Głosuję na zaufanie

Dodano:
Frekwencja wyborcza spada w Polsce od lat. Powodów jest wiele, ale najważniejszym jest bez wątpienia rozczarowanie polską polityką.
Propozycja Instytutu Spraw Publicznych to krok w dobrym kierunku, ale przyniesie niewielki efekt. Przewidywania, że w wyborach z pomocy pełnomocników skorzystają 2 mln osób, są zbyt optymistyczne, biorąc pod uwagę, że w ostatnich wyborach parlamentarnych wzięło udział nieco ponad 12 mln Polaków. Dużo efektywniejszą zmianą byłoby wprowadzenie możliwości głosowania przez internet. W pierwszych na świecie e-wyborach przeprowadzonych w Estonii wziął udział 1 proc. uprawnionych do głosowania. W przypadku Polski oznaczałoby to dodatkowe 300 tys. głosów. Biorąc pod uwagę zamiłowanie Polaków do technicznych nowości (codziennie lub prawie codziennie korzysta z sieci już 47,4 proc. z nas), ale też ułatwiania sobie życia, można mieć nadzieję, że liczba e-wyborców szybko by się zwiększała. Czym innym jest w końcu półgodzinna wycieczka do najbliższego lokalu wyborczego podczas kapryśnej pogody, a czym innym kliknięcie myszką.

Aby skutecznie zwiększyć dotychczasową, nikłą frekwencję w wyborach zmianie musi jednak ulec przede wszystkim stosunek obywateli do władzy. Wielu wyborców jest przekonanych, że jeden ich głos nie ma znaczenia. Do władzy znów dojdą "oni". Sytuacja w kraju się nie zmieni. Odbudowa zaufania do polityki może trwać wiele lat, ale tylko ona spowoduje, że wyborcza frekwencja ustabilizuje się na poziomie nie przynoszącym wstydu naszej demokracji.

Anna Pająk

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...