Gatunek niekoniecznie ginący
Dodano:
Gatunek niekoniecznie ginący
To, czy firma daje sobie radę na rynku, czy też ledwo dyszy, zależy w dużym stopniu od sposobu zarządzania
Określenie `przedsiębiorstwo państwowe` powszechnie kojarzy się raczej z nieefektywnym, zadłużonym po uszy molochem niż z prężną, zyskowną firmą. To z pewnością zasługa tych największych, jak PKP czy domagająca się ostatnio półmiliardowej dotacji Poczta Polska. A przecież w tej grupie są przedsiębiorstwa, które od początku istnienia nie tylko nie wzięły z państwowej kasy ani grosza, lecz regularnie zasilają budżet podatkami i dywidendą.
Klejnot na sprzedaż
Taką perełką jest bez wątpienia Fabryka Osłonek Białkowych `Fabios` w Białce koło Makowa Podhalańskiego. Mało kto o niej słyszał, a tymczasem jest to potentat na skalę światową - wytwarza rocznie 250 mln metrów osłonek do kiełbas, parówek i szynek, co stanowi 20 proc. światowej produkcji. Eksportuje do 28 krajów, regularnie przynosi zysk - tylko do końca lipca wypracowała go ponad 8 mln złotych.
Ministerstwo Skarbu postanowiło sprzedać fabrykę. - Jesteśmy temu przeciwni, bo wiadomo, że zakład kupi tylko konkurencja - mówi dyrektor Kazimierz Cieślewicz. - Jego zdaniem, gdyby doszło do sprzedaży, w zatrudniającej 500 osób fabryce zostałyby najwyżej magazyny. - Pierwsi zainteresowani - z Niemiec i Hiszpanii - już się pojawili: obejrzeli linie produkcyjne, kurtuazyjnie spotkali się z przedstawicielami załogi, ale nie mieli nic do powiedzenia na temat przyszłości zakładu - opowiada Cieślewicz.
Fabios jednak wcale nie upiera się przy formule przedsiębiorstwa państwowego. Załoga chciała jednak wziąć sprawy we własne ręce i utworzyć spółkę pracowniczą. Na razie zebrała 8 mln złotych, co stanowi ponad 20 proc. wartości firmy. Deklaruje również, że nie będzie problemu ze spłatą rat leasingowych. Jednak minister skarbu przysłał decyzję odmowną, sugerując w niej, że jeśli Fabios nie zgodzi się na sprzedaż, zostanie przekształcony w spółkę skarbu państwa. To najbardziej wystraszyło pracowników, bo wtedy o losie firmy decydowałaby powołana przez resort rada nadzorcza. Dyrekcja i wojewoda małopolski zaczęli interweniować, nawet u premiera Marka Belki. Na razie stanęło na tym, że Fabios będzie jednak prywatyzowany, a załoga może stanąć do przetargu wraz z innymi zainteresowanymi kupnem.
Obawy Fabiosu nie dziwią specjalnie Elżbiety Sankowskiej, dyrektor Zakładów Przemysłu Odzieżowego `Warmia` w Kętrzynie. - Załoga bardzo się obawia komercjalizacji. Może dlatego, że nie znamy pozytywnego przykładu ani w naszej branży, ani w regionie - mówi szefowa Warmii. Podkreśla, że prywatyzacja nie jest panaceum. - Wiele przedsiębiorstw odzieżowych zostało sprywatyzowanych i już nich nie ma. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w doborze inwestora - wskazuje. Kętrzyńskie zakłady poszukują go zresztą od lat. Ostatni poważny kandydat pojawił się w 1999 r., ale nie doszliśmy do porozumienia - mówi Sankowska.
Aby zapewnić firmie stabilizację, dyrektor postawiła na przerób uszlachetniający, który stanowi teraz 70 proc. wartości sprzedaży Warmii. W dużej części dzięki temu ZPO osiągają stałą rentowność na poziomie ok. 1 proc.
Państwowy ma pod górkę
- To nie formuła prawna decyduje o powodzeniu firmy, lecz sposób zarządzania i odrobina szczęścia - Sankowskiej wtóruje Jan Niespodziany, dyrektor pruszkowskiego Herbapolu. - Przedsiębiorstwa państwowe i tak są w gorszej sytuacji, bo oprócz podatku muszą płacić 15-procentową dywidendę - zauważa.
- Mimo to jesteśmy konkurencyjni, regulujemy na bieżąco zobowiązania, wypracowujemy zyski, płacimy podatki i utrzymujemy zatrudnienie na stałym poziomie - chwali się Niespodziany, który kieruje zakładem od 2001 r. Gdy przyszedł, pruszkowski Herbapol znajdował się na krawędzi upadku, zakładem rządził komisarz. - Ale już w 2002 r. osiągnęliśmy zysk netto w wysokości 2,2 mln złotych, a w następnym zaczęliśmy inwestować.
