Inwestycje wzrosną, ale niewiele...
Dodano:
Spośród opublikowanych ostatnio danych statystycznych kilka było szczególnie zaskakujących. To dlatego wywołały gorącą dyskusję wśród analityków o stanie polskiej gospodarki. Zacznijmy od najważniejszej informacji, czyli od rocznego tempa wzrostu PKB, które w I kwartale br. wyniosło 2,1 proc., czyli prawie o punkt procentowy mniej, niż przewidywano
Natychmiast podniósł się lament, że gospodarka staje, bo przecież w I kwartale ubiegłego roku roczne tempo wyniosło aż 7 proc. Najprostszy argument, jaki trzeba wziąć pod rozwagę, to tzw. efekt statystycznej bazy, czyli punktu odniesienia. Skoro wszyscy oczekiwali efektu bazy w przemyśle czy w sprzedaży detalicznej, przewidując spadki w stosunku do I kwartału ub.r., to dlaczego obniżenia tempa wzrostu - dodatniego przecież! - nie przypisać, przynajmniej w części, także efektowi bazy?
Jeszcze gorętsze spory wywołały dane dotyczące inwestycji w kapitale trwałym. W końcu od kilku kwartałów inwestycje rosły, a w IV kw. ub.r. odnotowały roczne tempo wzrostu 7,4 proc. Nie było to tempo oszałamiające; większość analityków oczekiwała wartości dużo wyższej, nawet dwucyfrowej. Tyle że I kw. br. przyniósł spadek tego tempa do zaledwie 1,0 proc. w skali rocznej. Wielu uznało te dane za niewiarygodne, traktując je jako "wpadkę" GUS.
Warto jednakŻe, dochodząc prawdy dotyczącej inwestycji, spojrzeć na tę kwestię bez emocji. Załóżmy, że szacunki GUS są błędne. Urząd ten popełniał błędy i w przeszłości. Tylko czy korekta tych danych przyniesie radykalną zmianę trendu? Załóżmy (mało realistycznie!), że GUS grubo nie doszacował inwestycji w kapitale trwałym i wyniosły one, powiedzmy, 5 proc. Jest to więc mniej niż w IV kw., ale więcej niż w I-III kw. ub.r. Krzywa kwartalnych zmian tempa wzrostu inwestycji wyglądałaby więc inaczej na ostatnim odcinku (patrz rysunek).
Tylko czy zmieniłoby to aż tak wiele? W końcu znajdujemy się w trzecim roku ożywienia gospodarczego i z tego właśnie powodu większość analityków oczekiwała już w 2004 r. znacznego, dwucyfrowego wzrostu inwestycji. Zawiódłszy się, przeniosła swoje nadzieje na rok bieżący. Czy nawet 5 proc. wzrostu inwestycji w skali rocznej w trzecim roku ożywienia usatysfakcjonowałoby krytyków GUS? Obawiam się, że nie.
Dlatego warto zapytać, jakie jeszcze czynniki - poza możliwą korektą gusowskich danych - mogą oddziaływać pozytywnie na dynamikę inwestycji? Wskazuje się czasem na wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych. Jednak szacunki GUS w tym względzie wprawdzie pokazują rosnący stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, ale nie uzasadniają masowego wzrostu inwestycji w poszerzenie aparatu produkcyjnego. Owszem, z badań NBP wybranych przedsiębiorstw (ok. 600) wynika, że eksporterzy mają wyraźnie wyższy poziom wykorzystania tych mocy niż ogromna większość firm. Sami eksporterzy nie czynią jednakże wiosny i na oczekiwany dwucyfrowy wzrost inwestycji "zapracować" muszą także inni.
A z tymi innymi jest kiepsko. Tempo wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych w gospodarce zależy m.in. od tempa wzrostu gospodarczego. To zaś jest umiarkowane, nawet zakładając pewne przyspieszenie dynamiki w stosunku do I kw. br.
Całoroczny wzrost gospodarczy zbliży się zapewne do 4 proc. w skali roku, ale to jeszcze nie będzie dostateczny impuls do silnego inwestycyjnego przyspieszenia.
