Art deco w cenie
Dodano:
Na pchlich targach można wyszperać ciekawe i tanie przedmioty. Trzeba jednak uważać - dużo oferowanych tam dzieł sztuki to falsyfikaty
Na warszawskim Kole pierwsi klienci zjawiają się na długo przed otwarciem jarmarku. Poszukiwacze okazji przed świtem, często z latarkami w ręku, oglądają towar niewypakowany jeszcze z samochodów. To kolekcjonerzy, pośrednicy w handlu sztuką, ludzie dobrze zorientowani w ofercie pchlich targów. Dobrze wiedzą, którzy handlarze mają coś wartościowego do sprzedania. Bywalcami tych miejsc są antykwariusze, historycy sztuki, a nawet kustosze muzeów. Dobrze wiedzą, że z morza bezwartościowych bibelotów można wyłowić prawdziwy rarytas.
Każdego roku w Polsce odbywa się kilkadziesiąt jarmarków staroci. Niektóre z nich na stałe wpisały się w miejscowy krajobraz. Na Kole w Warszawie, na Kazimierzu i pod Halą Targową na Grzegórzkach w Krakowie handluje się kilka razy w miesiącu, zazwyczaj w weekendy. Targi dla miłośników staroci organizują też kluby kolekcjonerskie. Mają one najczęściej charakter sezonowy - odbywają się raz lub kilka razy w roku. - Do największych tego typu imprez należą targi w Krakowie na Rynku Głównym, w Lublinie, Łodzi, Kielcach, Cieszynie, Wrocławiu oraz w Gdańsku w czasie jarmarku dominikańskiego - wylicza Ryszard Kucharski, prezes Krakowskiego Klubu Kolekcjonerów. Wiele targów wyspecjalizowało się - są miejscem spotkań filatelistów, miłośników starych monet czy militariów.
W ofercie pchlich targów znajduje się niemal wszystko: obrazy (m.in. ikony), meble, zegary, lampy, żyrandole, srebro, platery, antyczna biżuteria, ceramika. Zaletą kupowania w takich miejscach są niskie ceny. Identyczne obiekty wystawiane w galeriach, antykwariatach czy na aukcjach, kosztują kilka razy więcej. Zegary ścienne z pierwszej połowy XX wieku po renowacji można nabyć już za 500 złotych. Za 200-600 zł można kupić serwisy do kawy z lat 50., za które na aukcjach przyjdzie nam zapłacić grubo ponad tysiąc złotych.
Co warto kupować?
W ostatnich latach wzrosło zainteresowanie stylem art deco. Handlarze oferują szafy i komody już za 1,5-2 tys. zł. Krzesła można kupić za mniej niż 500 zł. W antykwariatach podobne antyki są dwa, a nawet trzy razy droższe.
Tomasz Darowny, kolekcjoner i wieloletni pracownik galerii sztuki, prognozuje, że ceny tych przedmiotów jeszcze wzrosną. - Wydaje mi się, że art deco zawsze będzie na topie. To prostota stylu i efektowność połączona z funkcjonalnością - argumentuje.
Zdaniem Matyldy Prus z Domu Aukcyjnego "Rempex" zdrożeją też przedmioty z drugiej połowy lat 50. i 60.
- Na świecie wzornictwo z tego okresu od dawna cieszy się uznaniem. Również w Polsce wzrasta zainteresowanie przedmiotami z tamtych lat, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Dużym wzięciem cieszy się bardzo ciekawa porcelana produkowana przez polskie wytwórnie: Ćmielów, Chodzież, Wawel, Karolina i Krzysztof - wylicza Matylda Prus.
Znacznie ciekawsze rzeczy pojawiały się na targach staroci w latach 70. i 80.
- W tej chwili właściciel wartościowego dzieła sztuki niesie je raczej do domu aukcyjnego, gdzie zostanie ono fachowo opisane, sfotografowane i umieszczone w katalogu, a jego cena ma szanse wzrosnąć podczas licytacji. Dlatego w naturalny sposób coraz mniej prawdziwych rarytasów pojawia się na pchlich targach - wyjaśnia Matylda Prus.
Znawcy rynku podkreślają, że ludzie traktujący dzieła sztuki jako lokatę kapitału powinni kupować je w pewnych miejscach: domach aukcyjnych, antykwariatach i galeriach. Tylko tam otrzymają pisemne potwierdzenia autentyczności dzieł. Zakupy na pchlich targach wiążą się z dużym ryzykiem. Tomasz Darowny prognozuje, że nawet 80 proc. sprzedawanych tam dzieł sztuki może być falsyfikatami albo rzeczami niewartymi proponowanej ceny. Oryginalne przedmioty często poddawane są niestarannej renowacji.
Fachowcy podpowiadają, jak unikać pułapek. - Na pewno przyda się podstawowa wiedza z zakresu historii sztuki. Wiadomo na przykład, że art deco to styl międzywojenny, a nie powojenny - mówi Tomasz Darowny. - Można też zamówić ekspertyzę, jednak jej wykonanie wymaga czasu, a na pchlich targach, jak wiadomo, szuka się okazji - dodaje. W wielu wypadkach wykonanie ekspertyzy po prostu się nie opłaca - koszt (ok. 500 zł) przewyższa wartość kupowanego przedmiotu.
- Warto udać się na zakupy z kimś, kto choć trochę zna się na rynku sztuki, bywa na takich targach, sam coś kupuje, kojarzy sprzedawców - radzi Matylda Prus. Należy wiedzieć, że obrazy Witkacego za 450 zł czy Nikifora za 250 zł nie są superokazją. To najpewniej podróbki. Podobnie jest z obrazami sygnowanymi nazwiskami Berezowskiej, Kossaka czy Starowieyskiego. Masowo podrabiane są także srebra i polskie platery.
