Megawywiad: Pomarańczowa alternatywa
Dodano:
Marek Józefiak, prezes TP S.A. wierzy, że firmie uda się poprawić reputację
i Telekomunikacja Polska stanie się operatorem z wyboru, a nie z przymusu.
i Telekomunikacja Polska stanie się operatorem z wyboru, a nie z przymusu.
BusinessWeek: Jaka jest właściwie obecna strategia Telekomunikacji Polskiej? I jakie zadania stawiają przed zarządem akcjonariusze?
Najkrócej ujmując, to strategia wzrostu. Jest on możliwy głównie dzięki działaniom w telefonii komórkowej oraz internecie i multimediach.
W tym celu podejmujemy działania, aby być firmą atrakcyjną zarówno pod względem oferty, jak i jakości obsługi klienta. Chcemy być firmą z wyboru, a nie z przymusu.
Kiedy jednak zniknął przymus, wasz udział w rynku połączeń stacjonarnych zaczął szybko spadać.
Naturalne jest, że gdy pojawia się na rynku nowy operator, część klientów chce go wypróbować. Jednak potem wielu z nich wraca. Już dziś tego doświadczamy, gdy wprowadzamy do oferty nowe, bardziej atrakcyjne taryfy.
Nadal mamy powyżej 80 procent udziału w rynku. Zakładamy, że podobnie jak w przypadku operatorów narodowych w Niemczech, Francji czy Hiszpanii udział ten wyniesie około 75 procent.
Ale jaka jest strategia firmy w usługach stacjonarnych?
Dążymy do wzrostu przychodów w tym segmencie rynku. To dla nas trudny, ale możliwy do osiągnięcia cel. Udoskonalając ofertę, zmierzamy do tego, by klienci TP częściej korzystali z telefonów. Temu służą wprowadzane przez nas nowe usługi, na przykład `bezpłatne wieczory i weekendy`. Nielimitowane połączenia to zupełnie nowa jakość na polskim rynku.
Przyzna Pan, że rozmowy telefonicznie w Polsce - oprócz rozmów lokalnych - należą do najdroższych w Europie.
To nieprawda. Przytoczone przeze mnie przykłady tego nie potwierdzają.
Na czym opieracie tę opinię?
Można choćby spojrzeć w analizy porównujące rynki telekomunikacyjne w poszczególnych krajach...
ale trzeba przy tym pamiętać o uwarunkowaniach historycznych: kiedyś tanie rozmowy lokalne były subsydiowane przez przychody z bardzo drogich połączeń międzynarodowych. To się zmieniło, gdy rynek został uwolniony. Czy obecnie Netia lub Dialog oferują niższe ceny niż my?
Oni mogą was tylko błogosławić, że macie tak wysokie ceny.
Nie będziemy się wdawać w walkę z konkurencją, oferując jakieś usługi tańsze o grosz czy dwa. Operator z takim zakresem usług i taką infrastrukturą nie powinien tego robić. Naszym celem jest dostarczanie jak największej liczby usług najwyższej jakości i w najlepszej cenie.
Analitycy z Morgan Stanley w analizie porównującej telekomy z Europy Środkowo-Wschodniej sytuują TP niżej niż Matav czy Cesky Telekom. Wskazują na dwa słabe punkty firmy: zadłużenie i słabą perspektywę wzrostu przychodów.
Zadłużenie netto wynosi 12 mld zł i w najbliższym czasie spadnie o kolejny miliard złotych. Uważam, że na tym polu sytuacja jest zdrowa. Nie mamy żadnych kłopotów z obsługą długu. Jeśli zaś chodzi o przychody - mogę się zgodzić, że jest to dla nas wyzwanie. Niektórzy analitycy co prawda nie wierzą, że TP zrealizuje ambitny plan zwiększenia w tym roku przychodów o 3-5 procent, jednak wyniki I kwartału są bardzo obiecujące.
Dobre wyniki I kwartału to w dużej mierze zasługa wzrostu przychodów z rynku telefonii komórkowej. Tu jednak sytuacja zmieniła się o tyle, że pojawił się praktycznie nowy operator - Heyah. Jak to się odbije na wynikach Centertela?
