Ceny pójdą w górę

Dodano:
Kolekcjonowanie znaczków, monet i starodruków to wciąż dobry interes
Według szacunków BusinessWeeka, polski rynek numizmatyczny, filatelistyczny i starodruków wart jest ok. 60 mln zł. Kupujących nie brakuje. Na rynku numizmatycznym popyt przewyższa podaż, co dość mocno winduje ceny. Od kilku lat kolekcjonerstwo zmienia swoje oblicze. Pojawił się internet. Za jego pośrednictwem kolekcjonerzy realizują coraz więcej transakcji.

Hobby dla zamożnych
- Monety to najlepsza lokata, jaką znam - uważa Adam Suchanek, założyciel Gdańskiego Gabinetu Numizmatycznego. - Od kilkudziesięciu lat na tym rynku nic się nie zmieniło. Trudno jest o towar, bardzo łatwo o klienta. Popyt przewyższa podaż, dlatego nie mam żadnych problemów ze sprzedażą monet - przyznaje Suchanek.
Ceny numizmatów stale idą w górę. Najcenniejsze monety można kupić na aukcjach stacjonarnych organizowanych przez kilka liczących się na rynku firm, m.in. Warszawskie Centrum Numizmatyczne, Poznański Dom Aukcyjny, Polskie Towarzystwo Numizmatyczne i Gdański Gabinet Numizmatyczny. Rocznie aukcje te osiągają obroty rzędu 10 mln zł.
Nie należy także lekceważyć prywatnego handlu monetami. Każda poważna aukcja przyciąga rzesze kolekcjonerów, którzy handlują między sobą w sposób mniej sformalizowany. Adam Suchanek uważa, że sumaryczna wartość prywatnych transakcji dorównuje tym realizowanym podczas aukcji.
Największym zainteresowaniem cieszą się obecnie monety z okresu Polski królewskiej, głównie denary i trojaki. Sporo chętnych jest także na numizmaty z okresu Polski stanisławowskiej, Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego.
- Wysokie ceny osiągają duże monety talarowe. Do niedawna brakowało fachowej literatury dotyczącej monet średniowiecznych i banknotów. Luka ta powoli się wypełnia, dzięki czemu również ta część rynku numizmatycznego ma szanse dynamicznie się rozwijać - mówi Robert Buczak, współwłaściciel Warszawskiego Centrum Numizmatycznego. Ceny najcenniejszych egzemplarzy nierzadko przekraczają 100 tys. zł. Nic więc dziwnego, że numizmatyka to hobby dla zamożnych. Robert Buczak podkreśla, że coraz więcej ludzi łączy swoją pasję z zarabianiem pieniędzy.

Ucieczka w sieć
Adam Korc, prezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Filatelistów, szacuje, że roczna wartość rynku filatelistycznego to 10-15 mln zł. Dotyczy to rynku aukcyjnego, giełdowego i antykwarycznego. Prywatny obrót znaczkami trudno zdiagnozować, ale zdaniem prezesa wart jest kolejne kilka milionów złotych.
- Po wejściu Polski do Unii Europejskiej wzrosło zainteresowanie polskimi znaczkami, zwłaszcza tymi drogimi, z górnej półki - mówi Adam Korc. Kolekcjonerzy poszukują znaczków unikatowych i - co charakterystyczne dla filatelistyki - z błędami.
- Ogromnym powodzeniem cieszą się znaczki z wczesnej epoki PRL-u, drukowane do 1950 roku. Kolekcjonerzy polują też na eksponaty z okresu Polski międzywojennej, listy lotnicze oraz znaczki z serii Historia Polski - wylicza Adam Korc.
Prezes PZF radzi też inwestować w znaczki najdroższe. Ceny tych ze średniej półki od pewnego czasu utrzymują się na stałym poziomie.
Jednym z najbardziej poszukiwanych znaczków jest Polska nr 1, drukowany od 1860 r. do 1918 r. Jego cena zależy od unikatowości oraz poczty, która go emitowała. Za najdroższe uchodzą te ze stemplem poczty warszawskiej. Ich cena zaczyna się od kilkuset złotych. Najcenniejsze egzemplarze kosztują powyżej 20 tys. zł.
- Na ponad 10 tys. zł wyceniany jest też znaczek wydrukowany w kwietniu 1924 roku o nominale 2 mln marek. W obiegu był zaledwie 3 dni - wyjawia Adam Korc.
Takie znaczki nie tracą na wartości. Za kilka lat z pewnością będzie je można sprzedać z zyskiem.
W Polsce nie ma jednak tradycji organizowania aukcji filatelistycznych. Imprezy tego typu organizowane są raz na kilka lat. - W ciągu kilku lat większość transakcji sprzedaży i wymiany znaczków pocztowych realizowana będzie za pośrednictwem internetu - prognozuje Adam Korc. W ostatnich latach powstało kilkanaście liczących się filatelistycznych sklepów internetowych.

Polskie książki w cenie
Starodrukami handluje się głównie na aukcjach stacjonarnych. Zdecydowanie najszerszą ofertę ma warszawski antykwariat Lamus. W poszukiwaniu ciekawych pozycji warto także zajrzeć do krakowskich antykwariatów - Naukowego, antykwariatu Wójtowicz i Rara Avis oraz Bydgoskiego Antykwariatu Naukowego. - Coraz więcej starych książek trafia na aukcje internetowe, głównie na Allegro, jednak trudno znaleźć tam coś naprawdę wartościowego - przyznaje Juliusz Kłosiński, właściciel warszawskiego antykwariatu Atticus. - W wypadku starych eksponatów ważny jest bowiem profesjonalny opis katalogowy, a tego niestety brakuje w opisach internetowych - tłumaczy.
Wartość rynku starodruków Juliusz Kłosiński szacuje ostrożnie na 10 mln zł. Co się sprzedaje? Kolekcjonerzy poszukują przede wszystkim starodruków w języku polskim: kronik, zielników, druków astronomicznych, wczesnych druków krakowskich z XVI wieku z oficyn Jana Hallera, Wierzbięty, Unglera i Wietora.
- Rośnie również popyt na stare atlasy - mówi Andrzej Osełko, właściciel antykwariatu Lamus.
Wzrastają ceny druków z epoki stanisławowskiej: Kołłątaja, Staszica i Konarskiego. Ich ceny wahają się od 1 tys. do 3 tys. zł. Andrzej Osełko prognozuje, że w najbliższym czasie wzrosną ceny zwłaszcza superekslibrisów, książek z bibliotek sławnych ludzi, w pięknych oprawach, ilustrowanych i zachowanych w bardzo dobrym stanie.
- Chronica Polonorum Macieja z Miechowa na początku lat 90. warta była około 20 tys. zł. Obecnie kolekcjonerzy gotowi są zapłacić za nią nawet 80 tys. zł. W ciągu kilkunastu lat wartość dzieł astronomicznych Jana Heweliusza z XVII wieku wzrosła z 20 tys. do 100 tys. zł - wylicza Andrzej Osełko. Te zmiany dobitnie uwidoczniają, że starodruki są nie tylko przedmiotem uwielbienia kolekcjonerów, ale również trafioną inwestycją.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...