Dylematy inwestorów
Dodano:
Nie ma cudów, nikt nie zaoferuje całkowicie bezpiecznych inwestycji, wypłacając jednocześnie wysoką premię za ryzyko
Na początku każdego roku osoby, które mają oszczędności, zadają sobie to samo pytanie: w co zainwestować, aby osiągnąć zadowalający zysk? Doradzających jest wielu, a w propozycjach można przebierać. Przy jakiejkolwiek inwestycji wykraczającej poza lokatę bankową nikt nie daje jednak gwarancji zysku. Czy więc inwestowanie jest hazardem? I tak, i nie. Są pewne zasady wywodzące się z ogólnej wiedzy ekonomicznej, które mogą stanowić dla inwestorów wskazówkę.
Generalną zasadą, która obowiązuje zawsze i wszędzie, jest to, że można liczyć na wysokie zyski, inwestując w kraju, którego gospodarka szybko rośnie. Niezależnie od tego, czy mówimy o zakupie akcji przedsiębiorstw, udziałów w funduszu inwestycyjnym, czy po prostu o długookresowej lokacie bankowej. Szybki wzrost PKB to również - niemal zawsze - szybki wzrost dochodów firm oraz duże zapotrzebowanie na kapitał potrzebny do sfinansowania inwestycji. W takiej sytuacji zazwyczaj na giełdzie jest dobra koniunktura, firmy są gotowe zaakceptować wysokie odsetki od kredytów, szybko rośnie wartość aktywów finansowych. Jest to oczywiście zależność długookresowa, która nie musi sprawdzać się na krótką metę. Ponadto dobre przeciętne wyniki gospodarki nie oznaczają, że zyskowna będzie każda inwestycja. W końcu źle zarządzane firmy bankrutują i w czasie boomu.
Drugim zasadniczym polem, na którym można liczyć na zyski, są inwestycje bazujące na zmianie siły walut. Inwestować można zawsze, jednak prawdopodobieństwo, że inwestycja zapewni wysoki zwrot, zwiększa się, jeśli istnieją makroekonomiczne podstawy wzmacniania się danej waluty. Jest to przede wszystkim szybszy niż u partnerów handlowych wzrost wydajności pracy, niska inflacja oraz zdrowe fundamenty wzrostu gospodarczego (np. niski deficyt budżetowy i obrotów bieżących). Pomocą może też być bardzo jasna i dobrze oceniana polityka pieniężna - na przykład wiarygodna ścieżka zastąpienia waluty krajowej przez euro. Mówimy tu ponownie o tendencjach długookresowych.
Z rozważań ekonomicznych wynikają jednak i ostrzeżenia. Po pierwsze, zgodnie z teorią ekonomii przeciętnie wysokie zyski z inwestycji uzyskuje się wówczas, gdy wzrost gospodarczy jest szybki, a kapitału niewiele. W kraju, w którym jest go dużo, jego zdolność do wygenerowania dodatkowej produkcji i zysków silnie spada. Jeśli więc doradca pokazuje nam plan długookresowych inwestycji, np. emerytalnych, zakładając że w ciągu 20 lat stopa zwrotu wyniesie "tylko 6 proc. rocznie - ale dziś jest to aż 9 proc.!", musimy zastanowić się, czy owo 6 proc. w perspektywie 20 lat nie jest założeniem nierealistycznie wysokim.
Po drugie, na krótką metę zyskowność inwestycji wzrasta wraz ze wzrostem ryzyka. Zasady gry są jasne, ale powinny być przez inwestora dobrze rozumiane. Kupowanie obligacji rządowych w krajach rozwijających się albo agresywna gra na giełdzie jest ryzykowna. Na krótką metę może przynieść wysokie zyski, ale i możliwe są straty - nawet całości kapitału. Nie ma cudów, nikt nie zaoferuje całkowicie bezpiecznych inwestycji, wypłacając jednocześnie wysoką premię za ryzyko.
Po trzecie, trzeba uważać na zjawisko bąbli spekulacyjnych. W szybko rosnącej, zdrowej gospodarce powstają warunki do realizacji wysokich zysków - np. z giełdy albo z inwestowania w nieruchomości. Tyle że na zmiany rynki te zazwyczaj reagują w sposób histeryczny, windując ceny do nadmiernego poziomu. Prędzej czy później czeka nas bolesna korekta, która może prowadzić do strat nawet w okresach dobrej koniunktury. Na bąble trzeba uważać. Doradca, który każe nam w coś inwestować tylko dlatego, że "w ostatnich dwóch latach z tej inwestycji osiągało się wysokie zyski", może mieć rację. Jednak im dłuższy jest okres wzrostu cen, o którym mówi, tym większe jest prawdopodobieństwo, że mamy właśnie do czynienia z bąblem, a posłuchanie doradcy może zakończyć się katastrofą.