Za wcześnie, by o tym mówić. Strategicznym celem Idei było zwiększenie wartości udziałów, bo pod względem ilościowym mieliśmy jedną trzecią rynku. To się udało, mamy dziś 32 procent rynku. Koncentrujemy się głównie na klientach abonamentowych (post-paid), a naszym strzałem w dziesiątkę jest oferta Idea Mix dla małych i średnich firm. Heyah jest ofertą dla klientów pre-paid i w odpowiedzi na nią Idea w najbliższym czasie odpowiednio zmieni swoją politykę.
Czy zgodziłby się Pan na zmianę nazwy Idea na Orange?
Jeśli przyczyniłoby się to do podniesienia wartości grupy, to dlaczego nie...
Czy - Pana zdaniem - jest miejsce na czwartego operatora komórkowego w Polsce?
Osobiście nie dostrzegam miejsca na rynku dla czwartego gracza. Nie są mi również znane żadne wiarygodne analizy potwierdzające taką możliwość.
A jak Pan ocenia tworzenie tzw. operatorów wirtualnych, którzy mają korzystać z infrastruktury zbudowanej przez trzech operatorów GSM?
Kiedy rynek telefonii komórkowej w Polsce dojrzeje na tyle, że pojawią się nowe obszary do zagospodarowania, wówczas możliwe stanie się zaistnienie na rynku także operatorów wirtualnych.
Wracając do grupy TP: czy w tak dynamicznej branży jak telekomunikacja wzrost przychodów o 3 proc. w ubiegłym roku można uznać za satysfakcjonujący? Czy to nie stagnacja?
Nie ma mowy o stagnacji. Trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników, które mają wpływ na wyniki. Pierwszy to bolesna i trudna restrukturyzacja, którą firma przeszła. W 2001 r. w grupie pracowało 68 tys. ludzi, a obecnie 31 tys. osób. Docelowo będzie 30 tys. osób i wtedy uznamy proces za zakończony. To oczywiście powoduje, że zmniejszają się koszty pracy. Z drugiej strony trzeba uważać, aby za bardzo nie wzrosły koszty usług zewnętrznych.
Patrząc na przychody, trzeba zauważyć, że działamy w wielu segmentach rynku. Gdyby uwzględniać tylko wyniki spółki-matki, to przychody rzeczywiście spadają. A dzieje się tak dlatego, że ceny usług telekomunikacyjnych były przez lata zbyt wysokie i teraz, co jest naturalnym procesem, maleją. Jednocześnie
- o czym już mówiłem - skurczył się nasz udział w rynku. Jednak patrząc na całą grupę, na przyrost liczby klientów korzystających z telefonów, z usług transmisji danych oraz dostępu do internetu - to nasze wyniki finansowe możemy uznać za zgodne z oczekiwaniami.
A może TP zbyt późno reaguje na zmiany rynkowe? Zbyt późno przeprowadza restrukturyzację, zbyt wolno sprzedawała spółki zależne? Proces decyzyjny jest ciągle o krok za wydarzeniami?
Gdyby proces prywatyzacji TP rozpoczął się 10 lat wcześniej, tak jak to było w wypadku innych telekomów, bylibyśmy o wiele dalej. Przypomnę, że restrukturyzacja zajęła dwa-trzy lata. Ale zdaniem wielu obserwatorów, dokonane zmiany były wprowadzone wyjątkowo szybko i sprawnie.
Czy może Pan z ręką na sercu powiedzieć, że Błękitna Linia działa już bez zarzutu?
W większości wypadków tak. Nie odwoływaliśmy się od krytycznej opinii i decyzji UOKiK, bo dla naszej firmy kompromitujące było uznanie, że źle obsługujemy swoich klientów. Poprawiamy to, na co urząd wskazał, chociaż wiele z dotychczasowych problemów zostało już wyeliminowanych.
TP przyznająca się do błędu to zupełna nowość. Skąd taki nagły nacisk na odbudowę reputacji firmy?
Łatwo jest stracić dobrą opinię, trudno ją odzyskać. Proszę zwrócić uwagę, że mało kto dostrzega, iż bardzo dobrze przeprowadziliśmy w firmie restrukturyzację i przygotowaliśmy się do konkurencji.
