Lewica, prawica i rynek akcji
Dodano:
Co cztery lata powraca pytanie o wpływ wyników wyborów do Sejmu i Senatu na krajową gospodarkę i koniunkturę na rynkach finansowych
Odkąd pamiętam, zawsze głosowałem na UPR i jakoś nigdy do końca nie zdołałem przeniknąć istoty dramatycznych, podobno, różnic dzielących rządzące na przemian mutacje „postkomunistycznych” i „solidarnościowych” koalicji. Zacznę od zaprezentowania tezy zawartej w pracy Michaela F. Fergusona i Hugh Douglasa Witte’a zatytułowanej Congress and the Stock Market. Otóż ci dwaj ekonomiści zadali sobie trud porównania stóp zwrotu osiąganych na rynku akcji podczas sesji amerykańskiego Kongresu oraz w okresach przerw w obradach. W tym celu porównali dwie alternatywne strategie inwestycyjne. Zgodnie z pierwszą, jednego dolara inwestowano, począwszy od 1897 roku, w akcje wchodzące w skład średniej przemysłowej Dow Jonesa jedynie podczas przerw w obradach Kongresu (w trakcie sesji trzymano gotówkę). Druga strategia była odwrotna: akcje trzymano, gdy Kongres obradował, sprzedawano je jednak na czas przerw w obradach (które obejmowały w tym okresie średnio 42,9 proc. roku). Zdaniem autorów pracy, zastosowanie pierwszej strategii w okresie minionych 108 lat pozwoliło na pomnożenie jednodolarowej inwestycji do 216 dolarów (nie uwzględniając dywidend i kosztów transakcyjnych). Druga strategia przyniosła zysk w wysokości... jednego dolara! Brzmi to niewiarygodnie, jednak w tym wypadku najwyraźniej doświadczalnie potwierdzono genialną intuicję amerykańskiego autora maksymy „Niczyje życie, wolność i własność nie są bezpieczne, kiedy obraduje Kongres”.
Powyższe rozważania w pewnym stopniu wyjaśniają kwestię ogólnego charakteru wpływu aktywności legislatury na rynkową koniunkturę. Może jednak rządy partii dysponujących bardziej probiznesowymi programami są w stanie ograniczyć to negatywne oddziaływanie? Na ogół zwycięstwo partii prawicowych traktowane jest jako korzystne dla gospodarki i giełdy, a lewicy - na zdrowy rozum - powinno mieć wpływ negatywny. Ponownie odwołam się do przykładu z USA. Tamtejsi „prawicowi” republikanie są stereotypowo postrzegani jako partia biznesu (żeby nie powiedzieć „kompleksu militarno-przemysłowego”), a demokraci jako „lewicowi” (żeby nie powiedzieć „kryptokomuniści”). „Załóżmy, że poszukujemy prostej ekonomicznej reguły pozwalającej przypomnieć sobie, która partia kontrolowała Biały Dom w trakcie każdego z powojennych okresów recesji. Musielibyśmy się bardzo starać, by wymyślić coś lepszego niż następująca reguła: „Jeśli recesja zaczęła się w ciągu pierwszych sześciu kwartałów urzędowania prezydenta, mieliśmy republikańską administrację, jeśli nie było recesji - demokratyczną. Ta reguła działa w 12 na 13 okresów prezydenckich”. To cytat z pracy Money, Politics and the Post-War Business Cycle Jona Fausta i Johna Ironsa wydanej w 1996 r. Od czasu poczynienia tej obserwacji upłynęły dwie kolejne czteroletnie prezydentury: 1997-2000 (brak recesji, prezydentem demokrata) oraz 2001-2004 (recesja w 2001 roku, prezydentem republikanin). I kto by pomyślał? Nawiasem mówiąc, od początku kolejnej kadencji republikańskiego prezydenta upłynęły dopiero trzy kwartały...
No dobrze, gospodarka gospodarką, ale co z rynkiem akcji? W tym wypadku z pomocą przychodzi nam dwóch autorów. Pedro Santa-Clara i Rossen Valkanow w artykule z 2003 roku zatytułowanym Presidential Puzzle: Political Cycles and the Stock Market na podstawie danych z lat 1927-1998 dowodzą, że nadwyżka stopy zwrotu z rynku akcji (ponad stopę zwrotu z bonów skarbowych) jest wyższa w czasach rządów demokratycznych administracji niż republikańskich: o 9 proc. lub 16 proc. rocznie (w zależności od indeksu giełdowego). Wygląda na to, że stereotypowy pogląd, że prawicowi republikanie „są dobrzy dla giełdy”, jest przeżytkiem sprzed wieku - tak rzeczywiście było, ale w latach 1856-1926.
