Bismarck i Unia Europejska

Dodano:
Problemów rozwoju nie rozwiąże się funduszami strukturalnymi -ostrzega prof. W. Orłowski.
Techniczna umiejętność dotarcia do unijnej kasy, z której tak jesteśmy dziś zadowoleni, to niestety nie wszystko

Pierwsze miesiące członkostwa Polski w Unii Europejskiej dają nieco powodów do rozmyślań na temat kłopotów i korzyści płynących z akcesji. Generalnie w ocenach przeważa optymizm. Zamiast możliwych dopłat do unijnego budżetu od razu staliśmy się beneficjentem umiejącym ubiegać się o transfery z funduszy strukturalnych. Zamiast spodziewanego zalewu importowanej żywności doświadczyliśmy gwałtownego wzrostu polskiego eksportu. Zamiast milionów Polaków wyruszających po pracę do zachodniej Europy, zobaczyliśmy tylko stosunkowo niewielki strumyczek kierujący się głównie w stronę Londynu. Wreszcie zamiast zapowiadanej "poakcesyjnej recesji" mamy kontynuację przemysłowo-eksportowego boomu. W jednej tylko dziedzinie są powody do narzekań. Ceny żywności wzrosły szybciej, niż prognozowano, w znacznej mierze dzięki spekulacyjnym zakupom polskiego mięsa i mleka przez firmy z Niemiec i Holandii. I tu jednak ocena nie jest jednoznacznie negatywna. W końcu dzięki temu szybko poprawia się sytuacja rolników, których najbardziej straszono zgubnymi skutkami członkostwa, a jakość polskiej żywności okazała się wystarczająco dobra dla europejskiego rynku.
Należy jednak pamiętać o tym, że integracja europejska jest grą długodystansową. W ciągu 30 lat członkostwa w Unii Irlandia awansowała z niemal samego końca na początek listy najlepiej rozwiniętych krajów Europy Zachodniej. Niezłe, choć nie aż tak imponujące rezultaty osiągnęły w ciągu blisko 20 lat członkostwa Hiszpania i Portugalia. Jednak w wypadku Grecji poprawa była znacznie skromniejsza, a przez wiele lat zamiast postępu kraj ten wręcz odnotowywał regres. Wszystkie cztery kraje zdołały z czasem wypełnić kryteria konwergencji i przyjąć euro. Jednak o ile w wypadku Hiszpanii i Irlandii przejście do nowej, twardej waluty odbyło się bez problemów, Portugalia wpadła z powodu nie najlepszego przygotowania w ogromne kłopoty.
Wszystko to przypominam dlatego, aby uświadomić, że krótkookresowe powodzenie, choć na pewno miłe, nie jest żadną gwarancją sukcesu na dłuższą metę. W wypadku Hiszpanii i Portugalii przystąpienie do Unii przypadło na fazę niezłej koniunktury w gospodarce europejskiej, co pomogło w procesie integracji. Trudniejsza była sytuacja Irlandii i Grecji, które przystępowały do UE u progu światowej recesji (odpowiednio w latach 1973 i 1981). Jednak Irlandia już po kilku latach potrafiła otrząsnąć się z efektów niekorzystnej koniunktury, a od połowy lat 80., po przeprowadzeniu niezbędnych reform finansów publicznych, rozpoczęła swój błyskotliwy rozwój gospodarczy.
Umiejętność szybkiego sięgnięcia po fundusze strukturalne nie jest na dłuższą metę sprawą najważniejszą. Grecja zdołała znacznie szybciej od krajów iberyjskich osiągnąć duże transfery budżetowe (w wypadku Hiszpanii trzy pierwsze lata członkostwa zostały pod tym względem niemal zmarnowane, a kraj wpłacał do unijnej kasy mniej więcej tyle samo, ile z niej uzyskiwał). Jednak szybko okazało się, że sukces Grecji jest na wodzie pisany, bo kraj zużywał te pieniądze w sposób bardzo nieefektywny, nie przyczyniający się do przyspieszenia rozwoju gospodarczego.
Innymi słowy, techniczna umiejętność dotarcia do unijnej kasy, z której tak jesteśmy dziś zadowoleni (skądinąd całkiem słusznie), to nie wszystko. Doświadczenie krajów, które do Unii przystąpiły przed nami, mówi, że pozycji gospodarczej nie wypracowuje się ani poprzez wykorzystanie transferów, ani poprzez krótkookresowe, wynikające bądź z dobrej koniunktury, bądź spekulacji, gwałtowne przyrosty eksportu. Prawdziwą korzyścią z członkostwa w Unii jest wyraźna poprawa atrakcyjności inwestycyjnej kraju oraz stworzenie lepszych warunków dla mobilizacji kapitałów własnych i ściągnięcia kapitałów zagranicznych.
Otto von Bismarck powiedział kiedyś rozmiłowanym w gadaniu pruskim parlamentarzystom, że problemów historycznych nie rozstrzyga się mowami i uchwałami, ale krwią i żelazem. Podobnie podstawowych problemów rozwoju gospodarczego Polski nie rozstrzygnie się funduszami strukturalnymi z Brukseli i dopłatami dla rolników, ale trudnymi i zazwyczaj niepopularnymi reformami finansów publicznych, uelastycznieniem rynku pracy, poprawą warunków prowadzenia działalności gospodarczej, wzrostem wydajności pracy i restrukturyzacją przedsiębiorstw.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...