Trzeba również pamiętać o bagażu historycznych zaszłości, kiedy TP była postrzegana jako `urząd ds. telefonów`, a nie rynkowa firma. Stąd nasza determinacja, aby doskonalić ofertę, standardy działania i jakość obsługi klientów.
Klienci będą wybierali wasze usługi, jeśli zmieni się postrzeganie firmy. Na razie jest z tym bardzo źle.
Jestem świadom naszej kiepskiej reputacji. Częściowo wynika to z zaszłości historycznych, częściowo - z naszej wpadki związanej z Błękitną Linią. Musimy włożyć maksimum wysiłku w odzyskanie dobrego imienia. Wierzę, że to się uda.
Internauci pamiętają też wpadkę z debiutem Neostrady. Zdaje się, że także teraz wyniki sprzedaży są dalekie od prognoz?
Neostrada jest sztandarowym produktem TP, spotyka się ze znakomitym odbiorem wśród klientów, a w ostatnich tygodniach sprzedaje się bardzo dobrze. Założony przez nas cel na ten rok jest aktualny.
Inna sprawa, że - co jest dla mnie sporym zmartwieniem - nie jesteśmy postrzegani na rynku jako operator innowacyjny. Także z myślą o tym uruchomimy pilotażowy program dostępu do internetu przez satelitę, będziemy też rozwijać takie usługi jak np. telewizja na życzenie. Chodzi o to, aby wszystko, co nowoczesne, było kojarzone z potencjałem TP.
A czy planują Państwo obniżkę cen Neostrady, bo nadal nie jest to usługa tania?
Aby obniżyć cenę, trzeba skądś wziąć na to pieniądze. My raczej będziemy się starali w ramach tej ceny zwiększać przepustowość łączy, choć niewykluczone są dalsze obniżki cen. Od 1 czerwca usługa `Neostrada TP opcja 128 kB` kosztuje miesięcznie tylko 59 zł, a 640 kB - 139 zł. To najatrakcyjniejsza oferta na rynku.
Czy zgodzi się Pan z opinią, że szefowie TP przez wiele lat robili wszystko, aby na rynku telekomunikacyjnym nie dopuścić do równej konkurencji?
Nie zgadzam się.
A ile spraw miała TP przed Urzędem Ochrony Konkurencji i Konkurentów?
Mogę powiedzieć tyle, że gdy przyszedłem do firmy w październiku 2001 r., było około czterdziestu spraw. Obecnie jest ich 15, ale tych poważnych zaledwie kilka. Nie jesteśmy głównym klientem tego urzędu.
Jakie są łączne wysokości kar?
UOKiK w ostatnich czterech latach nałożył na TP kary w wysokości 111 mln zł, z czego największa - z 2001 r. - wynosiła 54 mln zł. Jednak od tych decyzji TP się odwołuje i w wielu wypadkach sądy uznają nasze argumenty. Tak było właśnie w przypadku 54 mln zł. Pragnę podkreślić, że naszym celem nie jest bynajmniej walka z UOKiK. Staramy się przestrzegać prawa, ale również chronić interesy firmy.
Czy z punktu widzenia zarządzania
to dobrze, że firma jest stałym klientem władz antymonopolowych? Może prezes powinien powiedzieć: panowie, robimy wszystko, by to nie obciążało naszego konta?
To byłaby idealna sytuacja, ale niestety w wielu wypadkach nie da się tego uniknąć. Część spraw ciągnie się jeszcze z lat 2000-2001. Inne to wynik dziurawego prawa, które często konkurenci wykorzystywali, aby przyłożyć TP. Na resztę spraw nie mamy wpływu, bo kiedy skarży się klient czy konkurent, to UOKiK musi się tym zająć z urzędu.
Na koniec pomówmy o innej wpadce - o inwestycji w Wirtualną Polskę.
To Pan podpisał w 2001 roku umowę o przejęciu portalu?
Decyzja zapadła przed objęciem przeze mnie stanowiska, chociaż faktem jest, że to ja złożyłem podpis pod umową.
Jak ją Pan dzisiaj ocenia? Wielki błąd?
Nie oceniam tego jako błąd, choć jak każda decyzja obarczona była ryzykiem.
To zapytamy inaczej: czy takiej firmie jak TP jest potrzebny portal internetowy?
