Kompromis czy konfrontacja?
Słowa te padły na kilka godzin przed kluczowym posiedzeniem zarządu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), na którym ma zapaść decyzja, czy sprawa programu jądrowego zostanie skierowana do Rady Bezpieczeństwa ONZ. To mogłoby okazać się jednoznaczne z uchwaleniem przez RB ONZ sankcji wobec Iranu.
"Chcielibyśmy uniknąć włączenia do sprawy RB ONZ. Odesłanie naszego dossier do Rady nie będzie jednak końcem świata - przede wszystkim oznaczać może jednak uruchomienie przez Zachód procesu konfrontacji, sprzecznego zarówno z ich, jak i naszymi interesami" - powiedział Waidi. Dodał, że odesłanie sprawy do Nowego Jorku będzie decyzją polityczną, a także - dotyczącą bezpieczeństwa Iranu. Stąd też - zaznaczył - "nasza reakcja będzie stosowna do nowej sytuacji".
Irański wysłannik ostrzegł wprost: "Zachód zdaje sobie sprawę z naszych wpływów zarówno w Iraku, jak i w Palestynie, Libanie czy Afganistanie. Mamy nadzieję, że decyzja (Zachodu) nie zaważy na naszym wspólnym interesie zapewnienia spokoju i stabilizacji w całym tym regionie".
Jak pisze AFP, w Teheranie w niedzielę główny irański negocjator w kwestiach nuklearnych Ali Laridżani nie wykluczył natomiast użycia przez Teheran "naftowej broni" w razie pogłębienia się kryzysu. Zaznaczył też, że jeśli sprawa programu nuklearnego Iranu zostanie przekazana Radzie Bezpieczeństwa ONZ, to Teheran wznowi wzbogacanie uranu "na dużą skalę".
Iran utrzymuje, że wzbogaconego uranu potrzebuje do celów cywilnych. Wykorzystania przez Iran wzbogaconego uranu w innych celach - głównie wojskowych - obawiają się Stany Zjednoczone i Unia Europejska. W ubiegłym tygodniu fiaskiem zakończyły się dwie tury rozmów ostatniej szansy - w Moskwie, dotyczące przeniesienia na rosyjskie terytorium irańskich zakładów wzbogacania uranu i w Wiedniu - negocjacje Iranu z unijną trójką (W. Brytania, Francja i Niemcy) w sprawie kompromisowego załagodzenia sporu.
pap, em