Qczaj przyznał, że był gwałcony przez pedofila. „Co niedzielę chodził do kościoła”
Już na wstępie Qczaj przyznał, że jest to najtrudniejszy post, jaki przyszło pisać mu do tej pory. „Jestem dzieckiem – mam chyba siedem, może osiem lat, za oknem słyszę donośne »szukam« – moi rówieśnicy bawią się w chowanego. Zaraz pewnie do nich dołączę, ale tymczasem siedzę w wannie trzęsąc się ze strachu, a w powietrzu czuć jeszcze zapach smarów samochodowych, farb, alkoholu, papierosów i potu” – napisał trener. „Jestem dzieckiem, mam siedem lat, siedzę nagi w wannie a widząc krew ociekającą pomiędzy obolałymi pośladkami boję się jeszcze bardziej” – dodał.
„Pedał, ciota, cipa"
Daniel Józek przyznał, że jego oprawca był przyjacielem rodziny, podrywaczem kobiet oraz „co niedzielę chodził do kościoła”. Po pewnym czasie Qczaj wyjechał do Krakowa, gdzie czuł się „inny”, o czym też przypominali mu koledzy ze szkolnej bursy. „Pedał, ciota, cipa – nie są to określenia które dowartościowują 16-latka, a w kimś z tak pokiereszowanym wnętrzem rozbudzą tylko jedną myśl – nie chcę już żyć” – napisał. Dodał także, że nienawidził się za wszystko, w tym za to, że zawiódł swoją matkę „prawdą o swojej orientacji”. „Dziś mama jest ze mnie dumna” – podkreślił.
Trener podkreślił, że radzono mu, by nie dzielił się swoimi doświadczeniami w mediach społecznościowych, ponieważ nie wszyscy mogliby zrozumieć jego wyznanie. „Gdy zaczęło się moje piekło miałem 7 lat, przez kolejne znosiłem upokorzenie i strach. Czego mam się dzisiaj bać? – że wyleją na mnie szambo zakrapiane święconą wodą? Dziś nie pozwolę skrzywdzić tego dziecka które nie miało wpływu na nic. Dziś pogodzony ze wszystkim co było i dumny z tego kim jestem, staję w prawdzie z Tobą i ze sobą” – napisał i zaznaczył, że jeśli ujawniona przez niego prawda uratuje chociaż jedno życie to będzie oznaczało, że „wszystko miało sens”.