Z całą pewnością tak i dlatego wiązaliśmy z WP wielkie plany. Jednak spółka nie spełniła pokładanych w niej nadziei finansowych. Ponadto akcjonariusze nie potrafili porozumieć się między sobą. Szkoda.
Najkrócej ujmując, to strategia wzrostu. Jest on możliwy głównie dzięki działaniom w telefonii komórkowej oraz internecie i multimediach.
W tym celu podejmujemy działania, aby być firmą atrakcyjną zarówno pod względem oferty, jak i jakości obsługi klienta. Chcemy być firmą z wyboru, a nie z przymusu.
Kiedy jednak zniknął przymus, wasz udział w rynku połączeń stacjonarnych zaczął szybko spadać.
Naturalne jest, że gdy pojawia się na rynku nowy operator, część klientów chce go wypróbować. Jednak potem wielu z nich wraca. Już dziś tego doświadczamy, gdy wprowadzamy do oferty nowe, bardziej atrakcyjne taryfy.
Nadal mamy powyżej 80 procent udziału w rynku. Zakładamy, że podobnie jak w przypadku operatorów narodowych w Niemczech, Francji czy Hiszpanii udział ten wyniesie około 75 procent.
Ale jaka jest strategia firmy w usługach stacjonarnych?
Dążymy do wzrostu przychodów w tym segmencie rynku. To dla nas trudny, ale możliwy do osiągnięcia cel. Udoskonalając ofertę, zmierzamy do tego, by klienci TP częściej korzystali z telefonów. Temu służą wprowadzane przez nas nowe usługi, na przykład `bezpłatne wieczory i weekendy`. Nielimitowane połączenia to zupełnie nowa jakość na polskim rynku.
Przyzna Pan, że rozmowy telefonicznie w Polsce - oprócz rozmów lokalnych - należą do najdroższych w Europie.
To nieprawda. Przytoczone przeze mnie przykłady tego nie potwierdzają.
Na czym opieracie tę opinię?
Można choćby spojrzeć w analizy porównujące rynki telekomunikacyjne w poszczególnych krajach...
ale trzeba przy tym pamiętać o uwarunkowaniach historycznych: kiedyś tanie rozmowy lokalne były subsydiowane przez przychody z bardzo drogich połączeń międzynarodowych. To się zmieniło, gdy rynek został uwolniony. Czy obecnie Netia lub Dialog oferują niższe ceny niż my?
Oni mogą was tylko błogosławić, że macie tak wysokie ceny.
Nie będziemy się wdawać w walkę z konkurencją, oferując jakieś usługi tańsze o grosz czy dwa. Operator z takim zakresem usług i taką infrastrukturą nie powinien tego robić. Naszym celem jest dostarczanie jak największej liczby usług najwyższej jakości i w najlepszej cenie.
Analitycy z Morgan Stanley w analizie porównującej telekomy z Europy Środkowo-Wschodniej sytuują TP niżej niż Matav czy Cesky Telekom. Wskazują na dwa słabe punkty firmy: zadłużenie i słabą perspektywę wzrostu przychodów.
Zadłużenie netto wynosi 12 mld zł i w najbliższym czasie spadnie o kolejny miliard złotych. Uważam, że na tym polu sytuacja jest zdrowa. Nie mamy żadnych kłopotów z obsługą długu. Jeśli zaś chodzi o przychody - mogę się zgodzić, że jest to dla nas wyzwanie. Niektórzy analitycy co prawda nie wierzą, że TP zrealizuje ambitny plan zwiększenia w tym roku przychodów o 3-5 procent, jednak wyniki I kwartału są bardzo obiecujące.
Dobre wyniki I kwartału to w dużej mierze zasługa wzrostu przychodów z rynku telefonii komórkowej. Tu jednak sytuacja zmieniła się o tyle, że pojawił się praktycznie nowy operator - Heyah. Jak to się odbije na wynikach Centertela?
Za wcześnie, by o tym mówić. Strategicznym celem Idei było zwiększenie wartości udziałów, bo pod względem ilościowym mieliśmy jedną trzecią rynku. To się udało, mamy dziś 32 procent rynku. Koncentrujemy się głównie na klientach abonamentowych (post-paid), a naszym strzałem w dziesiątkę jest oferta Idea Mix dla małych i średnich firm. Heyah jest ofertą dla klientów pre-paid i w odpowiedzi na nią Idea w najbliższym czasie odpowiednio zmieni swoją politykę.
