Dobrze, że nie zostałem prezesem Orlenu

Dodano:
Rozmowa z Pawłem Olechnowiczem, prezesem Grupy Lotos SA
Czy lubi Pan być prezesem?
Czuję się jak ryba w wodzie, zarządzając dużą korporacją. Lubię to.

I dlatego dwa lata temu doprowadził do tego, że Orlen nie przejął Rafinerii Gdańskiej?
Zadecydowała nie tyle moja siła, lecz słabość programu kierownictwa Orlenu. Osoby, które chciały tego połączenia, nie miały koncepcji, poza wizją stworzenia z Gdańska zakładu, powiedzmy, numer 5 w Grupie Orlen. Mnie powiedziano: decyzje zostały już podjęte, daj sobie spokój. Ale jak zobaczyłem, że druga strona popełnia błędy, że żeruje tylko na układzie polityczno-personalnym, to uznałem, że jest szansa, i zacząłem robić swoje, czyli realizować koncepcję samodzielnej Grupy Lotos.

Nie boi się Pan, że Lotos skończy jednak w sieci, że Orlen Pana dopadnie?
Absolutnie się nie boję. Orlen już nikogo nie dopadnie. Orlen też ma swoje problemy, dziś ma niższą wartość niż …MV czy MOL.

A czy nie jest tak, że ceną za utrzymanie niezależności Lotosu było wzięcie rafinerii południowych? Czy przejąłby Pan te firmy, pompował pieniądze w zbankrutowany Glimar, gdyby Lotos był prywatny i należał do Pana?
Gdybym kierował się tylko biznesem i gdyby była to moja prywatna firma, prawdopodobnie inaczej rozważałbym sprawę rafinerii południowych i pewnie wcześniej odkryłbym problem Glimaru.

Czyli była to cena za samodzielność?
Tak można to postrzegać. Ale te trzy rafinerie trzeba było - z punktu widzenia Skarbu Państwa - jakoś zagospodarować. A ja uznałem, że zamiast budować sieć od podstaw w południowej Polsce, można było wykorzystać to, co stworzyły rafinerie. Istotą ekspansji jest dynamizm, wchodzi się w lukę i wykorzystuje słabość innych, którzy nie wierzą, że jesteś zdolny wykorzystać szansę. Dlatego zgodziłem się na koncepcję przejęcia rafinerii południowych, a w pakiecie dostaliśmy bardzo zdrowy ekonomicznie Petrobaltic. To był dobry zakup. Nie było zresztą alternatywy, skoro program zaakceptował rząd.

W Polsce jest przyszłość dla dwóch firm czy dla jednej?
Zależy, co rynek pokaże i jak się zachowa na rynku Orlen i my. Jeżeli Orlen będzie się zachowywał tak jak wtedy, nie ma szans na jakikolwiek mariaż. Połączenie z Orlenem musi dać tym firmom dodatkową wartość, a do budżetu państwa z tytułu synergii ma wpływać więcej, a nie mniej pieniędzy.

Dlaczego wyniki Lotosu są słabsze niż Slovnaftu?
My nie jesteśmy Slovnaft.

Ale przy podobnej sprzedaży w ubiegłym roku zysk Grupy Lotos był dwa razy mniejszy, zysk operacyjny podobnie, a wskaźniki rentowności EBIDTA i netto ponad dwa razy niższe.
Chyba pan bardzo przesadził.

Nie.
Mamy parametry, które pokazują, że jesteśmy lepsi. Zwrot z kapitału jest najważniejszym wskaźnikiem, zgodzi się pan.
[Prezes pokazuje wykresy, z których wynika, ze wskaźniki zwrotu z aktywów (ROA) i zwrotu z kapitału (ROE) są wyższe w Grupie Lotos niż w Slovnafcie].

ROE jest wyższe, bo Lotos jest niedokapitalizowany w porównaniu ze Slovnaftem.
Tak, kapitał jest za mały, zwłaszcza jeśli uwzględnić program inwestycyjny, który chcemy realizować. Teraz zwiększymy kapitał o mniej więcej 1 mld złotych.

