Pasja życia
Dodano:
Alejandro Gonzalez Inarritu jest jak doktor trzymający rękę na pulsie świata. "Babel", najnowszy film tego reżysera, dowodzi, że mamy do czynienia z lekarzem najwyższej klasy.
Historia ludzkości zatacza koło - zdaje się mówić swoim filmem Inarritu. Jednym z pierwszych epizodów naszej przeszłości była budowa wieży Babel. Nigdy nie ukończona, bowiem Bóg nie zezwolił, aby ludzie zjednoczyli wokół projektu wymierzonego w niego. Pomieszał im języki i wszyscy rozpierzchli się po całym świecie. Ale teraz zaczynają się schodzić ponownie i ponownie wznoszą wieżę Babel. Choć teraz nie jest ona już fizyczną, namacalną konstrukcją - jest raczej ideą, wokół skupia się coraz więcej osób. Pięknie pokazaną w filmie "Babel".
Współczesną wieżą Babel jest globalizacja - tak przynajmniej widzi to Inarritu. Reżyser fantastycznie pokazuje, że drobne wydarzenie w Maroku ma swoje reperkusje w dalekim Meksyku, a rozwój sytuacji na północnoafrykańskich bezdrożach obserwujemy na ekranach telewizorów w Tokio. W ten sposób film rewelacyjnie oddaje życie we współczesnym świecie, który szybkie samoloty, telewizja satelitarna, komputery i komórki zmieniły w globalną wioskę. Ludzi łączy coraz więcej - jeszcze nie mówią jednym językiem, ale coraz bardziej żyją w tym samym rytmie. Co jest właśnie ta współczesna wieża Babel - w dodatku wznoszona w imponującym tempie.
Reżyser nie stawia w filmie żadnych diagnoz - nie spekuluje, czy ten współczesny Babel jest wznoszony przeciw, czy na chwałę Boga, nie próbuje przewidywać, jak jego budowa się zakończy. Po prostu snując równocześnie cztery historie pokazuje mechanizmy tworzące nasze codzienne życie. Dzięki temu mamy film wielowarstwowy, umożliwiający wielorakość interpretacji, a jednocześnie świetnie opisujący współczesny nam świat. Ciąg dalszy każdy widz musi dopowiedzieć sobie sam. Albo poczekać na następne filmy Inarritu - znając bowiem jego wcześniejsze dokonania ("Amores Perros", "21 gramów") nie ma wątpliwości, że swoimi kolejnymi obrazami ten meksykański reżyser wróci do swego naczelnego tematu: jak żyje się ludziom w XXI wieku. Nie ma dziś twórcy, który zadawałby to pytanie równie często i z równą pasją.
Współczesną wieżą Babel jest globalizacja - tak przynajmniej widzi to Inarritu. Reżyser fantastycznie pokazuje, że drobne wydarzenie w Maroku ma swoje reperkusje w dalekim Meksyku, a rozwój sytuacji na północnoafrykańskich bezdrożach obserwujemy na ekranach telewizorów w Tokio. W ten sposób film rewelacyjnie oddaje życie we współczesnym świecie, który szybkie samoloty, telewizja satelitarna, komputery i komórki zmieniły w globalną wioskę. Ludzi łączy coraz więcej - jeszcze nie mówią jednym językiem, ale coraz bardziej żyją w tym samym rytmie. Co jest właśnie ta współczesna wieża Babel - w dodatku wznoszona w imponującym tempie.
Reżyser nie stawia w filmie żadnych diagnoz - nie spekuluje, czy ten współczesny Babel jest wznoszony przeciw, czy na chwałę Boga, nie próbuje przewidywać, jak jego budowa się zakończy. Po prostu snując równocześnie cztery historie pokazuje mechanizmy tworzące nasze codzienne życie. Dzięki temu mamy film wielowarstwowy, umożliwiający wielorakość interpretacji, a jednocześnie świetnie opisujący współczesny nam świat. Ciąg dalszy każdy widz musi dopowiedzieć sobie sam. Albo poczekać na następne filmy Inarritu - znając bowiem jego wcześniejsze dokonania ("Amores Perros", "21 gramów") nie ma wątpliwości, że swoimi kolejnymi obrazami ten meksykański reżyser wróci do swego naczelnego tematu: jak żyje się ludziom w XXI wieku. Nie ma dziś twórcy, który zadawałby to pytanie równie często i z równą pasją.