Czy zgodziłby się Pan na zmianę nazwy Idea na Orange?
Jeśli przyczyniłoby się to do podniesienia wartości grupy, to dlaczego nie...
Czy - Pana zdaniem - jest miejsce na czwartego operatora komórkowego w Polsce?
Osobiście nie dostrzegam miejsca na rynku dla czwartego gracza. Nie są mi również znane żadne wiarygodne analizy potwierdzające taką możliwość.
A jak Pan ocenia tworzenie tzw. operatorów wirtualnych, którzy mają korzystać z infrastruktury zbudowanej przez trzech operatorów GSM?
Kiedy rynek telefonii komórkowej w Polsce dojrzeje na tyle, że pojawią się nowe obszary do zagospodarowania, wówczas możliwe stanie się zaistnienie na rynku także operatorów wirtualnych.
Wracając do grupy TP: czy w tak dynamicznej branży jak telekomunikacja wzrost przychodów o 3 proc. w ubiegłym roku można uznać za satysfakcjonujący? Czy to nie stagnacja?
Nie ma mowy o stagnacji. Trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników, które mają wpływ na wyniki. Pierwszy to bolesna i trudna restrukturyzacja, którą firma przeszła. W 2001 r. w grupie pracowało 68 tys. ludzi, a obecnie 31 tys. osób. Docelowo będzie 30 tys. osób i wtedy uznamy proces za zakończony. To oczywiście powoduje, że zmniejszają się koszty pracy. Z drugiej strony trzeba uważać, aby za bardzo nie wzrosły koszty usług zewnętrznych.
Patrząc na przychody, trzeba zauważyć, że działamy w wielu segmentach rynku. Gdyby uwzględniać tylko wyniki spółki-matki, to przychody rzeczywiście spadają. A dzieje się tak dlatego, że ceny usług telekomunikacyjnych były przez lata zbyt wysokie i teraz, co jest naturalnym procesem, maleją. Jednocześnie
- o czym już mówiłem - skurczył się nasz udział w rynku. Jednak patrząc na całą grupę, na przyrost liczby klientów korzystających z telefonów, z usług transmisji danych oraz dostępu do internetu - to nasze wyniki finansowe możemy uznać za zgodne z oczekiwaniami.
A może TP zbyt późno reaguje na zmiany rynkowe? Zbyt późno przeprowadza restrukturyzację, zbyt wolno sprzedawała spółki zależne? Proces decyzyjny jest ciągle o krok za wydarzeniami?
Gdyby proces prywatyzacji TP rozpoczął się 10 lat wcześniej, tak jak to było w wypadku innych telekomów, bylibyśmy o wiele dalej. Przypomnę, że restrukturyzacja zajęła dwa-trzy lata. Ale zdaniem wielu obserwatorów, dokonane zmiany były wprowadzone wyjątkowo szybko i sprawnie.
Czy może Pan z ręką na sercu powiedzieć, że Błękitna Linia działa już bez zarzutu?
W większości wypadków tak. Nie odwoływaliśmy się od krytycznej opinii i decyzji UOKiK, bo dla naszej firmy kompromitujące było uznanie, że źle obsługujemy swoich klientów. Poprawiamy to, na co urząd wskazał, chociaż wiele z dotychczasowych problemów zostało już wyeliminowanych.
TP przyznająca się do błędu to zupełna nowość. Skąd taki nagły nacisk na odbudowę reputacji firmy?
Łatwo jest stracić dobrą opinię, trudno ją odzyskać. Proszę zwrócić uwagę, że mało kto dostrzega, iż bardzo dobrze przeprowadziliśmy w firmie restrukturyzację i przygotowaliśmy się do konkurencji.
Trzeba również pamiętać o bagażu historycznych zaszłości, kiedy TP była postrzegana jako `urząd ds. telefonów`, a nie rynkowa firma. Stąd nasza determinacja, aby doskonalić ofertę, standardy działania i jakość obsługi klientów.
