Zysk na sentymentach

Dodano:
Wielka trasa koncertowa Chóru Aleksandrowa to nie tylko wydarzenie kulturalne, ale i biznesowe
Jeśli dziś jest czwartek, to wczoraj płakali w Inowrocławiu. Dwa dni wcześniej w Bydgoszczy, a już w niedzielę od szlochu publiczności zatrzęsie się Sala Kongresowa.
- A Pan by się nie rozpłakał, gdyby usłyszał rosyjski chór śpiewający po polsku Czerwone maki na Monte Cassino? - pyta Zbigniew Krasińkiewicz.
Krasińkiewicz to jeden z koordynatorów triumfalnego tournee po Polsce legendarnego chóru Armii Czerwonej, nazywanego od nazwiska swego założyciela Chórem Aleksandrowa. 130 śpiewaków, tancerzy i muzyków do 3 kwietnia zagra w największych miastach, w największych halach - m.in. Spodku, Arenie i Hali Ludowej. Wszędzie komplety publiczności, wiwaty, łzy wzruszenia.
Tylko w Warszawie przy ul. Ciołka atmosfera jest daleka od płaczu. Tam mieści się Europejska Agencja Reklamowa, która zorganizowała trasę Rosjan po Polsce. Jej prezes Piotr Skulski nie chce rozmawiać z dziennikarzami na temat biznesowej strony przedsięwzięcia. Ale pewne jest, że interes robi bardzo przyzwoity, bo bilety sprzedają się niczym jajka przed Wielkanocą.
Chór miał w Polsce zagrać 22 razy, ale pewnie zagra 23, bo w Zielonej Górze trzeba było zorganizować dodatkowy spektakl o 22 - zainteresowanie przerosło oczekiwania organizatorów. - Zamiast 1300 osób występ obejrzało dwukrotnie więcej - mówi koordynator koncertu Jerzy Michalski. Europejska Agencja Reklamowa zróżnicowała ceny biletów. W większości miast kosztują one 60 i 90 zł; dwie trzecie oferowanych stanowią te tańsze. W samej Zielonej Górze wpływy z biletów wyniosły więc ok. 245 tys. zł. W Warszawie Chór Aleksandrowa wyceniono znacznie wyżej - najtańsze bilety kosztują 100 zł, najdroższe - 240. Kogo nie stać, dzień później może się wybrać do Łodzi. Tam najtańsza wejściówka kosztuje (o ile jeszcze jest) 50 zł. Frekwencja podczas dotychczasowych koncertów - m.in. we Wrocławiu i Lesznie - była stuprocentowa. Nie ma też już biletów na koncert w Rzeszowie, choć odbędzie się dopiero 3 kwietnia.
Dlaczego Polacy tak tłumnie chodzą oglądać chór armii przez lata okupującej pół Europy? - Tylko ludzie prości intelektualnie mogą mieć jeszcze jakiekolwiek skojarzenia polityczne - uważa Zbigniew Krasińkiewicz. - To są wielcy artyści, a wśród publiczności sporo jest ludzi 50-60-letnich. Oni płaczą, bo słyszą piosenki ze swego dzieciństwa, wykonane z potęgą i patosem. Przy śpiewakach z Chóru Aleksandrowa słynni trzej tenorzy to pikusie - dodaje.
W sumie wpływy z biletów można szacować na blisko 5,5 mln zł. Wynajęcie hal kosztowało EAR 10-25 tys. zł. Dla przykładu - za urządzenie koncertu we wrocławskiej Hali Ludowej trzeba zapłacić 15 tys. zł plus VAT. Do tego trzeba doliczyć rachunek za prąd (400-500 zł) oraz koszty ochrony. Dla 1000 widzów trzeba wynająć 17 panów w mundurach i po dziesięciu dla każdego kolejnego tysiąca. W sumie jednak koszty wynajęcia hal pochłonęły nie więcej niż jedną dziesiątą wpływów z koncertów.
Sporo kosztuje za to obsługa techniczna tournee. - Razem z chórem jeździ po Polsce grupa realizatorów dźwięku i światła wraz ze sprzętem oraz estrada, w każdej hali budowana i rozbierana przez wynajętą ekipę - mówi Jerzy Michalski. Profesjonalne nagłośnienie może kosztować nawet 10 tys. zł za koncert, bo dobrych realizatorów dźwięku jest w Polsce niewielu. W sumie po kraju podróżują więc cztery autokary i dwa duże tiry ze sprzętem. W każdym z miast organizator musiał zapewnić ekipie zakwaterowanie.
EAR nie ujawnia szczegółów rozliczeń z Rosjanami, ale trudno przypuszczać, by honorarium agencji było niższe niż 
10 procent. Pół miliona zysku w niespełna miesiąc to całkiem dobry interes. Tym bardziej że zdarza się już po raz drugi - 18 koncertów Rosjanie dali już w Polsce jesienią. Agencja zarobi też na płycie DVD dokumentującej jeden z koncertów.

Tuzin za U2
Mimo wielkiego rozmachu, z jakim zorganizowano tournee, wpływy z trasy koncertowej Chóru Aleksandrowa są niższe od przychodów organizatorów chorzowskiego koncertu U2. Gwiazdy rocka zagrają 5 lipca dla 60 tysięcy fanów. Bilety, w cenie 150, 200 i 300 zł, zniknęły z kas w ciągu tygodnia. Wpływy sięgnęły ok. 12 mln zł.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...