Konkurent banków może mieć kłopoty
Dodano:
Wygląda na to, że spółdzielcze kasy apogeum rozwoju mają za sobą, chyba, że nowe przepisy dadzą im kolejną szansę
Dwanaście lat temu grupa siedmiu osób wpadła na genialny pomysł. Postanowili stworzyć Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (SKOK). Kasy te nie miały kapitału, nie potrzebowały zezwolenia na działalność bankową, nie dysponowały nawet dostatecznym know-how. Zgodnie z dewizą znaną z Ziemi obiecanej: "Ja nie mam nic, ty nie masz nic" zbudowano instytucję parabankową, która dziś liczy 87 SKOK-ów, dysponuje 1432 placówkami i 4 mld zł aktywów. Mało tego, struktura ta zatrudnia 7 tys. osób (więcej pracowników ma tylko PKO BP) i nie podlega ustawowo żadnej zewnętrznej kontroli ani NBP, ani Ministerstwa Finansów.
W jaki sposób SKOK-i stały się finansową potęgą? Kluczem do sukcesu okazały się korzystne zapisy w ustawie o kasach. SKOK to instytucje typu non profit. Wypracowane niewielkie zyski, kilka milionów złotych rocznie, przeznaczają na zwiększanie swojego kapitału. Sumy te są zwolnione z podatku dochodowego.
Wydaje się jednak, że największym atutem kas był brak wymogów kapitałowych przy ich zakładaniu. SKOKI-i nie muszą też odprowadzać rezerw obowiązkowych.
Kasy przyciągnęły członków i jednocześnie klientów niskimi wymogami wejścia do systemu. Wystarczy wpłacić 20-40 zł jako wkłady i 50-70 zł, zależnie od kasy, jako udziały i zostaje się ich członkiem. Największa w Polsce kasa im. Stefczyka ma ich 383 tysięcy.
Cel działania jest jasny i szlachetny - oferować swoim członkom, a jest ich już w sumie 1,2 mln, najtańsze kredyty i najkorzystniejsze oprocentowanie depozytów. Faktycznie kasy są konkurencyjne wobec banków i pośredników finansowych. Roczny wkład 1000 zł (takie dominują) jest oprocentowany na 6,9-7 proc. rocznie, a za kredyt związany z ROR zapłacimy od 8,5 proc. do 20 proc. (w zależności od kasy).
Grzegorz Bierecki, mózg całego systemu i od 12 lat szef Kasy Krajowej, "czapki" zrzeszającej wszystkie kasy w kraju, powtarza, że obsłuży wszystkich tych, którym pomocy odmówią banki: "bo kasy udzielają kredytów nie na podstawie dokumentów, ale środowiskowej wiedzy o kredytobiorcy". Ta filozofia na razie się sprawdza.
Dość niespodziewanie nad kasami zebrały się jednak czarne chmury. W ostatnich dwóch miesiącach w Polityce i Gazecie Wyborczej pojawiły się krytyczne publikacje dotyczące funkcjonowania SKOK-ów i ich zarządów. Zarzuty dotyczyły zwłaszcza Kasy Krajowej. Falę krytyki Grzegorz Bierecki tłumaczy wyłącznie walką o wprowadzenie poprawek do tzw. ustawy o kredycie konsumenckim.
Kasy są za wprowadzeniem ustawy, bo większość ich kredytów mieści się poniżej proponowanych progów. [Ogranicza ona wysokość odsetek od kredytów do - według aktualnego projektu - 36,8 proc. w skali roku - red.]. Nowe regulacje najbardziej uderzą nie w kasy, ale w konkurencyjnych pośredników finansowych takich jak AIGO czy Provident, pobierających od "chwilówek" mordercze opłaty, sięgające w skali rocznej 440 proc. Czy za kampanią oczerniającą kasy stoją więc pośrednicy? Dowodów na to nie ma.
Andrzej Powierża, analityk bankowy z DI BRE Banku, pozytywnie wypowiada się o kasach spółdzielczych. Jego zdaniem, ten sektor bankowości jest potrzebny. - To zdrowa sytuacja, że bankowość niekomercyjna jest alternatywą dla instytucji komercyjnych - twierdzi. Szansę SKOK-ów widzi w lepszej niż w bankach sprzedaży produktów detalicznych.