Klienci będą wybierali wasze usługi, jeśli zmieni się postrzeganie firmy. Na razie jest z tym bardzo źle.
Jestem świadom naszej kiepskiej reputacji. Częściowo wynika to z zaszłości historycznych, częściowo - z naszej wpadki związanej z Błękitną Linią. Musimy włożyć maksimum wysiłku w odzyskanie dobrego imienia. Wierzę, że to się uda.
Internauci pamiętają też wpadkę z debiutem Neostrady. Zdaje się, że także teraz wyniki sprzedaży są dalekie od prognoz?
Neostrada jest sztandarowym produktem TP, spotyka się ze znakomitym odbiorem wśród klientów, a w ostatnich tygodniach sprzedaje się bardzo dobrze. Założony przez nas cel na ten rok jest aktualny.
Inna sprawa, że - co jest dla mnie sporym zmartwieniem - nie jesteśmy postrzegani na rynku jako operator innowacyjny. Także z myślą o tym uruchomimy pilotażowy program dostępu do internetu przez satelitę, będziemy też rozwijać takie usługi jak np. telewizja na życzenie. Chodzi o to, aby wszystko, co nowoczesne, było kojarzone z potencjałem TP.
A czy planują Państwo obniżkę cen Neostrady, bo nadal nie jest to usługa tania?
Aby obniżyć cenę, trzeba skądś wziąć na to pieniądze. My raczej będziemy się starali w ramach tej ceny zwiększać przepustowość łączy, choć niewykluczone są dalsze obniżki cen. Od 1 czerwca usługa `Neostrada TP opcja 128 kB` kosztuje miesięcznie tylko 59 zł, a 640 kB - 139 zł. To najatrakcyjniejsza oferta na rynku.
Czy zgodzi się Pan z opinią, że szefowie TP przez wiele lat robili wszystko, aby na rynku telekomunikacyjnym nie dopuścić do równej konkurencji?
Nie zgadzam się.
A ile spraw miała TP przed Urzędem Ochrony Konkurencji i Konkurentów?
Mogę powiedzieć tyle, że gdy przyszedłem do firmy w październiku 2001 r., było około czterdziestu spraw. Obecnie jest ich 15, ale tych poważnych zaledwie kilka. Nie jesteśmy głównym klientem tego urzędu.
Jakie są łączne wysokości kar?
UOKiK w ostatnich czterech latach nałożył na TP kary w wysokości 111 mln zł, z czego największa - z 2001 r. - wynosiła 54 mln zł. Jednak od tych decyzji TP się odwołuje i w wielu wypadkach sądy uznają nasze argumenty. Tak było właśnie w przypadku 54 mln zł. Pragnę podkreślić, że naszym celem nie jest bynajmniej walka z UOKiK. Staramy się przestrzegać prawa, ale również chronić interesy firmy.
Czy z punktu widzenia zarządzania
to dobrze, że firma jest stałym klientem władz antymonopolowych? Może prezes powinien powiedzieć: panowie, robimy wszystko, by to nie obciążało naszego konta?
To byłaby idealna sytuacja, ale niestety w wielu wypadkach nie da się tego uniknąć. Część spraw ciągnie się jeszcze z lat 2000-2001. Inne to wynik dziurawego prawa, które często konkurenci wykorzystywali, aby przyłożyć TP. Na resztę spraw nie mamy wpływu, bo kiedy skarży się klient czy konkurent, to UOKiK musi się tym zająć z urzędu.
Na koniec pomówmy o innej wpadce - o inwestycji w Wirtualną Polskę.
To Pan podpisał w 2001 roku umowę o przejęciu portalu?
Decyzja zapadła przed objęciem przeze mnie stanowiska, chociaż faktem jest, że to ja złożyłem podpis pod umową.
Jak ją Pan dzisiaj ocenia? Wielki błąd?
Nie oceniam tego jako błąd, choć jak każda decyzja obarczona była ryzykiem.
To zapytamy inaczej: czy takiej firmie jak TP jest potrzebny portal internetowy?
Z całą pewnością tak i dlatego wiązaliśmy z WP wielkie plany. Jednak spółka nie spełniła pokładanych w niej nadziei finansowych. Ponadto akcjonariusze nie potrafili porozumieć się między sobą. Szkoda.