Trudny wybór
Dodano:
Jeśli zdecydować się na lokowanie pieniędzy w funduszu inwestycyjnym, to na dłużej
Czy inwestować w fundusze? Tak! Coraz więcej osób nie ma co do tego wątpliwości. Problemem jest jedynie odpowiedź na pytanie, który wybrać, bo oferta jest coraz bogatsza.
Zanim kupimy jednostki, należy zastanowić się nad skłonnością do ryzyka. Jeżeli takiej cechy nie mamy, odpowiedź jest prosta - trzeba wybrać fundusze rynku pieniężnego, bo o tym, że na funduszach obligacyjnych można również stracić, przekonało się już sporo osób.
Niestety, kto nie ryzykuje, ten nie może liczyć na duże profity z inwestycji. Warto więc zastanowić się nad własnymi skłonnościami, określić satysfakcjonujący nas poziom zysku i czas, w jakim chcemy go osiągnąć. Inaczej bowiem oszczędza się na dodatkową emeryturę, a w inny sposób na dom czy nowy samochód. Jedno jest pewne - fundusze, poza pieniężnymi, nie są dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy planują wypłatę pieniądzy za kilka tygodni. Ewentualne zyski mogą wtedy pochłonąć prowizje.
Na dłużej, czyli na kilka lub kilkanaście miesięcy, można zainwestować w fundusze ochrony kapitału lub papierów dłużnych. W krótkim czasie ciężko jest pomnożyć pieniądze w widoczny sposób. Jeśli koniunktura na rynku akcji jest wyjątkowo sprzyjająca, warto pokusić się o wybór funduszu inwestującego niewielką część portfela, np. 20 proc., na giełdzie. W miarę wzrostu poziomu akceptowanego ryzyka i wydłużenia horyzontu inwestycji można wybierać między funduszami stabilnego wzrostu a zrównoważonymi i akcyjnymi.
Nie ma wątpliwości, że szanse na najwyższą stopę zwrotu mamy, kupując jednostki funduszy akcyjnych. Specjaliści rekomendują je głównie jako inwestycje długoterminowe, bo jeśli nawet w międzyczasie trafimy na bessę, będzie czas na odrobienie strat. Nie warto więc panikować i umarzać jednostek pod wpływem impulsu i dekoniunktury. Najlepiej powinni to wiedzieć inwestorzy, którzy kupowali jednostki pierwszego na polskim rynku funduszu - Pioneera Zrównoważonego w 1992 r., a po krachu na giełdzie w 1994 r. masowo je umarzali - często z bardzo dużymi stratami. Gdyby nie ulegli panice, dziś ich oszczędności, mimo dużego wówczas załamania na rynku, i tak powiększyłyby się o 1300 proc.
Ze względu na wysokie ryzyko nie powinno się lokować wszystkich oszczędności w funduszach akcyjnych. 50-80 proc. to i tak dużo. Resztę można zainwestować w tych bezpieczniejszych: pieniężnych lub papierów dłużnych. One są też najlepszą ochroną naszych oszczędności wtedy, gdy zaczynamy myśleć o wycofaniu pieniędzy z inwestycji.
Dla jednych pokusa sporych zysków jest wystarczająco duża, aby ponieść ryzyko, inni wolą mniejsze, ale pewniejsze profity. Określenie własnego profilu, czasu inwestycji i celu to nie wszystko. Zdarza się, że fundusze należące do jednej grupy przynoszą bardzo różne zyski. Wiele zależy bowiem nie tylko od umiejętności zarządzającego, ale i polityki inwestycyjnej. Jedne fundusze akcyjne inwestują niemal wszystkie aktywa w akcje, inne tylko 80 proc. W trakcie hossy te pierwsze mają oczywiście znacznie większe szanse na lepsze wyniki.
Z polityką inwestycyjną wiąże się również charakter inwestycji. Są fundusze, które zawsze lokują pieniądze w bardzo stabilnych spółkach, o mocnych podstawach fundamentalnych, i takie, które decydują się na inwestycje bardziej ryzykowne, wykorzystując rynkowe pięć minut mniejszych firm. Aby wybrać najodpowiedniejszy, trzeba więc poświęcić trochę czasu i zapoznać się z przyjętą przez fundusz strategią opisaną w prospekcie informacyjnym.
Wielu inwestorów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych kieruje się też historycznymi wynikami funduszy, mimo że nie są one gwarancją powtórzenia ich w przyszłości. Aby mieć pewność co do trafności wyboru, warto sprawdzić, czy dany fundusz wypracował dobre wyniki nie tylko w ostatnim miesiącu lub kwartale, ale również w ciągu kilku lat. Czy wzrost wartości jego jednostek jest stabilny, czy może być tylko przypadkowy, jednorazowy. W ocenie może pomóc wiele wskaźników np. odchylenie standardowe lub wskaźnik Sharpe’a. Dzięki odchyleniu standardowemu możemy się zorientować, jaka jest miara ryzyka danego funduszu. Im odchylenie jest mniejsze, tym fundusz zarządzany jest bezpieczniej. Jeżeli przy tym osiąga zadowalające nas wyniki, możemy spokojnie kupić jego jednostki. Natomiast mało jeszcze popularny w Polsce wskaźnik Sharpe’a służy nie tylko ocenie funduszu, ale również umiejętności zarządzających.
Oba nie są wprawdzie łatwe do policzenia dla przeciętnego inwestora, ale dociekliwi mogą skorzystać z publikowanych wskaźników na stronach portalu www.fundi.pl lub kalkulatora pod adresem www.bossa.pl. Potem pozostanie tylko podjęcie ostatecznej decyzji, kupno jednostek i trzymanie kciuków za zarządzających, którzy wykonają resztę pracy.
