Zapomnieli o ludziach
Dodano:
Jeronimo Martins Dystrybucja opanował handel dyskontowy, ale pracownicy się buntują, a firma traci reputację. Co dalej?
Niby nic, a tak to się zaczęło" - mogą z gorzką ironią śpiewać menedżerowie Jeronimo Martins Dystrybucja (JMD), od kiedy pozew Bożeny Łopackiej, kierowniczki placówki w Pasłęku, rozpoczął destrukcję dobrego dotąd wizerunku portugalskiego koncernu handlowego. Powodem sporu były nieewidencjonowanie nadgodzin i brak elektrycznych wózków do rozładowywania towaru w sklepach.
Tego, że pracowicie budowana i bardzo dynamicznie rosnąca portugalska sieć sklepów dyskontowych może stracić impet w wyniku uchybień w organizacji pracy i jednego sądowego pozwu, Pedro Silva, dyrektor generalny JMD, nie mógł przewidzieć. Tak jednak się stało.
Zarząd JMD Polska, firmy o rocznych przychodach 4,73 mld zł, przez wiele miesięcy bagatelizował ekonomiczne skutki sporu. Teraz zdecydował się na ofensywę na wielu frontach. Wynajął bardzo drogą kancelarię prawną Sołtysiński, Kawecki, Szlązak, wydaje krocie na reklamę telewizyjną - 17,2 mln zł (od lipca ubiegłego roku do końca stycznia bieżącego roku wg Expert Monitor), otworzył się na kontakty z mediami.
Pedro Silva ma czego bronić. JMD zarządza dziś w Polsce największą siecią sklepów dyskontowych, w której codziennie robi zakupy niemal milion Polaków. Markę Biedronka zna 45 proc. badanych (spontaniczna znajomość marki, dane za GFK Polonia).
Sieć Biedronka jest też potężnym pracodawcą. Zatrudnia 11 tys. pracowników i jest szczególnie ceniona w małych miastach o wysokim bezrobociu. Poza tym polski rynek jest drugim co do wielkości (po portugalskim) pod względem obrotów dla Jeronimo Martins. Według informacji JMD, spółka wciąż przynosi jednak w Polsce straty.
Jak poinformował nas Edward Gollent, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Biedronkę, od lata ubiegłego roku do tej organizacji zapisało się około 110 osób. Zdecydowana większość to byli pracownicy sieci, a także kilku byłych dostawców. - Według moich szacunków, w całej Polsce już złożono bądź w trakcie przygotowywania jest 80 pozwów byłych pracowników, którzy domagają się wypłaty zaległych pieniędzy za nadgodziny - wyjaśnia BusinessWeekowi Gollent.
Osobną grupę stanowią byli dostawcy Biedronki. Edward Gollent twierdzi, że już na drodze sądowej odzyskał od JMD 740 tys. zł zaległości za dostarczony towar. Teraz domaga się większych sum, m.in. za doprowadzenie jego firmy do upadłości, bo jak twierdzi, aż dwa lata czekał na należności.
Przed sądami członków stowarzyszenia reprezentować mają prawnicy z 14 kancelarii. Kamil Gregorczyk z kancelarii radcy prawnego Lecha Obary z Olsztyna jest zdania, że jeśli sąd w Elblągu uzna w całości roszczenia Bożeny Łopackiej, także inne sprawy ruszą z kopyta. Obecnie sprawa z sądu II instancji w Gdańsku wróciła do Sądu Okręgowego w Elblągu do ponownego rozpatrzenia, ma on ustalić wysokość wypłaty za nadgodziny Łopackiej, bo to, że się ono należy, stwierdził już gdański sędzia.
JMD ma jednak kłopot nie tylko z pracownikami i dostawcami, ale też z Państwową Inspekcją Pracy, która w maju 2004 roku przeprowadziła 229 kontroli w sklepach Biedronka. Lista stwierdzonych wówczas nieprawidłowości jest bardzo długa i obejmuje m.in. czasu pracy, przepisĘw bhp itp. ( detalicznie jest przedstawiona na stronach internetowych PIP).
Od tego czasu JMD wiele zrobił dla poprawy sytuacji, m.in. zapłacił zaległości za nadgodziny, wprowadził komputerową ewidencję czasu pracy, zakupił 683 wózki elektryczne, przeszkolił 6800 pracowników, powołał audytorów sklepów kontrolujących wszelką dokumentację, uruchomił dla załogi infolinię.
Czy tylko Biedronka ma problemy z prawem pracy? Pod pręgierzem PIP znalazła się w ubiegłym roku również sieć Kaufland. Jednak na przykład Wojciech Sokół z sieci Tesco powiedział nam, że Tesco nie ma podobnych problemów jak Biedronka. Przyznał, że są spory z pracownikami, ale brytyjska firma stara się je załatwiać polubownie. Zawarła nawet porozumienie o współpracy z zakładową "Solidarnością". Zdaniem Sokoła, nie ma też kłopotów z dostawcami.
Wszystkie wielkie sieci handlowe działające w Polsce, a jest ich 15, walcząc z konkurencją o pozycję rynkową, działają pod olbrzymią presją. W ferworze tej walki kierownictwo firmy zdawało się nie dostrzegać niezadowolenia rosnącego wśród pracowników. Sporo czasu minie, zanim Biedronka ponownie zacznie się kojarzyć z dobrodusznym owadem.
