Nadzieja i złudzenia

Dodano:
Były dyrektor Polskiej Żeglugi Morskiej, który wyprowadził poza zasięg Skarbu Państwa ogromny majątek państwowej firmy (pisaliśmy o tym w nr. 17/2004), został doradcą nowego premiera. Ciekawe, co będzie doradzał w prawnym i sprawiedliwym państwie.
Premier z kolei podkreśla, że w przeszłości państwo się nie sprawdziło i ma już 480 mld zł długu. Tymczasem jego słynna kotwica (to wpływ doradcy z PŻM?) budżetowa oznacza według eksperta Wojciecha Misiąga następne 140 mld zł długu. Szef gabinetu politycznego, który czeka na proces, jest według swojego ministra „godny zaufania”. W ramach programu tanie państwo w ekspresowym tempie rozbudowuje się korpus doradców politycznych, w tym w kancelarii premiera. Takich doniesień we Wprost, Gazecie Wyborczej i innych mediach jest coraz więcej.
Co w takiej sytuacji ma robić uczestnik życia gospodarczego? Wierzyć, że podatki będą niższe, a przepisy prostsze i korupcja mniejsza? Czy wierzyć temu, co czyta. Kto ma rację? Nietzsche („Nadzieja jest największym złem, gdyż przedłuża męczarnie człowieka”) czy Fuller („Wielkie nadzieje czynią wielkich ludzi”)?
„Wszystko, co dzieje się na świecie, dzieje się dzięki nadziei. Żaden kupiec i sprzedawca nie zabrałby się do pracy, gdyby nie miał nadziei, że zbierze plon” - zauważył Luter. Kiedy więc czyta się wywiad z mecenasem Janem Stefanowiczem (s. 16), z którego wynika, że państwo notorycznie łamie konstytucję, prowadząc swoje przedsiębiorstwa i utrzymując nieruchomości, trzeba mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Trzeba mieć nadzieję jak Hindusi, którzy prowadzą dziesiątki biznesów w Polsce (s. 22), nawet trzeba mieć nadzieję, jak ci wszyscy uczestnicy konkursów komórkowych i telewizyjnych, którzy dają się naciągać na wysyłanie SMS-ów (s. 20).
Trzeba mieć więc nadzieję, ale nie należy mieć złudzeń.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...