Zanim kupimy jednostki, należy zastanowić się nad skłonnością do ryzyka. Jeżeli takiej cechy nie mamy, odpowiedź jest prosta - trzeba wybrać fundusze rynku pieniężnego, bo o tym, że na funduszach obligacyjnych można również stracić, przekonało się już sporo osób.
Niestety, kto nie ryzykuje, ten nie może liczyć na duże profity z inwestycji. Warto więc zastanowić się nad własnymi skłonnościami, określić satysfakcjonujący nas poziom zysku i czas, w jakim chcemy go osiągnąć. Inaczej bowiem oszczędza się na dodatkową emeryturę, a w inny sposób na dom czy nowy samochód. Jedno jest pewne - fundusze, poza pieniężnymi, nie są dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy planują wypłatę pieniądzy za kilka tygodni. Ewentualne zyski mogą wtedy pochłonąć prowizje.
Na dłużej, czyli na kilka lub kilkanaście miesięcy, można zainwestować w fundusze ochrony kapitału lub papierów dłużnych. W krótkim czasie ciężko jest pomnożyć pieniądze w widoczny sposób. Jeśli koniunktura na rynku akcji jest wyjątkowo sprzyjająca, warto pokusić się o wybór funduszu inwestującego niewielką część portfela, np. 20 proc., na giełdzie. W miarę wzrostu poziomu akceptowanego ryzyka i wydłużenia horyzontu inwestycji można wybierać między funduszami stabilnego wzrostu a zrównoważonymi i akcyjnymi.
Nie ma wątpliwości, że szanse na najwyższą stopę zwrotu mamy, kupując jednostki funduszy akcyjnych. Specjaliści rekomendują je głównie jako inwestycje długoterminowe, bo jeśli nawet w międzyczasie trafimy na bessę, będzie czas na odrobienie strat. Nie warto więc panikować i umarzać jednostek pod wpływem impulsu i dekoniunktury. Najlepiej powinni to wiedzieć inwestorzy, którzy kupowali jednostki pierwszego na polskim rynku funduszu - Pioneera Zrównoważonego w 1992 r., a po krachu na giełdzie w 1994 r. masowo je umarzali - często z bardzo dużymi stratami. Gdyby nie ulegli panice, dziś ich oszczędności, mimo dużego wówczas załamania na rynku, i tak powiększyłyby się o 1300 proc.
Ze względu na wysokie ryzyko nie powinno się lokować wszystkich oszczędności w funduszach akcyjnych. 50-80 proc. to i tak dużo. Resztę można zainwestować w tych bezpieczniejszych: pieniężnych lub papierów dłużnych. One są też najlepszą ochroną naszych oszczędności wtedy, gdy zaczynamy myśleć o wycofaniu pieniędzy z inwestycji.
Dla jednych pokusa sporych zysków jest wystarczająco duża, aby ponieść ryzyko, inni wolą mniejsze, ale pewniejsze profity. Określenie własnego profilu, czasu inwestycji i celu to nie wszystko. Zdarza się, że fundusze należące do jednej grupy przynoszą bardzo różne zyski. Wiele zależy bowiem nie tylko od umiejętności zarządzającego, ale i polityki inwestycyjnej. Jedne fundusze akcyjne inwestują niemal wszystkie aktywa w akcje, inne tylko 80 proc. W trakcie hossy te pierwsze mają oczywiście znacznie większe szanse na lepsze wyniki.
Z polityką inwestycyjną wiąże się również charakter inwestycji. Są fundusze, które zawsze lokują pieniądze w bardzo stabilnych spółkach, o mocnych podstawach fundamentalnych, i takie, które decydują się na inwestycje bardziej ryzykowne, wykorzystując rynkowe pięć minut mniejszych firm. Aby wybrać najodpowiedniejszy, trzeba więc poświęcić trochę czasu i zapoznać się z przyjętą przez fundusz strategią opisaną w prospekcie informacyjnym.
Wielu inwestorów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych kieruje się też historycznymi wynikami funduszy, mimo że nie są one gwarancją powtórzenia ich w przyszłości. Aby mieć pewność co do trafności wyboru, warto sprawdzić, czy dany fundusz wypracował dobre wyniki nie tylko w ostatnim miesiącu lub kwartale, ale również w ciągu kilku lat. Czy wzrost wartości jego jednostek jest stabilny, czy może być tylko przypadkowy, jednorazowy. W ocenie może pomóc wiele wskaźników np. odchylenie standardowe lub wskaźnik Sharpe’a. Dzięki odchyleniu standardowemu możemy się zorientować, jaka jest miara ryzyka danego funduszu. Im odchylenie jest mniejsze, tym fundusz zarządzany jest bezpieczniej. Jeżeli przy tym osiąga zadowalające nas wyniki, możemy spokojnie kupić jego jednostki. Natomiast mało jeszcze popularny w Polsce wskaźnik Sharpe’a służy nie tylko ocenie funduszu, ale również umiejętności zarządzających.
Oba nie są wprawdzie łatwe do policzenia dla przeciętnego inwestora, ale dociekliwi mogą skorzystać z publikowanych wskaźników na stronach portalu www.fundi.pl lub kalkulatora pod adresem www.bossa.pl. Potem pozostanie tylko podjęcie ostatecznej decyzji, kupno jednostek i trzymanie kciuków za zarządzających, którzy wykonają resztę pracy.