Monachijczycy, czyli pora na mistrzów
Dodano:
Kunszt artysty ważniejszy jest od jego nazwiska
Od kilku miesięcy wzrasta zainteresowanie obrazami starych mistrzów. Nabywców znajdują nawet obrazy anonimowych autorów. Na ostatniej przedwakacyjnej aukcji w Desie Unicum dzieło nieokreślonego malarza włoskiego z drugiej poł. XVII w. zostało sprzedane za 35 tys. zł. - Warto docenić sztukę dawną i europejską, bo ceny malarstwa polskiego są bardzo wysokie - utrzymują antykwariusze. To powoduje, że nie ma już zainteresowania nie tylko Kossakami, Hoffmanem, ale nawet Malczewskim. - Jeśli chodzi o cenne dzieła, podaż jest mała. To, co trafia na rynek, pod względem artystycznym jest niewiele warte, natomiast ceny są wygórowane ze względu na nazwisko - uważa Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. - Tymczasem obrazy artystów zagranicznych w Polsce są tańsze niż na Zachodzie - dodaje.
Zainteresowanie widać też w galeriach. - Ludzie nie tylko oglądają, ale pytają, edukują się. Większość tego, co wystawiamy, sprzedajemy. Kolekcjonerzy coraz bardziej doceniają stare dobre malarstwo z czasów, gdy znajomość warsztatu była na najwyższym poziomie - wyjaśnia Jan Koszutski, dyrektor DA Desa Unicum.
Na razie prace te trafiają do rąk koneserów, którzy kupują je nie ze względu na nazwisko, ale urodę. - Większość klientów aukcji chce kolekcjonować polską sztukę, kwestia jakości prac często jest dla nich drugorzędna. Grono doceniających kunszt i warsztat malarzy zagranicznych rośnie, zwłaszcza że twórczość ta nieprzypadkowo jest równie dobra. Malarze zachodni są w Polsce mało znani, ale uczyli się u tych samych mistrzów, w tych samych szkołach - tłumaczy Juliusz Windorbski. Jako przykład podaje Zimowy pejzaż z rzeką skandynawskiego malarza Andersa Andersena-Lundby, który wprawdzie pierwsze nauki pobierał w Kopenhadze, ale po zorganizowaniu wystawy w Monachium przeniósł się tam na stałe, a po latach został nawet profesorem tamtejszej akademii. Na ostatniej aukcji Pejzaż został sprzedany po cenie wywoławczej 35 tys. zł. Zainteresowanie wzbudził też drugi obraz tego autora Na Morzu Północnym, który również został wylicytowany, choć po obniżonej cenie, z 26 tys. zł do 20 tys. zł.
Malarstwo monachijskie już od kilku lat cieszy się wielkim wzięciem polskich kolekcjonerów. Mianem monachijczyków określa się tych polskich malarzy, którzy od lat trzydziestych XIX wieku do I pierwszej wojny światowej wyjeżdżali do stolicy Bawarii na studia malarskie lub kształcili się w tamtejszych prywatnych pracowniach. Do najsławniejszych polskich artystów tego okresu należą m.in. Jan Matejko, Olga Boznańska, Józef Brandt, Józef Chełmoński, Adam Chmielowski, Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Juliusz i Wojciech Kossakowie, Władysław Malecki, Alfred Wierusz-Kowalski, Stanisław Witkiewicz, Leon Wyczółkowski i Józef Rapacki.
Monachijska Akademia Sztuk Pięknych w XIX wieku była jednym z najważniejszych ośrodków artystycznych Europy. - Malarstwo niemieckie źle się nam jednak kojarzy. Wpłynął na to zalew polskiego rynku tzw. landszaftami.
- Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie obrazy zza zachodniej granicy są słabe artystycznie - mówi Windorbski. Jego zdaniem, warto docenić kunszt artystów monachijskich, a przede wszystkim wymienianego już Andersa Andersena-Lundby, a także Josepha Wengleina - niemieckiego malarza i grafika będącego pod wpływem Buergela, Arnolda Grabonego, znanego jako Arnold-Grabone Georg Arnold, Carla Wilhelma Rubera, malarza urodzonego w Kwidzynie. Do niedocenianych Windorbski zalicza również Ottona Pippela, Fritza Halberga-Kraussa i niemieckiego marynistę Rudolfa Priebego. Dotychczas z 16 wystawionych obrazów tego ostatniego w Domu Aukcyjnym "Agra Art" nie sprzedano trzech. - Malarz ten rzeczywiście cieszy się u nas powodzeniem, jego obrazy są kupowane ze względu na urodę, a jeżeli dzieło się podoba, nie ma znaczenia, czy to Polak, czy Niemiec - mówi Rafał Krajewski.
Prace pozostałych artystów nie cieszą się jeszcze tak dużym wzięciem, jednak zdaniem znawców, warto się nimi zainteresować. Warsztat tych malarzy w niczym nie ustępuje bowiem umiejętnościom wziętych polskich twórców.