Mimo ewidentnych sukcesów szefowie państwowych firm są zgodni: ustawa o przedsiębiorstwie państwowym to przeżytek. Po pierwsze, bardzo ważną rolę w firmie pełni rada pracownicza, która, jak podkreśla Elżbieta Sankowska, albo będzie się zachowywać jak roszczeniowe związki zawodowe, albo - jak dobra rada nadzorcza - będzie dbać o rozwój firmy. Po drugie, dyrektor musi być bardzo przywiązany do swojego zakładu, bo zbyt wiele w nim nie zarobi: obowiązuje go ustawa kominowa ograniczająca poziom wynagrodzenia, to samo dotyczy jego zastępców. - W państwowych zakładach trwa ciągły drenaż kadr, menedżerowie są podkupywani przez firmy prywatne - mówi szefowa Warmii. - To samo dotyczy zwykłych pracowników - dodaje Niespodziany. - Obowiązuje przecież ustalany w komisji trójstronnej wskaźnik wzrostu wynagrodzeń.
- Cóż, przedsiębiorstwa państwowe miały umrzeć śmiercią naturalną - zauważa Kazimierz Cieślewicz z Fabiosu.
- Ale część przeżyła i coś trzeba z nimi zrobić. Jedno jest pewne: nie trzeba stosować leczenia wobec pacjenta, który jest zdrowy - konkluduje Cieślewicz.
Minister skarbu Jacek Socha widzi ten problem inaczej: skarb państwa jest ułomnym właścicielem, który nie ma instrumentów oddziaływania wobec państwowych przedsiębiorstw. Zgodnie z ustawą z 1981 r. są one samodzielne, samorządne i samofinansujące, a pełniący funkcje właścicielskie organ założycielski ma stosunkowo słabą pozycję w porównaniu z pozostałymi - dyrektorem naczelnym i radą pracowniczą.
Taki stan rzeczy oczywiście nie odpowiada skarbowi państwa, ale według oświadczeń biura prasowego, na razie nie planuje się żadnych radykalnych działań, które mogłyby to zmienić.
Być może ministerstwo uważa, że nie warto, bo zgodnie z teorią ewolucji organizmy nieprzystosowane do otoczenia same wyginą. - Jest to formuła właściwa gospodarce centralnie planowanej, a nie rynkowej - potwierdza Michał Górzyński, wiceprezes spółki konsultingowej CASE - Doradcy. Ale nadal objęty jest nią pokaźny majątek, w zarządzanie którym angażuje się niepotrzebny wysiłek aparatu państwa. - Doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pokazały, że twór państwowy jest nieefektywny - przypomina ekspert Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych - a przykłady firm zyskownych wcale nie podważają tej reguły i nie można opierać na nich gospodarki.
Zdaniem Górzyńskiego, przedsiębiorstwo państwowe jest obarczone grzechami pierworodnymi - po pierwsze, nie ma jasno zdefiniowanego właściciela, nie można zatem mówić o efektywnym nadzorze właścicielskim, po drugie - inaczej definiuje cele swojej działalności; dla niego nie jest najważniejsza maksymalizacja efektywności w długim okresie, lecz raczej utrzymanie poziomu zatrudnienia.
- W dodatku - mówi ekspert CASE - jest to sztywna struktura, w której utrudnione jest stosowanie najnowszych technologii, dokonywanie zmian organizacyjnych i efektywne gospodarowanie aktywami. Mając to wszystko na uwadze, państwo powinno jak najszybciej się wycofać z funkcji właścicielskich, co przyniesie korzyść rynkowi i ulży kieszeni podatnika, który nie będzie musiał utrzymywać kosztownego aparatu zawiadujących tym majątkiem urzędników.
Dorota Bilewicz-Bandurska
d.bandurska@businessweek.pl
Z Życia reliktów
firmy państwowe
liczba zatrudnionych ogółem 160 580
fundusze własne ogółem 10,432 mld zł*
najliczniejsza branża:
komunikacja samochodowa (PKS) 85
największa liczba zatrudnionych:
PPUP Poczta Polska 96 110
najwyższe fundusze własne:
Bank Gospodarstwa Krajowego 4,168 mld zł
*dane z 2003 r. Źródło: MSP - wykaz przedsiębiorstw państwowych czynnych według stanu z 30.06.2004 r.
