Kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty
Dodano:
O koniunkturze na krajowym rynku papierów wartościowych decydują czynniki ogólnoświatowe
Post hoc, ergo propter hoc - łac.: po tym, więc z powodu tego - to błąd logiczny, który powstaje wtedy, gdy ktoś bezpodstawnie twierdzi, że coś było przyczyną jakiegoś zjawiska tylko i wyłącznie na podstawie tego, że poprzedzało ono to zjawisko. Doskonałą okazję do popełniania tego błędu dały giełdowym komentatorom ostatnie wydarzenia na krajowym rynku. W październiku ceny akcji zanotowały największy od kwietnia tego roku spadek (WIG-20 -7,1 proc.). Równocześnie na rynku obligacji skarbowych nastąpił największy od stycznia 2004 wzrost rentowności obligacji (+0,46 pkt. proc. dla 5-latek). Jeśli uwzględnić sytuację na rynku akcji i obligacji łącznie, październik był najgorszym miesiącem od jesieni 2003 roku.
Najsłabsze zachowanie rynków od dwóch lat wymaga wytłumaczenia. Powszechnie wiązano je z negatywną reakcją inwestorów na załamanie się rozmów pomiędzy PiS a PO. Na pierwszy rzut oka historia ta wygląda przekonująco. Zastąpienie "liberalnej" Platformy Obywatelskiej przez "populistyczną" Samoobronę w roli de facto członka koalicji rządowej całkowicie zaskoczyło analityków. Wyglądało też szczególnie niepokojąco dla inwestorów zagranicznych.
Problem w tym, że powyższa interpretacja - nazwijmy ją "zapieckową" - całkowicie abstrahuje od tego, co w minionych tygodniach działo się na rynkach światowych. By nie szukać daleko, przyjrzyjmy się temu, co ostatnio działo się w Niemczech. Otóż tak się składa, że frankfurcki DAX 30 także zanotował w październiku największy miesięczny spadek od kwietnia tego roku, a na rynku obligacji w strefie euro październikowy wzrost rentowności był najsilniejszym od stycznia 2004. Ceny niemieckich akcji zaczęły spadać 4 października, a zakończenie zniżki nastąpiło 27 października. Dla porównania spadek WIG rozegrał się pomiędzy... 4 a 27 października, po czym zgodnie z globalnym wzorcem krajowy rynek akcji rozpoczął gwałtowne odrabianie strat. Nawiasem mówiąc, postawiło to zwolenników "zapieckowej" teorii krajowego rynku przed trudnym zadaniem wytłumaczenia nagłej zmiany zachowania inwestorów. Rozwiązali je, odwołując się do starej giełdowej zasady "kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty". Gwałtowną woltę rynku akcji z przełomu października i listopada znacznie łatwiej jednak zrozumieć, zwracając uwagę na prosty fakt, że agresywnie odrabiać straty zaczęły wtedy praktycznie wszystkie rynki akcji na świecie.
Identycznie przedstawia się sytuacja z rynkiem obligacji. Globalny wzrost ich rentowności, który nastąpił w ciągu minionych dwóch miesięcy, był najsilniejszy od wiosny 2004 roku. Jeszcze 21 września rentowność niemieckich obligacji ustanawiała historyczne minimum: 3,02 proc. dla 10-latek. Tak niską rentowność na niemieckim rynku finansowym po raz ostatni można było zaobserwować w okresie bezpośrednio poprzedzającym I wojnę światową. Jednakże już kilka tygodni później rentowność niemieckich papierów wzrosła do najwyższego poziomu od kwietnia. Dokładnie tak samo zachował się polski rynek obligacji: jeszcze 21 września rentowność skarbowych 10-latek wynosiła rekordowo niskie 4,39 proc., 7 listopada było to już 5,65 proc. (najwięcej od marca). Oczywiście w obecnej sytuacji o obniżkach stóp RPP (4,5 proc.) można zapomnieć, a jeśli rada będzie zwlekać z zaostrzeniem polityki pieniężnej, stworzy to doskonałe warunki do hossy na rynku walutowym.
Jeśli odrzucimy hipotezę, że ostatnie zawirowania na globalnym rynku były spowodowane wydarzeniami politycznymi, dochodzimy do wniosku, że dalszy rozwój koniunktury na krajowym rynku też będzie zdeterminowany w znacznie większym stopniu czynnikami o charakterze ogólnoświatowym, a przynajmniej ogólnoeuropejskim. Ostatnie załamanie cen obligacji na świecie wywołał szokująco wysoki skok inflacji w USA, do którego doszło we wrześniu po huraganie Katrina. Inwestorzy zrozumieli, że stopy FED będą musiały rosnąć dłużej i wyżej, niż wcześniej zakładali. Z kolei w strefie euro seria lepszych od oczekiwań wyników gospodarczych - szczególnie Niemiec - uświadomiła inwestorom, że na dłuższą metę rekordowo niskie rentowności obligacji nie są uzasadnione.
Końca rozpoczętej we wrześniu fazy wzrostu rentowności obligacji w naszym kraju nie należy oczekiwać, dopóki nie zakończy się analogiczny trend na rynkach strefy euro. Dobrym sygnałem do zakupów obligacji wydaje się pierwsza od 2000 roku podwyżka stóp ECB, na co zanosi się w 2006 r.