W Polsce czeka nas okres niezłego wzrostu i silnej waluty. Warunki do inwestowania są więc niezłe, ale inwestowanie zawsze pozostaje grą ryzykowną.
Generalną zasadą, która obowiązuje zawsze i wszędzie, jest to, że można liczyć na wysokie zyski, inwestując w kraju, którego gospodarka szybko rośnie. Niezależnie od tego, czy mówimy o zakupie akcji przedsiębiorstw, udziałów w funduszu inwestycyjnym, czy po prostu o długookresowej lokacie bankowej. Szybki wzrost PKB to również - niemal zawsze - szybki wzrost dochodów firm oraz duże zapotrzebowanie na kapitał potrzebny do sfinansowania inwestycji. W takiej sytuacji zazwyczaj na giełdzie jest dobra koniunktura, firmy są gotowe zaakceptować wysokie odsetki od kredytów, szybko rośnie wartość aktywów finansowych. Jest to oczywiście zależność długookresowa, która nie musi sprawdzać się na krótką metę. Ponadto dobre przeciętne wyniki gospodarki nie oznaczają, że zyskowna będzie każda inwestycja. W końcu źle zarządzane firmy bankrutują i w czasie boomu.
Drugim zasadniczym polem, na którym można liczyć na zyski, są inwestycje bazujące na zmianie siły walut. Inwestować można zawsze, jednak prawdopodobieństwo, że inwestycja zapewni wysoki zwrot, zwiększa się, jeśli istnieją makroekonomiczne podstawy wzmacniania się danej waluty. Jest to przede wszystkim szybszy niż u partnerów handlowych wzrost wydajności pracy, niska inflacja oraz zdrowe fundamenty wzrostu gospodarczego (np. niski deficyt budżetowy i obrotów bieżących). Pomocą może też być bardzo jasna i dobrze oceniana polityka pieniężna - na przykład wiarygodna ścieżka zastąpienia waluty krajowej przez euro. Mówimy tu ponownie o tendencjach długookresowych.
Z rozważań ekonomicznych wynikają jednak i ostrzeżenia. Po pierwsze, zgodnie z teorią ekonomii przeciętnie wysokie zyski z inwestycji uzyskuje się wówczas, gdy wzrost gospodarczy jest szybki, a kapitału niewiele. W kraju, w którym jest go dużo, jego zdolność do wygenerowania dodatkowej produkcji i zysków silnie spada. Jeśli więc doradca pokazuje nam plan długookresowych inwestycji, np. emerytalnych, zakładając że w ciągu 20 lat stopa zwrotu wyniesie "tylko 6 proc. rocznie - ale dziś jest to aż 9 proc.!", musimy zastanowić się, czy owo 6 proc. w perspektywie 20 lat nie jest założeniem nierealistycznie wysokim.
Po drugie, na krótką metę zyskowność inwestycji wzrasta wraz ze wzrostem ryzyka. Zasady gry są jasne, ale powinny być przez inwestora dobrze rozumiane. Kupowanie obligacji rządowych w krajach rozwijających się albo agresywna gra na giełdzie jest ryzykowna. Na krótką metę może przynieść wysokie zyski, ale i możliwe są straty - nawet całości kapitału. Nie ma cudów, nikt nie zaoferuje całkowicie bezpiecznych inwestycji, wypłacając jednocześnie wysoką premię za ryzyko.
Po trzecie, trzeba uważać na zjawisko bąbli spekulacyjnych. W szybko rosnącej, zdrowej gospodarce powstają warunki do realizacji wysokich zysków - np. z giełdy albo z inwestowania w nieruchomości. Tyle że na zmiany rynki te zazwyczaj reagują w sposób histeryczny, windując ceny do nadmiernego poziomu. Prędzej czy później czeka nas bolesna korekta, która może prowadzić do strat nawet w okresach dobrej koniunktury. Na bąble trzeba uważać. Doradca, który każe nam w coś inwestować tylko dlatego, że "w ostatnich dwóch latach z tej inwestycji osiągało się wysokie zyski", może mieć rację. Jednak im dłuższy jest okres wzrostu cen, o którym mówi, tym większe jest prawdopodobieństwo, że mamy właśnie do czynienia z bąblem, a posłuchanie doradcy może zakończyć się katastrofą.
W Polsce czeka nas okres niezłego wzrostu i silnej waluty. Warunki do inwestowania są więc niezłe, ale inwestowanie zawsze pozostaje grą ryzykowną.