Organy założycielskie przedsiębiorstw państwowych
wojewodowie 379
w tym m.in.
wojewoda lubelski 28
wojewoda łódzki 43
wojewoda małopolski 29
wojewoda mazowiecki 66
wojewoda śląski 48
Ministerstwo Gospodarki 1
Ministerstwo Skarbu Państwa 24
Ministerstwo Sprawiedliwości 15
Ministerstwo Infrastruktury 2
Ministerstwo Obrony Narodowej 23
RAZEM 444
Określenie `przedsiębiorstwo państwowe` powszechnie kojarzy się raczej z nieefektywnym, zadłużonym po uszy molochem niż z prężną, zyskowną firmą. To z pewnością zasługa tych największych, jak PKP czy domagająca się ostatnio półmiliardowej dotacji Poczta Polska. A przecież w tej grupie są przedsiębiorstwa, które od początku istnienia nie tylko nie wzięły z państwowej kasy ani grosza, lecz regularnie zasilają budżet podatkami i dywidendą.
Klejnot na sprzedaż
Taką perełką jest bez wątpienia Fabryka Osłonek Białkowych `Fabios` w Białce koło Makowa Podhalańskiego. Mało kto o niej słyszał, a tymczasem jest to potentat na skalę światową - wytwarza rocznie 250 mln metrów osłonek do kiełbas, parówek i szynek, co stanowi 20 proc. światowej produkcji. Eksportuje do 28 krajów, regularnie przynosi zysk - tylko do końca lipca wypracowała go ponad 8 mln złotych.
Ministerstwo Skarbu postanowiło sprzedać fabrykę. - Jesteśmy temu przeciwni, bo wiadomo, że zakład kupi tylko konkurencja - mówi dyrektor Kazimierz Cieślewicz. - Jego zdaniem, gdyby doszło do sprzedaży, w zatrudniającej 500 osób fabryce zostałyby najwyżej magazyny. - Pierwsi zainteresowani - z Niemiec i Hiszpanii - już się pojawili: obejrzeli linie produkcyjne, kurtuazyjnie spotkali się z przedstawicielami załogi, ale nie mieli nic do powiedzenia na temat przyszłości zakładu - opowiada Cieślewicz.
Fabios jednak wcale nie upiera się przy formule przedsiębiorstwa państwowego. Załoga chciała jednak wziąć sprawy we własne ręce i utworzyć spółkę pracowniczą. Na razie zebrała 8 mln złotych, co stanowi ponad 20 proc. wartości firmy. Deklaruje również, że nie będzie problemu ze spłatą rat leasingowych. Jednak minister skarbu przysłał decyzję odmowną, sugerując w niej, że jeśli Fabios nie zgodzi się na sprzedaż, zostanie przekształcony w spółkę skarbu państwa. To najbardziej wystraszyło pracowników, bo wtedy o losie firmy decydowałaby powołana przez resort rada nadzorcza. Dyrekcja i wojewoda małopolski zaczęli interweniować, nawet u premiera Marka Belki. Na razie stanęło na tym, że Fabios będzie jednak prywatyzowany, a załoga może stanąć do przetargu wraz z innymi zainteresowanymi kupnem.
Obawy Fabiosu nie dziwią specjalnie Elżbiety Sankowskiej, dyrektor Zakładów Przemysłu Odzieżowego `Warmia` w Kętrzynie. - Załoga bardzo się obawia komercjalizacji. Może dlatego, że nie znamy pozytywnego przykładu ani w naszej branży, ani w regionie - mówi szefowa Warmii. Podkreśla, że prywatyzacja nie jest panaceum. - Wiele przedsiębiorstw odzieżowych zostało sprywatyzowanych i już nich nie ma. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w doborze inwestora - wskazuje. Kętrzyńskie zakłady poszukują go zresztą od lat. Ostatni poważny kandydat pojawił się w 1999 r., ale nie doszliśmy do porozumienia - mówi Sankowska.
Aby zapewnić firmie stabilizację, dyrektor postawiła na przerób uszlachetniający, który stanowi teraz 70 proc. wartości sprzedaży Warmii. W dużej części dzięki temu ZPO osiągają stałą rentowność na poziomie ok. 1 proc.
Państwowy ma pod górkę
- To nie formuła prawna decyduje o powodzeniu firmy, lecz sposób zarządzania i odrobina szczęścia - Sankowskiej wtóruje Jan Niespodziany, dyrektor pruszkowskiego Herbapolu. - Przedsiębiorstwa państwowe i tak są w gorszej sytuacji, bo oprócz podatku muszą płacić 15-procentową dywidendę - zauważa.
- Mimo to jesteśmy konkurencyjni, regulujemy na bieżąco zobowiązania, wypracowujemy zyski, płacimy podatki i utrzymujemy zatrudnienie na stałym poziomie - chwali się Niespodziany, który kieruje zakładem od 2001 r. Gdy przyszedł, pruszkowski Herbapol znajdował się na krawędzi upadku, zakładem rządził komisarz. - Ale już w 2002 r. osiągnęliśmy zysk netto w wysokości 2,2 mln złotych, a w następnym zaczęliśmy inwestować.
