Padli w biegu
Dodano:
Także w Polsce ludzie umierają z przemęczenia.
Przemęczenie można leczyć snem, lekceważone - zamienia się w chorobę, której pokonanie wymaga ogromnego wysiłku
Nikt nie jest w stanie na dłuższą metę wytrzymać morderczego tempa: dzień w dzień po kilkanaście godzin pracy, do tego jeszcze myślenie o niej po wyjściu z biura, planowanie, dopracowywanie, czytanie. Organizm ma swoje prawa i stanowczo domaga się ich respektowania. Można go oszukać, ale to kłamstwo ma krótkie nogi.
A jednak wielu ludzi próbuje okłamywać organizm. Chociażby zażywając narkotyki. Z badań Krajowego Biura ds. Narkomanii wynika, że w ostatnich latach w Polsce znacznie wzrosło spożycie amfetaminy. Kto bierze? Łatwiej byłoby sporządzić listę tych, którzy nie korzystają ze sztucznego wspomagania. Z pewnością nie znaleźliby się na niej maklerzy giełdowi, menedżerowie, kadra kierownicza, pracownicy reklamy, PR. To są grupy zawodowe wyjątkowo silnie narażone na pracoholizm.
- Od gotowości do stawiania czoła nowym wyzwaniom zależy zadowolenie przełożonych, wynik firmy, utrzymanie miejsca pracy i wyższe zarobki. Ludzie stosują różne metody, by dotrzymać kroku rywalom w wyścigu szczurów
- twierdzi psycholog Katarzyna Jarosińska. - Nastawienie na działanie tu i teraz jest powszechne. Szczególnie młodzi ludzie nie zawsze są w stanie myśleć w kategoriach innych niż te uwzględniające najbliższy miesiąc, góra rok - dodaje. Jej zdaniem, ludzie często uznają ciężką pracę za naturalny element kariery zawodowej. Sięganie po środki wspomagające wynika z lęku przed niesprawdzeniem się. - Najczęściej jest tak, że ktoś sięga po narkotyki czy leki przeciwdepresyjne, bo boi się, że bez `sztucznego wspomagania` nie dogoni rywali, a czasem uznaje, że skoro inni biorą, to on też powinien.
Narkotyki, ale też kawa, preparaty witaminowe, wzmacniające, prozac, sterydy - wszystko to ma dać poczucie mocy, niezniszczalności...
Jak, będąc zmuszonym do ciężkiej pracy, radzić sobie z higieną psychiczną? W jaki sposób nie przekroczyć tej cienkiej granicy między pasją, obowiązkiem a chorobą? Przydałby się po prostu odpowiedni balans między pracą a wypoczynkiem. Podstawa to sen.
- Dzisiaj praca przypomina to, co się dzieje w szpitalnym oddziale intensywnej opieki medycznej. Są potrzebne podobne zasady higieny fizycznej i psychicznej. Lekarze czasami żartują: `Do kogo posłałbyś najbliższą osobę na operację. Do najbardziej doświadczonego czy może najbardziej znanego chirurga? Nie, do wyspanego!` - mówi psycholog terapeuta Jacek Santorski.
Jego zdaniem, sen jest kluczem do zdrowia psychicznego, terapią i jednocześnie świetnym testem diagnostycznym. Jeżeli ktoś źle śpi, niech zacznie od przywrócenia `dobrego snu`, choćby stosując melatoninę czy środki zapisane przez lekarza.
Na dobre odespanie mamy dziś jednak o wiele mniej czasu niż dawniej. Jeszcze na początku XX wieku dorosły człowiek spał średnio 9-10 godzin na dobę. Obecnie w krajach wysoko rozwiniętych śpi się mniej niż 7 godzin. Oznacza, to, że czas czuwania wydłużył się nam o 500 godzin rocznie!
Sen, wypoczynek, zajęcia relaksujące to tylko profilaktyka, która może pomóc uniknąć zgubnych skutków przepracowania czy stresów związanych z wykonywaną pracą. Wszystko to można jednak stosować tylko zanim dopadnie nas `choroba yuppies`. Zdaniem psychiatry dr Agnieszki Ziołkowskiej, której wielu pacjentów w Centrum Medycznym `Medicover` to ludzie biznesu, sama zmiana trybu życia na higieniczny w pewnym momencie już nie wystarcza. Nadzieje na wyleczenie daje wyłącznie terapia.
Co może się stać, jeżeli zlekceważymy ostrzegawcze sygnały dawane przez organizm lub jeśli próbując uporać się z nimi, zastosujemy niewłaściwe metody? Japoński termin `karoshi`, czyli `śmierć z przepracowania`, jeszcze do niedawna wydawał nam się bardzo egzotyczny i w żaden sposób nie związany z europejską, a tym bardziej polską rzeczywistością. Gdy w 1969 roku 29-letni pracownik jednej z największych japońskich gazet zmarł nagle po wylewie krwi do mózgu, napisało o tym wiele gazet, ale w rubrykach `ciekawostki ze świata`. Dziś badania wykazują, że w krajach wysoko uprzemysłowionych około 35 procent wszystkich przypadków śmiertelnych zawałów serca czy wylewów krwi do mózgu osób w sile wieku jest skutkiem pracoholizmu i związanych z nim stresów oraz braku odpoczynku. To wprawdzie nie jest `karoshi` według modelu japońskiego, ale śmierć spowodowana zaniedbaniem organizmu przeciążonego pracą.
- W Polsce ludzie także umierają z przepracowania. Ilu? Nie jestem w stanie powiedzieć. Nie ma takich statystyk. Wielu zapada na ciężkie choroby, z którymi borykają się przez lata - twierdzi internista dr Jacek Słowik. Pacjentami szpitali neurologicznych i kardiologicznych są coraz młodsi ludzie. Lekarze mówią o nich, że `padli w biegu`.
