odnotowujemy średni wzrost obrotów o 240 proc. - wyjaśnia prezes.
Kanał coraz szerszy
Dla zdecydowanej większości sklepów w Polsce internet to dodatkowa, obok działalności tradycyjnej, możliwość dotarcia do klienta. Z analiz firmy badawczej I-Metria wynika, że tylko dla około 20 proc. wirtualnych sklepów w Polsce jest to jedyny kanał sprzedaży. Jednak jego rola szybko rośnie, szczególnie jeśli firma ma ambicje rozszerzyć swą działalność poza lokalny rynek. Tak było w wypadku firmy Alf z Olkusza, która prowadziła na terenie tego miasta trzy sklepy z artykułami dla dzieci. Miłosz Łyczakowski, menedżer firmy, pod koniec 2002 roku zdecydował się na otworzenie internetowego sklepu eZabawki.pl. - Sprzedaż internetowa jest dziś dla naszej firmy bardzo ważnym kanałem dystrybucji - mówi Łyczakowski. Od listopada 2002 r. firma obsłużyła ponad 2 tys. internetowych klientów i wysyła średnio 150 paczek miesięcznie. Obroty w sklepie internetowym wynoszą aktualnie około 20 tys. zł miesięcznie. Także dla firmy EuroFlorist Polska, która od 1999 r. prowadzi internetową kwiaciarnię, jest to coraz bardziej istotny sposób zbierania zamówień.
- Obecnie zamówienia internetowe stanowią około 20 proc. - mówi Andrzej Świderski z EuroFlorist.
Nie wszyscy jednak uważają, że łączenie sprzedaży tradycyjnej ze sprzedażą przez internet to optymalne rozwiązanie. Tomasz Hippe, który prowadzi internetowy sklep akwarystyczno-zoologiczny Colisa (www.colisa.com.pl), uważa, że skupiając się tylko na wirtualnym kanale, nie popełnił błędów wielu innych firm traktujących sprzedaż internetową po macoszemu.
- Proszę zwrócić uwagę na swoich znajomych - co drugi ma jakiegoś psa, kota, papugę, chomika czy rybki. I właśnie z powodu sporego popytu wśród internautów i małej podaży - jeśli chodzi o ofertę - pomysł wypalił - mówi z satysfakcją Tomasz Hippe. - Spodziewam się, że rok 2003 zakończymy obrotami na poziomie 500 tys. zł.
Wycieczka z sieci
2003 rok był wyjątkowy udany dla dwóch największych internetowych biur podróży w Polsce: Travelplanet.pl i Wakacje.pl. To pierwsze jest w portfelu inwestycyjnym MCI Management i w zeszłym roku zanotowało wzrost przychodów o 319 proc. W tym roku będzie podobnie - zapowiada Tomasz Moroz, wiceprezes Travelplanet.pl SA. - Dla porównania - w okresie styczeń-październik 2002 obrót wyniósł 2,25 mln zł; w roku 2003 w tych samych miesiącach urósł do 8 mln zł. W 2004 roku przewidywany jest zysk na poziomie 0,5 mln zł - mówi Tomasz Moroz. Internetowe biuro podróży liczy, że w 2004 r. z jego usług skorzysta 15 tys. klientów, czyli trzy razy więcej niż rok wcześniej.
Podobne wyniki notuje główny sieciowy konkurent Travelplanet.pl - portal Wakacje.pl. W tym roku Wakacje.pl obsłużyły już około 5 tys. klientów, natomiast średnia kwota, za jaką wykupywano rezerwację, wynosi 4,5 tys. zł. To sporo, gdyż dominują rezerwacje na dwie osoby. Internetowemu serwisowi, który sprzedaje w sieci oferty ponad 90 biur podróży, udało się zamknąć ubiegły rok niewielkim zyskiem 93 tys. zł brutto. Mariusz Panek, dyrektor finansowy portalu, podkreśla, że Wakacje.pl uniknęły przesadnego entuzjazmu związanego z rozwojem w Polsce usług online i nigdy nie poniosły strat finansowych.
Najlepsi zgarną pulę
Detaliczny handel internetowy w Polsce systematycznie rośnie. Według ocen firmy eCard, zajmującej się obsługą transakcji internetowych opłacanych kartami kredytowymi, łączne obroty na tym rynku w 2002 roku wyniosły około 150 mln zł, bez uwzględnienia np. handlu na e-aukcjach czy transakcji zawieranych dzięki internetowym serwisom ogłoszeniowym. To prawie trzykrotnie więcej niż w 2001 r.
Piotr Kaczanowski z eCardu, który obsługuje średnio 29 tys. transakcji miesięcznie, twierdzi, że w 2003 r. obroty w polskim e-handlu powinny sięgnęły 275 mln zł. W tej chwili na płatność kartą decyduje się mniej więcej co czwarty internauta. Pobranie wybiera około siedmiu z dziesięciu, a pozostali przelew.
Rynek dojrzewa, umacniają się najlepsi. Z badań I-Metrii wynika, że liczba e-sklepów w Polsce spada. W 2001 r. było ich - 850, a w 2002 r. już tylko - 660. Z eCardem współpracują obecnie 353 sklepy internetowe, a Piotr Kaczanowski ocenia, że takich, z którymi warto nawiązać współpracę, jest około 700.
Według firmy badawczej Forrester Research, w czterech istotnych kategoriach towarów - sprzęcie i oprogramowaniu komputerowym, sprzedaży biletów, książkach i turystyce - już teraz sprzedaż przez internet to 10 proc. ogólnej sprzedaży w USA. W innych kategoriach - zabawkach, grach wideo i elektronice użytkowej - zbliża się już ona do tej granicy.
W Polsce internetowe sklepy prowadzące ten asortyment mogą na razie tylko marzyć o takich proporcjach. Jedną z ważniejszych barier jest drogi dostęp do sieci i to, że wciąż najpopularniejszym sposobem łączenia się z internetem jest dial-up. Olimpię Markiewicz z pewnością łatwiej byłoby przekonać do wizyty w e-księgarni, gdyby w domu miała stałe łącze. Na razie z internetu korzysta głównie na uczelni.