Dlaczego więc w zeszłym roku Slovnaft miał dwa razy wyższe zyski i rentowność niż Lotos?
Jak dwa razy wyższe! Mieli rentowność ponad 10 proc. Na czym?!

Tak, netto 11,9 proc. Z czego to wynika?
Nie wiem, to panowie to badają, ja nie zaglądam do spółki konkurencyjnej. W zeszłym roku chemia miała zaskakująco wysokie marże, może Slovnaft też na tym skorzystał? Slovnaft ma część petrochemiczną, my jesteśmy tylko rafineryjną firmą. Proszę zauważyć, że my mieliśmy rentowność zero w 2002 roku.

Czy ma Pan akcje Lotosu?
Nie.

A otrzyma je Pan teraz?
Chętnie je kupię, ale nie wiem, czy będę miał czas stać w kolejce, bo muszę się spotykać z inwestorami.

A jaką cenę Pan zaproponuje?
Nie wiem, nie myślałem. Na pewno nie dam 26 zł, bo wtedy nie dostanę żadnej akcji.

Kogo najchętniej widziałby Pan jako inwestora w Rafinerii?
Wszyscy, z którymi rozmawiamy, są dobrymi inwestorami. Fundusze emerytalne, instytucje finansowe, zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

A branżowy inwestor?
Branżowy inwestor na tym etapie nie wchodzi w rachubę. To jest pytanie o etap następny, jak będzie pełna prywatyzacja.

A będzie?
Zdziwiłbym się, gdyby do niej nie doszło.

Czy dopuszcza Pan możliwość wejścia do Grupy Lotos inwestorów rosyjskich?
To zależy, w jakiej konfiguracji, ale nie sądzę, by było to dobre rozwiązanie. Wystarczy, że kupujemy już od nich ropę. W wypadku takiego rozwiązania nie widzę żadnej wartości dodanej.

Może tańsza ropa i pewność dostaw?
Pewność dostaw gwarantują nam kontrakty handlowe i innej nie potrzebujemy. Poza tym jeśli Łukoil lub jakakolwiek inna firma przejmie Rafinerię Gdańską, to z pewnością będziemy znacznie mniej zarabiali. Jestem święcie przekonany, że za dostarczaną ropę bylibyśmy zmuszeni płacić tyle, ile właściciel by sobie życzył.

A może zastosowałby dumping i starał się wykosić Orlen z polskiego rynku. Rafineria zwiększyłaby obroty?
Jeśli chce się zwiększać udział w rynku, to nie ma sensu oddawać zysku firmie, którą się kupiło. Zakłada się własne struktury, by zapewnić sobie odpowiednią marżę zysku. To podstawowa sprawa i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. My byśmy na tym nie zarobili.

A gdyby inwestor w posagu wniósł złoża?
A to co innego. A o kim mowa?

Na przykład o Łukoilu.
Oni wniosą złoża? Żarty.

Dlaczego Lotos nie kupuje ropy od British Petroleum? Kiedyś przecież Rafineria Gdańska miała 10-letni kontrakt z tym koncernem.
Tamtejsza ropa jest droższa, poza tym jesteśmy technologicznie przygotowani do przerobu ropy typu Ural, czyli z dużą zawartością siarki. Trzeba by budować nowe instalacje. Przerób rosyjskiej ropy jest dla nas korzystniejszy ekonomicznie. Ropa typu Ural jest tańsza od typu Brent, teraz nawet o 5 dolarów na baryłce, a zwykle jest to różnica 2-3 dolarów.

Nie boi się Pan jednak, że Rosjanie zakręcą nam kiedyś kurek?
Nie boję się. Jak nam zakręcą, to będziemy mieli gorsze wyniki, ale ropę kupimy gdzie indziej i za pośrednictwem Naftoportu trafi ona do Rafinerii Gdańskiej.

A dlaczego nie kupuje Pan ropy bezpośrednio np. od Łukoilu, tylko od pośredników, czyli firmy J&S?
Bo Łukoil nie chce nam sprzedawać.

Mamy zeznania, że chce...
A my mamy dokumenty, które odsyłają nas do przedstawicielstwa tej firmy w Genewie, a w Genewie postawiono nam warunki cenowe nie do spełnienia.