Z domów aukcyjnych
- Carl Wilhelm Ruber Ucieczka przed burzą, 1879, cena: 28 tys. zł, DA Desa Unicum
- Franz Roubaud Czerkies na koniu, Alfred Wierusz-Kowalski Wieśniak na koniu, dwa współoprawne obrazy, cena: 25 tys. zł, DA Agra Art
- Arnold-Graboné Georg Arnold, Wieczór zimowy pod Hoher Göll, cena: 6 tys. zł, DA Agra Art
Zainteresowanie widać też w galeriach. - Ludzie nie tylko oglądają, ale pytają, edukują się. Większość tego, co wystawiamy, sprzedajemy. Kolekcjonerzy coraz bardziej doceniają stare dobre malarstwo z czasów, gdy znajomość warsztatu była na najwyższym poziomie - wyjaśnia Jan Koszutski, dyrektor DA Desa Unicum.
Na razie prace te trafiają do rąk koneserów, którzy kupują je nie ze względu na nazwisko, ale urodę. - Większość klientów aukcji chce kolekcjonować polską sztukę, kwestia jakości prac często jest dla nich drugorzędna. Grono doceniających kunszt i warsztat malarzy zagranicznych rośnie, zwłaszcza że twórczość ta nieprzypadkowo jest równie dobra. Malarze zachodni są w Polsce mało znani, ale uczyli się u tych samych mistrzów, w tych samych szkołach - tłumaczy Juliusz Windorbski. Jako przykład podaje Zimowy pejzaż z rzeką skandynawskiego malarza Andersa Andersena-Lundby, który wprawdzie pierwsze nauki pobierał w Kopenhadze, ale po zorganizowaniu wystawy w Monachium przeniósł się tam na stałe, a po latach został nawet profesorem tamtejszej akademii. Na ostatniej aukcji Pejzaż został sprzedany po cenie wywoławczej 35 tys. zł. Zainteresowanie wzbudził też drugi obraz tego autora Na Morzu Północnym, który również został wylicytowany, choć po obniżonej cenie, z 26 tys. zł do 20 tys. zł.
Malarstwo monachijskie już od kilku lat cieszy się wielkim wzięciem polskich kolekcjonerów. Mianem monachijczyków określa się tych polskich malarzy, którzy od lat trzydziestych XIX wieku do I pierwszej wojny światowej wyjeżdżali do stolicy Bawarii na studia malarskie lub kształcili się w tamtejszych prywatnych pracowniach. Do najsławniejszych polskich artystów tego okresu należą m.in. Jan Matejko, Olga Boznańska, Józef Brandt, Józef Chełmoński, Adam Chmielowski, Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Juliusz i Wojciech Kossakowie, Władysław Malecki, Alfred Wierusz-Kowalski, Stanisław Witkiewicz, Leon Wyczółkowski i Józef Rapacki.
Monachijska Akademia Sztuk Pięknych w XIX wieku była jednym z najważniejszych ośrodków artystycznych Europy. - Malarstwo niemieckie źle się nam jednak kojarzy. Wpłynął na to zalew polskiego rynku tzw. landszaftami.
- Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie obrazy zza zachodniej granicy są słabe artystycznie - mówi Windorbski. Jego zdaniem, warto docenić kunszt artystów monachijskich, a przede wszystkim wymienianego już Andersa Andersena-Lundby, a także Josepha Wengleina - niemieckiego malarza i grafika będącego pod wpływem Buergela, Arnolda Grabonego, znanego jako Arnold-Grabone Georg Arnold, Carla Wilhelma Rubera, malarza urodzonego w Kwidzynie. Do niedocenianych Windorbski zalicza również Ottona Pippela, Fritza Halberga-Kraussa i niemieckiego marynistę Rudolfa Priebego. Dotychczas z 16 wystawionych obrazów tego ostatniego w Domu Aukcyjnym "Agra Art" nie sprzedano trzech. - Malarz ten rzeczywiście cieszy się u nas powodzeniem, jego obrazy są kupowane ze względu na urodę, a jeżeli dzieło się podoba, nie ma znaczenia, czy to Polak, czy Niemiec - mówi Rafał Krajewski.
Prace pozostałych artystów nie cieszą się jeszcze tak dużym wzięciem, jednak zdaniem znawców, warto się nimi zainteresować. Warsztat tych malarzy w niczym nie ustępuje bowiem umiejętnościom wziętych polskich twórców.
Z domów aukcyjnych
- Carl Wilhelm Ruber Ucieczka przed burzą, 1879, cena: 28 tys. zł, DA Desa Unicum
- Franz Roubaud Czerkies na koniu, Alfred Wierusz-Kowalski Wieśniak na koniu, dwa współoprawne obrazy, cena: 25 tys. zł, DA Agra Art
- Arnold-Graboné Georg Arnold, Wieczór zimowy pod Hoher Göll, cena: 6 tys. zł, DA Agra Art