Jeśli chodzi o koniunkturę gospodarczą i rynek akcji, negatywne efekty obecnego wzrostu długoterminowych stóp ujawnią się wyraźnie dopiero pod koniec przyszłego roku. Sądzę, że obecna korekta cen akcji będzie miała ciąg dalszy, ale ewentualne pogłębienie spadków może zostać wykorzystane do zajmowania spekulacyjnych pozycji na rynku akcji przed kolejną falą wzrostów, które na wiosnę powinny wyprowadzić WIG do nowych szczytów.
Najsłabsze zachowanie rynków od dwóch lat wymaga wytłumaczenia. Powszechnie wiązano je z negatywną reakcją inwestorów na załamanie się rozmów pomiędzy PiS a PO. Na pierwszy rzut oka historia ta wygląda przekonująco. Zastąpienie "liberalnej" Platformy Obywatelskiej przez "populistyczną" Samoobronę w roli de facto członka koalicji rządowej całkowicie zaskoczyło analityków. Wyglądało też szczególnie niepokojąco dla inwestorów zagranicznych.
Problem w tym, że powyższa interpretacja - nazwijmy ją "zapieckową" - całkowicie abstrahuje od tego, co w minionych tygodniach działo się na rynkach światowych. By nie szukać daleko, przyjrzyjmy się temu, co ostatnio działo się w Niemczech. Otóż tak się składa, że frankfurcki DAX 30 także zanotował w październiku największy miesięczny spadek od kwietnia tego roku, a na rynku obligacji w strefie euro październikowy wzrost rentowności był najsilniejszym od stycznia 2004. Ceny niemieckich akcji zaczęły spadać 4 października, a zakończenie zniżki nastąpiło 27 października. Dla porównania spadek WIG rozegrał się pomiędzy... 4 a 27 października, po czym zgodnie z globalnym wzorcem krajowy rynek akcji rozpoczął gwałtowne odrabianie strat. Nawiasem mówiąc, postawiło to zwolenników "zapieckowej" teorii krajowego rynku przed trudnym zadaniem wytłumaczenia nagłej zmiany zachowania inwestorów. Rozwiązali je, odwołując się do starej giełdowej zasady "kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty". Gwałtowną woltę rynku akcji z przełomu października i listopada znacznie łatwiej jednak zrozumieć, zwracając uwagę na prosty fakt, że agresywnie odrabiać straty zaczęły wtedy praktycznie wszystkie rynki akcji na świecie.
Identycznie przedstawia się sytuacja z rynkiem obligacji. Globalny wzrost ich rentowności, który nastąpił w ciągu minionych dwóch miesięcy, był najsilniejszy od wiosny 2004 roku. Jeszcze 21 września rentowność niemieckich obligacji ustanawiała historyczne minimum: 3,02 proc. dla 10-latek. Tak niską rentowność na niemieckim rynku finansowym po raz ostatni można było zaobserwować w okresie bezpośrednio poprzedzającym I wojnę światową. Jednakże już kilka tygodni później rentowność niemieckich papierów wzrosła do najwyższego poziomu od kwietnia. Dokładnie tak samo zachował się polski rynek obligacji: jeszcze 21 września rentowność skarbowych 10-latek wynosiła rekordowo niskie 4,39 proc., 7 listopada było to już 5,65 proc. (najwięcej od marca). Oczywiście w obecnej sytuacji o obniżkach stóp RPP (4,5 proc.) można zapomnieć, a jeśli rada będzie zwlekać z zaostrzeniem polityki pieniężnej, stworzy to doskonałe warunki do hossy na rynku walutowym.
Jeśli odrzucimy hipotezę, że ostatnie zawirowania na globalnym rynku były spowodowane wydarzeniami politycznymi, dochodzimy do wniosku, że dalszy rozwój koniunktury na krajowym rynku też będzie zdeterminowany w znacznie większym stopniu czynnikami o charakterze ogólnoświatowym, a przynajmniej ogólnoeuropejskim. Ostatnie załamanie cen obligacji na świecie wywołał szokująco wysoki skok inflacji w USA, do którego doszło we wrześniu po huraganie Katrina. Inwestorzy zrozumieli, że stopy FED będą musiały rosnąć dłużej i wyżej, niż wcześniej zakładali. Z kolei w strefie euro seria lepszych od oczekiwań wyników gospodarczych - szczególnie Niemiec - uświadomiła inwestorom, że na dłuższą metę rekordowo niskie rentowności obligacji nie są uzasadnione.
Końca rozpoczętej we wrześniu fazy wzrostu rentowności obligacji w naszym kraju nie należy oczekiwać, dopóki nie zakończy się analogiczny trend na rynkach strefy euro. Dobrym sygnałem do zakupów obligacji wydaje się pierwsza od 2000 roku podwyżka stóp ECB, na co zanosi się w 2006 r.
Jeśli chodzi o koniunkturę gospodarczą i rynek akcji, negatywne efekty obecnego wzrostu długoterminowych stóp ujawnią się wyraźnie dopiero pod koniec przyszłego roku. Sądzę, że obecna korekta cen akcji będzie miała ciąg dalszy, ale ewentualne pogłębienie spadków może zostać wykorzystane do zajmowania spekulacyjnych pozycji na rynku akcji przed kolejną falą wzrostów, które na wiosnę powinny wyprowadzić WIG do nowych szczytów.