Znawcy sztuki uważają, że giełdy staroci powinny być traktowane raczej jako rodzaj przygody. Podobnie ich konkurenci - sklepy z antykami w internecie. Ich popularność rośnie - czy oznacza to zmierzch perskich jarmarków? Tomasz Darowny uważa, że nie. - Targi były i będą. Chęci targowania się i bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą nie zastąpią opisy i zdjęcia w internecie - mówi.
Każdego roku w Polsce odbywa się kilkadziesiąt jarmarków staroci. Niektóre z nich na stałe wpisały się w miejscowy krajobraz. Na Kole w Warszawie, na Kazimierzu i pod Halą Targową na Grzegórzkach w Krakowie handluje się kilka razy w miesiącu, zazwyczaj w weekendy. Targi dla miłośników staroci organizują też kluby kolekcjonerskie. Mają one najczęściej charakter sezonowy - odbywają się raz lub kilka razy w roku. - Do największych tego typu imprez należą targi w Krakowie na Rynku Głównym, w Lublinie, Łodzi, Kielcach, Cieszynie, Wrocławiu oraz w Gdańsku w czasie jarmarku dominikańskiego - wylicza Ryszard Kucharski, prezes Krakowskiego Klubu Kolekcjonerów. Wiele targów wyspecjalizowało się - są miejscem spotkań filatelistów, miłośników starych monet czy militariów.
W ofercie pchlich targów znajduje się niemal wszystko: obrazy (m.in. ikony), meble, zegary, lampy, żyrandole, srebro, platery, antyczna biżuteria, ceramika. Zaletą kupowania w takich miejscach są niskie ceny. Identyczne obiekty wystawiane w galeriach, antykwariatach czy na aukcjach, kosztują kilka razy więcej. Zegary ścienne z pierwszej połowy XX wieku po renowacji można nabyć już za 500 złotych. Za 200-600 zł można kupić serwisy do kawy z lat 50., za które na aukcjach przyjdzie nam zapłacić grubo ponad tysiąc złotych.
Co warto kupować?
W ostatnich latach wzrosło zainteresowanie stylem art deco. Handlarze oferują szafy i komody już za 1,5-2 tys. zł. Krzesła można kupić za mniej niż 500 zł. W antykwariatach podobne antyki są dwa, a nawet trzy razy droższe.
Tomasz Darowny, kolekcjoner i wieloletni pracownik galerii sztuki, prognozuje, że ceny tych przedmiotów jeszcze wzrosną. - Wydaje mi się, że art deco zawsze będzie na topie. To prostota stylu i efektowność połączona z funkcjonalnością - argumentuje.
Zdaniem Matyldy Prus z Domu Aukcyjnego "Rempex" zdrożeją też przedmioty z drugiej połowy lat 50. i 60.
- Na świecie wzornictwo z tego okresu od dawna cieszy się uznaniem. Również w Polsce wzrasta zainteresowanie przedmiotami z tamtych lat, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Dużym wzięciem cieszy się bardzo ciekawa porcelana produkowana przez polskie wytwórnie: Ćmielów, Chodzież, Wawel, Karolina i Krzysztof - wylicza Matylda Prus.
Znacznie ciekawsze rzeczy pojawiały się na targach staroci w latach 70. i 80.
- W tej chwili właściciel wartościowego dzieła sztuki niesie je raczej do domu aukcyjnego, gdzie zostanie ono fachowo opisane, sfotografowane i umieszczone w katalogu, a jego cena ma szanse wzrosnąć podczas licytacji. Dlatego w naturalny sposób coraz mniej prawdziwych rarytasów pojawia się na pchlich targach - wyjaśnia Matylda Prus.
Znawcy rynku podkreślają, że ludzie traktujący dzieła sztuki jako lokatę kapitału powinni kupować je w pewnych miejscach: domach aukcyjnych, antykwariatach i galeriach. Tylko tam otrzymają pisemne potwierdzenia autentyczności dzieł. Zakupy na pchlich targach wiążą się z dużym ryzykiem. Tomasz Darowny prognozuje, że nawet 80 proc. sprzedawanych tam dzieł sztuki może być falsyfikatami albo rzeczami niewartymi proponowanej ceny. Oryginalne przedmioty często poddawane są niestarannej renowacji.
Fachowcy podpowiadają, jak unikać pułapek. - Na pewno przyda się podstawowa wiedza z zakresu historii sztuki. Wiadomo na przykład, że art deco to styl międzywojenny, a nie powojenny - mówi Tomasz Darowny. - Można też zamówić ekspertyzę, jednak jej wykonanie wymaga czasu, a na pchlich targach, jak wiadomo, szuka się okazji - dodaje. W wielu wypadkach wykonanie ekspertyzy po prostu się nie opłaca - koszt (ok. 500 zł) przewyższa wartość kupowanego przedmiotu.
- Warto udać się na zakupy z kimś, kto choć trochę zna się na rynku sztuki, bywa na takich targach, sam coś kupuje, kojarzy sprzedawców - radzi Matylda Prus. Należy wiedzieć, że obrazy Witkacego za 450 zł czy Nikifora za 250 zł nie są superokazją. To najpewniej podróbki. Podobnie jest z obrazami sygnowanymi nazwiskami Berezowskiej, Kossaka czy Starowieyskiego. Masowo podrabiane są także srebra i polskie platery.
Znawcy sztuki uważają, że giełdy staroci powinny być traktowane raczej jako rodzaj przygody. Podobnie ich konkurenci - sklepy z antykami w internecie. Ich popularność rośnie - czy oznacza to zmierzch perskich jarmarków? Tomasz Darowny uważa, że nie. - Targi były i będą. Chęci targowania się i bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą nie zastąpią opisy i zdjęcia w internecie - mówi.