Mimo ewidentnych sukcesów szefowie państwowych firm są zgodni: ustawa o przedsiębiorstwie państwowym to przeżytek. Po pierwsze, bardzo ważną rolę w firmie pełni rada pracownicza, która, jak podkreśla Elżbieta Sankowska, albo będzie się zachowywać jak roszczeniowe związki zawodowe, albo - jak dobra rada nadzorcza - będzie dbać o rozwój firmy. Po drugie, dyrektor musi być bardzo przywiązany do swojego zakładu, bo zbyt wiele w nim nie zarobi: obowiązuje go ustawa kominowa ograniczająca poziom wynagrodzenia, to samo dotyczy jego zastępców. - W państwowych zakładach trwa ciągły drenaż kadr, menedżerowie są podkupywani przez firmy prywatne - mówi szefowa Warmii. - To samo dotyczy zwykłych pracowników - dodaje Niespodziany. - Obowiązuje przecież ustalany w komisji trójstronnej wskaźnik wzrostu wynagrodzeń.
- Cóż, przedsiębiorstwa państwowe miały umrzeć śmiercią naturalną - zauważa Kazimierz Cieślewicz z Fabiosu.
- Ale część przeżyła i coś trzeba z nimi zrobić. Jedno jest pewne: nie trzeba stosować leczenia wobec pacjenta, który jest zdrowy - konkluduje Cieślewicz.
Minister skarbu Jacek Socha widzi ten problem inaczej: skarb państwa jest ułomnym właścicielem, który nie ma instrumentów oddziaływania wobec państwowych przedsiębiorstw. Zgodnie z ustawą z 1981 r. są one samodzielne, samorządne i samofinansujące, a pełniący funkcje właścicielskie organ założycielski ma stosunkowo słabą pozycję w porównaniu z pozostałymi - dyrektorem naczelnym i radą pracowniczą.
Taki stan rzeczy oczywiście nie odpowiada skarbowi państwa, ale według oświadczeń biura prasowego, na razie nie planuje się żadnych radykalnych działań, które mogłyby to zmienić.
Być może ministerstwo uważa, że nie warto, bo zgodnie z teorią ewolucji organizmy nieprzystosowane do otoczenia same wyginą. - Jest to formuła właściwa gospodarce centralnie planowanej, a nie rynkowej - potwierdza Michał Górzyński, wiceprezes spółki konsultingowej CASE - Doradcy. Ale nadal objęty jest nią pokaźny majątek, w zarządzanie którym angażuje się niepotrzebny wysiłek aparatu państwa. - Doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pokazały, że twór państwowy jest nieefektywny - przypomina ekspert Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych - a przykłady firm zyskownych wcale nie podważają tej reguły i nie można opierać na nich gospodarki.
Zdaniem Górzyńskiego, przedsiębiorstwo państwowe jest obarczone grzechami pierworodnymi - po pierwsze, nie ma jasno zdefiniowanego właściciela, nie można zatem mówić o efektywnym nadzorze właścicielskim, po drugie - inaczej definiuje cele swojej działalności; dla niego nie jest najważniejsza maksymalizacja efektywności w długim okresie, lecz raczej utrzymanie poziomu zatrudnienia.
- W dodatku - mówi ekspert CASE - jest to sztywna struktura, w której utrudnione jest stosowanie najnowszych technologii, dokonywanie zmian organizacyjnych i efektywne gospodarowanie aktywami. Mając to wszystko na uwadze, państwo powinno jak najszybciej się wycofać z funkcji właścicielskich, co przyniesie korzyść rynkowi i ulży kieszeni podatnika, który nie będzie musiał utrzymywać kosztownego aparatu zawiadujących tym majątkiem urzędników.
Dorota Bilewicz-Bandurska
d.bandurska@businessweek.pl
Z Życia reliktów
firmy państwowe
liczba zatrudnionych ogółem 160 580
fundusze własne ogółem 10,432 mld zł*
najliczniejsza branża:
komunikacja samochodowa (PKS) 85
największa liczba zatrudnionych:
PPUP Poczta Polska 96 110
najwyższe fundusze własne:
Bank Gospodarstwa Krajowego 4,168 mld zł
*dane z 2003 r. Źródło: MSP - wykaz przedsiębiorstw państwowych czynnych według stanu z 30.06.2004 r.
Organy założycielskie przedsiębiorstw państwowych
wojewodowie 379
w tym m.in.
wojewoda lubelski 28
wojewoda łódzki 43
wojewoda małopolski 29
wojewoda mazowiecki 66
wojewoda śląski 48
Ministerstwo Gospodarki 1
Ministerstwo Skarbu Państwa 24
Ministerstwo Sprawiedliwości 15
Ministerstwo Infrastruktury 2
Ministerstwo Obrony Narodowej 23
RAZEM 444