Nikt nie jest w stanie na dłuższą metę wytrzymać morderczego tempa: dzień w dzień po kilkanaście godzin pracy, do tego jeszcze myślenie o niej po wyjściu z biura, planowanie, dopracowywanie, czytanie. Organizm ma swoje prawa i stanowczo domaga się ich respektowania. Można go oszukać, ale to kłamstwo ma krótkie nogi.
A jednak wielu ludzi próbuje okłamywać organizm. Chociażby zażywając narkotyki. Z badań Krajowego Biura ds. Narkomanii wynika, że w ostatnich latach w Polsce znacznie wzrosło spożycie amfetaminy. Kto bierze? Łatwiej byłoby sporządzić listę tych, którzy nie korzystają ze sztucznego wspomagania. Z pewnością nie znaleźliby się na niej maklerzy giełdowi, menedżerowie, kadra kierownicza, pracownicy reklamy, PR. To są grupy zawodowe wyjątkowo silnie narażone na pracoholizm.
- Od gotowości do stawiania czoła nowym wyzwaniom zależy zadowolenie przełożonych, wynik firmy, utrzymanie miejsca pracy i wyższe zarobki. Ludzie stosują różne metody, by dotrzymać kroku rywalom w wyścigu szczurów
- twierdzi psycholog Katarzyna Jarosińska. - Nastawienie na działanie tu i teraz jest powszechne. Szczególnie młodzi ludzie nie zawsze są w stanie myśleć w kategoriach innych niż te uwzględniające najbliższy miesiąc, góra rok - dodaje. Jej zdaniem, ludzie często uznają ciężką pracę za naturalny element kariery zawodowej. Sięganie po środki wspomagające wynika z lęku przed niesprawdzeniem się. - Najczęściej jest tak, że ktoś sięga po narkotyki czy leki przeciwdepresyjne, bo boi się, że bez `sztucznego wspomagania` nie dogoni rywali, a czasem uznaje, że skoro inni biorą, to on też powinien.
Narkotyki, ale też kawa, preparaty witaminowe, wzmacniające, prozac, sterydy - wszystko to ma dać poczucie mocy, niezniszczalności...
Jak, będąc zmuszonym do ciężkiej pracy, radzić sobie z higieną psychiczną? W jaki sposób nie przekroczyć tej cienkiej granicy między pasją, obowiązkiem a chorobą? Przydałby się po prostu odpowiedni balans między pracą a wypoczynkiem. Podstawa to sen.
- Dzisiaj praca przypomina to, co się dzieje w szpitalnym oddziale intensywnej opieki medycznej. Są potrzebne podobne zasady higieny fizycznej i psychicznej. Lekarze czasami żartują: `Do kogo posłałbyś najbliższą osobę na operację. Do najbardziej doświadczonego czy może najbardziej znanego chirurga? Nie, do wyspanego!` - mówi psycholog terapeuta Jacek Santorski.
Jego zdaniem, sen jest kluczem do zdrowia psychicznego, terapią i jednocześnie świetnym testem diagnostycznym. Jeżeli ktoś źle śpi, niech zacznie od przywrócenia `dobrego snu`, choćby stosując melatoninę czy środki zapisane przez lekarza.
Na dobre odespanie mamy dziś jednak o wiele mniej czasu niż dawniej. Jeszcze na początku XX wieku dorosły człowiek spał średnio 9-10 godzin na dobę. Obecnie w krajach wysoko rozwiniętych śpi się mniej niż 7 godzin. Oznacza, to, że czas czuwania wydłużył się nam o 500 godzin rocznie!
Sen, wypoczynek, zajęcia relaksujące to tylko profilaktyka, która może pomóc uniknąć zgubnych skutków przepracowania czy stresów związanych z wykonywaną pracą. Wszystko to można jednak stosować tylko zanim dopadnie nas `choroba yuppies`. Zdaniem psychiatry dr Agnieszki Ziołkowskiej, której wielu pacjentów w Centrum Medycznym `Medicover` to ludzie biznesu, sama zmiana trybu życia na higieniczny w pewnym momencie już nie wystarcza. Nadzieje na wyleczenie daje wyłącznie terapia.
Co może się stać, jeżeli zlekceważymy ostrzegawcze sygnały dawane przez organizm lub jeśli próbując uporać się z nimi, zastosujemy niewłaściwe metody? Japoński termin `karoshi`, czyli `śmierć z przepracowania`, jeszcze do niedawna wydawał nam się bardzo egzotyczny i w żaden sposób nie związany z europejską, a tym bardziej polską rzeczywistością. Gdy w 1969 roku 29-letni pracownik jednej z największych japońskich gazet zmarł nagle po wylewie krwi do mózgu, napisało o tym wiele gazet, ale w rubrykach `ciekawostki ze świata`. Dziś badania wykazują, że w krajach wysoko uprzemysłowionych około 35 procent wszystkich przypadków śmiertelnych zawałów serca czy wylewów krwi do mózgu osób w sile wieku jest skutkiem pracoholizmu i związanych z nim stresów oraz braku odpoczynku. To wprawdzie nie jest `karoshi` według modelu japońskiego, ale śmierć spowodowana zaniedbaniem organizmu przeciążonego pracą.
- W Polsce ludzie także umierają z przepracowania. Ilu? Nie jestem w stanie powiedzieć. Nie ma takich statystyk. Wielu zapada na ciężkie choroby, z którymi borykają się przez lata - twierdzi internista dr Jacek Słowik. Pacjentami szpitali neurologicznych i kardiologicznych są coraz młodsi ludzie. Lekarze mówią o nich, że `padli w biegu`.