Statystyka:
4,73 mld zł sprzedaż w 2004 r.
725 sklepów
5 centrów dystrybucyjnych
11 tys. zatrudnionych
900 rodzajów artykułów
90 proc. asortymentu
pochodzi od polskich producentów
Źródło: JMD
Tego, że pracowicie budowana i bardzo dynamicznie rosnąca portugalska sieć sklepów dyskontowych może stracić impet w wyniku uchybień w organizacji pracy i jednego sądowego pozwu, Pedro Silva, dyrektor generalny JMD, nie mógł przewidzieć. Tak jednak się stało.
Zarząd JMD Polska, firmy o rocznych przychodach 4,73 mld zł, przez wiele miesięcy bagatelizował ekonomiczne skutki sporu. Teraz zdecydował się na ofensywę na wielu frontach. Wynajął bardzo drogą kancelarię prawną Sołtysiński, Kawecki, Szlązak, wydaje krocie na reklamę telewizyjną - 17,2 mln zł (od lipca ubiegłego roku do końca stycznia bieżącego roku wg Expert Monitor), otworzył się na kontakty z mediami.
Pedro Silva ma czego bronić. JMD zarządza dziś w Polsce największą siecią sklepów dyskontowych, w której codziennie robi zakupy niemal milion Polaków. Markę Biedronka zna 45 proc. badanych (spontaniczna znajomość marki, dane za GFK Polonia).
Sieć Biedronka jest też potężnym pracodawcą. Zatrudnia 11 tys. pracowników i jest szczególnie ceniona w małych miastach o wysokim bezrobociu. Poza tym polski rynek jest drugim co do wielkości (po portugalskim) pod względem obrotów dla Jeronimo Martins. Według informacji JMD, spółka wciąż przynosi jednak w Polsce straty.
Jak poinformował nas Edward Gollent, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Biedronkę, od lata ubiegłego roku do tej organizacji zapisało się około 110 osób. Zdecydowana większość to byli pracownicy sieci, a także kilku byłych dostawców. - Według moich szacunków, w całej Polsce już złożono bądź w trakcie przygotowywania jest 80 pozwów byłych pracowników, którzy domagają się wypłaty zaległych pieniędzy za nadgodziny - wyjaśnia BusinessWeekowi Gollent.
Osobną grupę stanowią byli dostawcy Biedronki. Edward Gollent twierdzi, że już na drodze sądowej odzyskał od JMD 740 tys. zł zaległości za dostarczony towar. Teraz domaga się większych sum, m.in. za doprowadzenie jego firmy do upadłości, bo jak twierdzi, aż dwa lata czekał na należności.
Przed sądami członków stowarzyszenia reprezentować mają prawnicy z 14 kancelarii. Kamil Gregorczyk z kancelarii radcy prawnego Lecha Obary z Olsztyna jest zdania, że jeśli sąd w Elblągu uzna w całości roszczenia Bożeny Łopackiej, także inne sprawy ruszą z kopyta. Obecnie sprawa z sądu II instancji w Gdańsku wróciła do Sądu Okręgowego w Elblągu do ponownego rozpatrzenia, ma on ustalić wysokość wypłaty za nadgodziny Łopackiej, bo to, że się ono należy, stwierdził już gdański sędzia.
JMD ma jednak kłopot nie tylko z pracownikami i dostawcami, ale też z Państwową Inspekcją Pracy, która w maju 2004 roku przeprowadziła 229 kontroli w sklepach Biedronka. Lista stwierdzonych wówczas nieprawidłowości jest bardzo długa i obejmuje m.in. czasu pracy, przepisĘw bhp itp. ( detalicznie jest przedstawiona na stronach internetowych PIP).
Od tego czasu JMD wiele zrobił dla poprawy sytuacji, m.in. zapłacił zaległości za nadgodziny, wprowadził komputerową ewidencję czasu pracy, zakupił 683 wózki elektryczne, przeszkolił 6800 pracowników, powołał audytorów sklepów kontrolujących wszelką dokumentację, uruchomił dla załogi infolinię.
Czy tylko Biedronka ma problemy z prawem pracy? Pod pręgierzem PIP znalazła się w ubiegłym roku również sieć Kaufland. Jednak na przykład Wojciech Sokół z sieci Tesco powiedział nam, że Tesco nie ma podobnych problemów jak Biedronka. Przyznał, że są spory z pracownikami, ale brytyjska firma stara się je załatwiać polubownie. Zawarła nawet porozumienie o współpracy z zakładową "Solidarnością". Zdaniem Sokoła, nie ma też kłopotów z dostawcami.
Wszystkie wielkie sieci handlowe działające w Polsce, a jest ich 15, walcząc z konkurencją o pozycję rynkową, działają pod olbrzymią presją. W ferworze tej walki kierownictwo firmy zdawało się nie dostrzegać niezadowolenia rosnącego wśród pracowników. Sporo czasu minie, zanim Biedronka ponownie zacznie się kojarzyć z dobrodusznym owadem.
Statystyka:
4,73 mld zł sprzedaż w 2004 r.
725 sklepów
5 centrów dystrybucyjnych
11 tys. zatrudnionych
900 rodzajów artykułów
90 proc. asortymentu
pochodzi od polskich producentów
Źródło: JMD