Telefoniczny terminator
Dodano:
TP SA udaje się bardzo skutecznie bronić dominującej pozycji.
Jedno jest pewne - Telekomunikacja Polska nie oddaje łatwo pola konkurentom
Już nie monopolista, ale podmiot dominujący - tak można określić rynkowe miejsce Telekomunikacji Polskiej SA. Prezes Marek Józefiak uważa, że TP SA nie wykorzystuje swojej uprzywilejowanej pozycji. Innego zdania jest NIK, który w niedawno opublikowanym raporcie stwierdza, że od 1 stycznia 2000 r. do 30 września 2003 r. firma opóźniała wejście na rynek niezależnych operatorów - wydłużała procedury negocjacyjne oraz utrudniała dochodzenie do uzgodnień technicznych po podpisaniu umów o połączeniu sieci. Niektórzy operatorzy na przyłączenie do sieci czekali nawet czternaście miesięcy.
Prezes Józefiak nie chce przyznać, że ceny dyktowane przez TP SA są wysokie. Co na to NIK? `Stawki TP SA należą do najwyższych wśród krajów europejskich. Dlatego społeczeństwo jest żywotnie zainteresowane działaniami administracji rządowej, zapewniającymi dopuszczenie do rynku tych usług innych podmiotów, co stworzy konkurencję i w efekcie spowoduje obniżkę cen`. I rzeczywiście, gdy po I kwartale bieżącego roku okazało się, że na rynku połączeń międzynarodowych i międzymiastowych niepokojąco dużo zyskali konkurenci - w maju i czerwcu ceny połączeń międzynarodowych oraz do sieci komórkowych w TP SA spadły.
Na wysokie ceny za korzystanie z łączy TP SA skarżą się dostawcy usług internetowych. Uważają, że to przesada płacić 400 euro za wymianę ruchu z siecią TP SA za przesłanie 1 megabajta informacji, podczas gdy stawka w Europie to 60-80 euro.
TP SA chce być operatorem z wyboru, firmie zależy na dobrej reputacji. Do tego jednak daleko. Jak nie bałagan po uruchomieniu Błękitnej Linii, to druzgocący raport NIK opublikowany już po naszej rozmowie z prezesem. Jak nie NIK, to Ewa Kulesza, główna inspektor ochrony danych osobowych, która zarzuca TP SA odsprzedaż długów swych klientów wraz z ich danymi szwajcarskiej firmie windykacyjnej. Telekomunikacja wyjaśnia, że każdy dłużnik powiadamiany jest na piśmie o cesji jego wierzytelności na rzecz firmy windykacyjnej. Na każdym etapie postępowania może złożyć reklamację, która wstrzymuje postępowanie.
Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod koniec maja uznał, że spółka nadużyła pozycji dominującej i narzuciła dzierżawcom infrastruktury teletechnicznej uciążliwe warunki umowy. Kara łączna dla TP SA - 23,5 mln zł.
Przedstawiciele rządu, tłumacząc się z wysokich stawek za dostęp do internetu, jako winnego nieodmiennie wskazują TP SA. Jednak to wieloletnia polityka ochrony pozycji operatora doprowadziła do tego, że firma długo nie czuła oddechu konkurencji. Nie ma się też czemu dziwić, że za wszelką cenę TP SA stara się ochronić swoją pozycję.
Już nie monopolista, ale podmiot dominujący - tak można określić rynkowe miejsce Telekomunikacji Polskiej SA. Prezes Marek Józefiak uważa, że TP SA nie wykorzystuje swojej uprzywilejowanej pozycji. Innego zdania jest NIK, który w niedawno opublikowanym raporcie stwierdza, że od 1 stycznia 2000 r. do 30 września 2003 r. firma opóźniała wejście na rynek niezależnych operatorów - wydłużała procedury negocjacyjne oraz utrudniała dochodzenie do uzgodnień technicznych po podpisaniu umów o połączeniu sieci. Niektórzy operatorzy na przyłączenie do sieci czekali nawet czternaście miesięcy.
Prezes Józefiak nie chce przyznać, że ceny dyktowane przez TP SA są wysokie. Co na to NIK? `Stawki TP SA należą do najwyższych wśród krajów europejskich. Dlatego społeczeństwo jest żywotnie zainteresowane działaniami administracji rządowej, zapewniającymi dopuszczenie do rynku tych usług innych podmiotów, co stworzy konkurencję i w efekcie spowoduje obniżkę cen`. I rzeczywiście, gdy po I kwartale bieżącego roku okazało się, że na rynku połączeń międzynarodowych i międzymiastowych niepokojąco dużo zyskali konkurenci - w maju i czerwcu ceny połączeń międzynarodowych oraz do sieci komórkowych w TP SA spadły.
Na wysokie ceny za korzystanie z łączy TP SA skarżą się dostawcy usług internetowych. Uważają, że to przesada płacić 400 euro za wymianę ruchu z siecią TP SA za przesłanie 1 megabajta informacji, podczas gdy stawka w Europie to 60-80 euro.
TP SA chce być operatorem z wyboru, firmie zależy na dobrej reputacji. Do tego jednak daleko. Jak nie bałagan po uruchomieniu Błękitnej Linii, to druzgocący raport NIK opublikowany już po naszej rozmowie z prezesem. Jak nie NIK, to Ewa Kulesza, główna inspektor ochrony danych osobowych, która zarzuca TP SA odsprzedaż długów swych klientów wraz z ich danymi szwajcarskiej firmie windykacyjnej. Telekomunikacja wyjaśnia, że każdy dłużnik powiadamiany jest na piśmie o cesji jego wierzytelności na rzecz firmy windykacyjnej. Na każdym etapie postępowania może złożyć reklamację, która wstrzymuje postępowanie.
Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod koniec maja uznał, że spółka nadużyła pozycji dominującej i narzuciła dzierżawcom infrastruktury teletechnicznej uciążliwe warunki umowy. Kara łączna dla TP SA - 23,5 mln zł.
Przedstawiciele rządu, tłumacząc się z wysokich stawek za dostęp do internetu, jako winnego nieodmiennie wskazują TP SA. Jednak to wieloletnia polityka ochrony pozycji operatora doprowadziła do tego, że firma długo nie czuła oddechu konkurencji. Nie ma się też czemu dziwić, że za wszelką cenę TP SA stara się ochronić swoją pozycję.