Ale są też zagrożenia. - Niska odporność na kryzys w wypadku kłopotów całego systemu bankowego, słaba przejrzystość działania oraz ograniczona oferta
- wylicza analityk.
Zła prasa i nasycenie rynku mogą zahamować ekspansję SKOK-ów, jednak popierane przez nie i korzystne dla kas przepisy o upadłości konsumenckiej mogą na nowo pobudzić je do aktywności.
W jaki sposób SKOK-i stały się finansową potęgą? Kluczem do sukcesu okazały się korzystne zapisy w ustawie o kasach. SKOK to instytucje typu non profit. Wypracowane niewielkie zyski, kilka milionów złotych rocznie, przeznaczają na zwiększanie swojego kapitału. Sumy te są zwolnione z podatku dochodowego.
Wydaje się jednak, że największym atutem kas był brak wymogów kapitałowych przy ich zakładaniu. SKOKI-i nie muszą też odprowadzać rezerw obowiązkowych.
Kasy przyciągnęły członków i jednocześnie klientów niskimi wymogami wejścia do systemu. Wystarczy wpłacić 20-40 zł jako wkłady i 50-70 zł, zależnie od kasy, jako udziały i zostaje się ich członkiem. Największa w Polsce kasa im. Stefczyka ma ich 383 tysięcy.
Cel działania jest jasny i szlachetny - oferować swoim członkom, a jest ich już w sumie 1,2 mln, najtańsze kredyty i najkorzystniejsze oprocentowanie depozytów. Faktycznie kasy są konkurencyjne wobec banków i pośredników finansowych. Roczny wkład 1000 zł (takie dominują) jest oprocentowany na 6,9-7 proc. rocznie, a za kredyt związany z ROR zapłacimy od 8,5 proc. do 20 proc. (w zależności od kasy).
Grzegorz Bierecki, mózg całego systemu i od 12 lat szef Kasy Krajowej, "czapki" zrzeszającej wszystkie kasy w kraju, powtarza, że obsłuży wszystkich tych, którym pomocy odmówią banki: "bo kasy udzielają kredytów nie na podstawie dokumentów, ale środowiskowej wiedzy o kredytobiorcy". Ta filozofia na razie się sprawdza.
Dość niespodziewanie nad kasami zebrały się jednak czarne chmury. W ostatnich dwóch miesiącach w Polityce i Gazecie Wyborczej pojawiły się krytyczne publikacje dotyczące funkcjonowania SKOK-ów i ich zarządów. Zarzuty dotyczyły zwłaszcza Kasy Krajowej. Falę krytyki Grzegorz Bierecki tłumaczy wyłącznie walką o wprowadzenie poprawek do tzw. ustawy o kredycie konsumenckim.
Kasy są za wprowadzeniem ustawy, bo większość ich kredytów mieści się poniżej proponowanych progów. [Ogranicza ona wysokość odsetek od kredytów do - według aktualnego projektu - 36,8 proc. w skali roku - red.]. Nowe regulacje najbardziej uderzą nie w kasy, ale w konkurencyjnych pośredników finansowych takich jak AIGO czy Provident, pobierających od "chwilówek" mordercze opłaty, sięgające w skali rocznej 440 proc. Czy za kampanią oczerniającą kasy stoją więc pośrednicy? Dowodów na to nie ma.
Andrzej Powierża, analityk bankowy z DI BRE Banku, pozytywnie wypowiada się o kasach spółdzielczych. Jego zdaniem, ten sektor bankowości jest potrzebny. - To zdrowa sytuacja, że bankowość niekomercyjna jest alternatywą dla instytucji komercyjnych - twierdzi. Szansę SKOK-ów widzi w lepszej niż w bankach sprzedaży produktów detalicznych.
Ale są też zagrożenia. - Niska odporność na kryzys w wypadku kłopotów całego systemu bankowego, słaba przejrzystość działania oraz ograniczona oferta
- wylicza analityk.
Zła prasa i nasycenie rynku mogą zahamować ekspansję SKOK-ów, jednak popierane przez nie i korzystne dla kas przepisy o upadłości konsumenckiej mogą na nowo pobudzić je do aktywności.