Wzrost inwestycji zależy wreszcie od przekonania przedsiębiorców o trwałości i sile wzrostu gospodarczego w kolejnych latach. Najwyraźniej przedsiębiorcy na tyle dotkliwie odczuwają instytucjonalne zniekształcenia naszej gospodarki i oportunizm polityków, iż nie wierzą w trwałe i wysokie tempo wzrostu. Od pewnego czasu, jak się zdaje, inwestują tylko w to, co najkonieczniejsze, odkładając na lepsze czasy to, co ewentualnie poprawiłoby ich pozycję konkurencyjną w średnim okresie (w ciągu 3-4 lat).
Dlatego inwestycje będą rosnąć, ale w umiarkowanym tempie. Być może coś zmienią nadchodzące wybory, ale na radykalną poprawę liczą już tylko najwięksi optymiści.
Jeszcze gorętsze spory wywołały dane dotyczące inwestycji w kapitale trwałym. W końcu od kilku kwartałów inwestycje rosły, a w IV kw. ub.r. odnotowały roczne tempo wzrostu 7,4 proc. Nie było to tempo oszałamiające; większość analityków oczekiwała wartości dużo wyższej, nawet dwucyfrowej. Tyle że I kw. br. przyniósł spadek tego tempa do zaledwie 1,0 proc. w skali rocznej. Wielu uznało te dane za niewiarygodne, traktując je jako "wpadkę" GUS.
Warto jednakŻe, dochodząc prawdy dotyczącej inwestycji, spojrzeć na tę kwestię bez emocji. Załóżmy, że szacunki GUS są błędne. Urząd ten popełniał błędy i w przeszłości. Tylko czy korekta tych danych przyniesie radykalną zmianę trendu? Załóżmy (mało realistycznie!), że GUS grubo nie doszacował inwestycji w kapitale trwałym i wyniosły one, powiedzmy, 5 proc. Jest to więc mniej niż w IV kw., ale więcej niż w I-III kw. ub.r. Krzywa kwartalnych zmian tempa wzrostu inwestycji wyglądałaby więc inaczej na ostatnim odcinku (patrz rysunek).
Tylko czy zmieniłoby to aż tak wiele? W końcu znajdujemy się w trzecim roku ożywienia gospodarczego i z tego właśnie powodu większość analityków oczekiwała już w 2004 r. znacznego, dwucyfrowego wzrostu inwestycji. Zawiódłszy się, przeniosła swoje nadzieje na rok bieżący. Czy nawet 5 proc. wzrostu inwestycji w skali rocznej w trzecim roku ożywienia usatysfakcjonowałoby krytyków GUS? Obawiam się, że nie.
Dlatego warto zapytać, jakie jeszcze czynniki - poza możliwą korektą gusowskich danych - mogą oddziaływać pozytywnie na dynamikę inwestycji? Wskazuje się czasem na wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych. Jednak szacunki GUS w tym względzie wprawdzie pokazują rosnący stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, ale nie uzasadniają masowego wzrostu inwestycji w poszerzenie aparatu produkcyjnego. Owszem, z badań NBP wybranych przedsiębiorstw (ok. 600) wynika, że eksporterzy mają wyraźnie wyższy poziom wykorzystania tych mocy niż ogromna większość firm. Sami eksporterzy nie czynią jednakże wiosny i na oczekiwany dwucyfrowy wzrost inwestycji "zapracować" muszą także inni.
A z tymi innymi jest kiepsko. Tempo wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych w gospodarce zależy m.in. od tempa wzrostu gospodarczego. To zaś jest umiarkowane, nawet zakładając pewne przyspieszenie dynamiki w stosunku do I kw. br.
Całoroczny wzrost gospodarczy zbliży się zapewne do 4 proc. w skali roku, ale to jeszcze nie będzie dostateczny impuls do silnego inwestycyjnego przyspieszenia.
Wzrost inwestycji zależy wreszcie od przekonania przedsiębiorców o trwałości i sile wzrostu gospodarczego w kolejnych latach. Najwyraźniej przedsiębiorcy na tyle dotkliwie odczuwają instytucjonalne zniekształcenia naszej gospodarki i oportunizm polityków, iż nie wierzą w trwałe i wysokie tempo wzrostu. Od pewnego czasu, jak się zdaje, inwestują tylko w to, co najkonieczniejsze, odkładając na lepsze czasy to, co ewentualnie poprawiłoby ich pozycję konkurencyjną w średnim okresie (w ciągu 3-4 lat).
Dlatego inwestycje będą rosnąć, ale w umiarkowanym tempie. Być może coś zmienią nadchodzące wybory, ale na radykalną poprawę liczą już tylko najwięksi optymiści.