Tych czytelników, którzy byli gotowi uwierzyć w zbawienny wpływ polityki lewicy na gospodarkę i rynek akcji - czyż komunistyczne Chiny nie są od 20 lat najszybciej rozwijającą się gospodarką świata? - spieszę uspokoić. Powyższe statystyki, jakkolwiek prawdziwe, wynikają jednak w decydującej mierze z pewnej iluzji („są kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki”). Prawdą jest jedynie to, że w okresie prosperity ludzie głosują na prawicę (u nas wybory w 1997 roku), natomiast podczas recesji na lewicę (wybory w 1993, rok po zakończeniu recesji z lat 1991-1992, i w 2001 roku podczas ostatniej recesji). Reszta wynika jedynie z tego, że zarówno koniunktura gospodarcza, jak i giełdowa są cykliczne, to znaczy po tłustych latach przychodzą chude i vice versa. Innymi słowy, partie lewicowe zwykle wynoszone są do władzy w dołkach koniunktury, po których nieuchronnie - lecz bez żadnego związku z działaniami rządu! - przychodzi ożywienie. I odwrotnie. I tylko w takim sensie wynik wrześniowych wyborów jest interesujący z punktu widzenia dalszych losów krajowej gospodarki i rynków finansowych.
Powyższe rozważania w pewnym stopniu wyjaśniają kwestię ogólnego charakteru wpływu aktywności legislatury na rynkową koniunkturę. Może jednak rządy partii dysponujących bardziej probiznesowymi programami są w stanie ograniczyć to negatywne oddziaływanie? Na ogół zwycięstwo partii prawicowych traktowane jest jako korzystne dla gospodarki i giełdy, a lewicy - na zdrowy rozum - powinno mieć wpływ negatywny. Ponownie odwołam się do przykładu z USA. Tamtejsi „prawicowi” republikanie są stereotypowo postrzegani jako partia biznesu (żeby nie powiedzieć „kompleksu militarno-przemysłowego”), a demokraci jako „lewicowi” (żeby nie powiedzieć „kryptokomuniści”). „Załóżmy, że poszukujemy prostej ekonomicznej reguły pozwalającej przypomnieć sobie, która partia kontrolowała Biały Dom w trakcie każdego z powojennych okresów recesji. Musielibyśmy się bardzo starać, by wymyślić coś lepszego niż następująca reguła: „Jeśli recesja zaczęła się w ciągu pierwszych sześciu kwartałów urzędowania prezydenta, mieliśmy republikańską administrację, jeśli nie było recesji - demokratyczną. Ta reguła działa w 12 na 13 okresów prezydenckich”. To cytat z pracy Money, Politics and the Post-War Business Cycle Jona Fausta i Johna Ironsa wydanej w 1996 r. Od czasu poczynienia tej obserwacji upłynęły dwie kolejne czteroletnie prezydentury: 1997-2000 (brak recesji, prezydentem demokrata) oraz 2001-2004 (recesja w 2001 roku, prezydentem republikanin). I kto by pomyślał? Nawiasem mówiąc, od początku kolejnej kadencji republikańskiego prezydenta upłynęły dopiero trzy kwartały...
No dobrze, gospodarka gospodarką, ale co z rynkiem akcji? W tym wypadku z pomocą przychodzi nam dwóch autorów. Pedro Santa-Clara i Rossen Valkanow w artykule z 2003 roku zatytułowanym Presidential Puzzle: Political Cycles and the Stock Market na podstawie danych z lat 1927-1998 dowodzą, że nadwyżka stopy zwrotu z rynku akcji (ponad stopę zwrotu z bonów skarbowych) jest wyższa w czasach rządów demokratycznych administracji niż republikańskich: o 9 proc. lub 16 proc. rocznie (w zależności od indeksu giełdowego). Wygląda na to, że stereotypowy pogląd, że prawicowi republikanie „są dobrzy dla giełdy”, jest przeżytkiem sprzed wieku - tak rzeczywiście było, ale w latach 1856-1926.
Tych czytelników, którzy byli gotowi uwierzyć w zbawienny wpływ polityki lewicy na gospodarkę i rynek akcji - czyż komunistyczne Chiny nie są od 20 lat najszybciej rozwijającą się gospodarką świata? - spieszę uspokoić. Powyższe statystyki, jakkolwiek prawdziwe, wynikają jednak w decydującej mierze z pewnej iluzji („są kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki”). Prawdą jest jedynie to, że w okresie prosperity ludzie głosują na prawicę (u nas wybory w 1997 roku), natomiast podczas recesji na lewicę (wybory w 1993, rok po zakończeniu recesji z lat 1991-1992, i w 2001 roku podczas ostatniej recesji). Reszta wynika jedynie z tego, że zarówno koniunktura gospodarcza, jak i giełdowa są cykliczne, to znaczy po tłustych latach przychodzą chude i vice versa. Innymi słowy, partie lewicowe zwykle wynoszone są do władzy w dołkach koniunktury, po których nieuchronnie - lecz bez żadnego związku z działaniami rządu! - przychodzi ożywienie. I odwrotnie. I tylko w takim sensie wynik wrześniowych wyborów jest interesujący z punktu widzenia dalszych losów krajowej gospodarki i rynków finansowych.