Czy jest jednak uczciwe sprzedawanie akcji firmy, o której przyszłości niewiele można powiedzieć?
Słucham?

Nie wiadomo, czy po wyborach nadal będzie Pan szefem Grupy Lotos, a to jeden z ważniejszych aktywów firmy. Nie wiadomo, jak przebiegnie prywatyzacja Lotosu i czy w ogóle do niej dojdzie. Nie wiadomo, kto do niej wejdzie: Rosjanie czy może ktoś inny, czy dojdzie do połączenia z Orlenem. Co więc można powiedzieć o Grupie Lotos na pewno, poza tym, że buduje jakąś instalację. Nic.
Czy to uczciwe, że chce się zdenerwować faceta, który w ciągu trzech lat przewrócił konstrukcję nierentownej firmy, wielokrotnie pomnożył jej wartość i teraz przedstawia program, który ją zwielokrotni? Oczywiście, że nie ma gwarancji, że za pół roku nadal będę szefem Lotosu, ale podobnie jest w każdej prywatnej firmie. O tym decydują akcjonariusze. Takie jest prawo rynku.

Nasze obawy wzbudza także to, że głównym rynkiem dla Lotosu jest rynek krajowy, który rządzi się bardzo dziwnymi prawami. Wynikają one nie tyle z cyklów koniunkturalnych, ile - nazwijmy to - potrzeby chwili...
No tak, co cztery lata wybory. [śmiech]

No właśnie, przyjdzie nowa ekipa i zadecyduje, że teraz priorytetem jest gaz, a nie paliwa. I co wtedy?
Nie mogę się z tym zgodzić. Od dobrego managementu zależy, czy uda się przekonać polityków do najlepszych dla gospodarki rozwiązań. Myślę o takich rozwiązaniach, które budują wartość i dają wpływy do budżetu.

Więc nie jest słabością Lotosu brak eksportu i praktycznie całkowite uzależnienie od rynku polskiego?
Celowo zmniejszyliśmy eksport, bo na rynku krajowym więcej zarabiamy. W każdej chwili możemy go jednak zwiększyć. Nie ma z tym problemu.

Jaka jest docelowa struktura akcjonariatu, powiedzmy za pięć lat, która by Panu odpowiadała?
Liczę na udział inwestora strategicznego, który będzie realizował nasz program rozwojowy, coś do tego dołoży i będzie naprawdę zainteresowany naszym rynkiem. Jeśli byłby to odpowiednio duży koncern, to niewykluczone, że skupiłby aktywa zarówno Lotosu, jak i Orlenu, co pozwoliłoby stworzyć odpowiednio silny układ. Możliwy byłby rozwój dwóch sieci pod dwiema różnymi markami, co pozwoliłoby na zdrową konkurencję.

Czy to prawda, że zamówił Pan bankiet na okoliczność objęcia funkcji prezesa Orlenu i nic z tego nie wyszło?
Bzdura.

Ale starał się Pan o to stanowisko?
Nie starałem się, ale uczestniczyłem w tym procesie. To był układ z ministrem, który mi to zaproponował, a ja zgodziłem się wziąć udział w pierwszym etapie.

A dlaczego Pan nie został prezesem Orlenu?
Dobrze się stało, że nie zostałem.

A chciałby Pan?
Nie. Warunki były nie do spełnienia.

Ale gdyby jednak zostałby Pan szefem Orlenu, to czy połączyłby go Pan z Lotosem?
Z pewnością inaczej realizowałbym program współpracy.

Czy chciałby Pan, aby Grupa Lotos była w pełni prywatną firmą?
Tak, ja jestem za opcją do zera. A jak sytuacja się potoczy, czy Skarb Państwa zostawi sobie jedną akcję - zobaczymy. W każdym razie inwestor branżowy musi przejąć 51 proc., bo inaczej nie wejdzie.

Czyli duży zachodni koncern?
Tak, warto się o niego postarać. Ale o tym możemy porozmawiać za rok. Jeśli nadal będę kierować grupą.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...