„Ciężka jest korona i nie zabezpiecza przed bólem głowy”. Dr Sibora komentuje wywiad Meghan i Harry'ego

Dodano:
Książę Harry i Meghan Markle Źródło: Newspix.pl / ZUMA
W tym wywiadzie są prawdy, półprawdy i nieprawdy, kłamstwa. Mamy szereg takich wypowiedzi, które nie układają się w jedną całość – stwierdził dr Janusz Sibora w rozmowie z „Wprost”. Badacz dziejów dyplomacji oraz protokołu dyplomatycznego wskazał także, jaki cel przyświecał Harry'emu i Meghan, gdy zgodzili się na głośno komentowaną, ostatnią aktywność medialną.

Magdalena Frindt, „Wprost”: W jaki sposób ocenia Pan telewizyjne wystąpienie Harry’ego i Meghan u Oprah Winfrey? Czy to był wyreżyserowany spektakl, czy szczera rozmowa?

Dr Janusz Sibora: Dokonałem oceny tego programu, tego show jeszcze przed jego emisją. Postawiłem trochę inne pytanie: czemu ten wywiad ma służyć, dlaczego Harry i Meghan zdecydowali się na ten wywiad. Bo dlaczego telewizja i prowadząca się zdecydowały, to ja rozumiem. W tym wywiadzie mamy trzy strony i je powinniśmy przeanalizować. Mamy stację telewizyjną i prowadzącą, udzielających wywiadu, czyli ex-royalsów i mamy rodzinę królewską, która została tym wywiadem dotknięta.

Dobry zwyczaj dziennikarski każe skonfrontować wypowiedź jednej strony z wersją drugiej. Tutaj nie ma takiej formuły. W przypadku tego wywiadu mówimy o takim rodzaju rozrywki, który przybiera formę rozmowy kanapowej. To jest show biznes. Już po 30-sekundowych zwiastunach odniosłem wrażenie, że jest to starannie wyreżyserowane przedstawienie. Proszę przeanalizować muzykę, która została użyta. Ona wprowadzała już pewien klimat.

Wyreżyserowane elementy były niestosowne, wręcz natrętne. Szczególnie w tej części, gdy do rozmowy dołączył Harry. Takie melodramatyczne zachowanie – trzymanie się za ręce, jej ręka umieszczona na brzuchu, patrzenie sobie w oczy, to wszystko było wyraźnie wyreżyserowane. Warsztatowo nie podobały mi się jeszcze dograne materiały przygotowane u nich w domu, z kurkami, pieskiem. To jest wprowadzanie takiej narracji, która nie ma nic wspólnego z żywym, kościstym wywiadem.

Zupełnie niepotrzebne, ale również niestosowne, było wykorzystanie narracji o Dianie, czy publikowanie zdjęć Diany. My nie żyjemy w czasach Diany, ten wywiad nie dotyczy Diany. Budowanie tej paraboli z Dianą jest wysoce niestosowne. To było nastawione na wzbudzenie emocji.

Gdyby ten wywiad został przeprowadzony na żywo, zmieniłoby to Pana odbiór?

Tak, wtedy byłby bardziej autentyczny. W obecnej wersji nie wiemy, ile było cięć. Warto też zwrócić uwagę, że w sprawach istotnych głos zabierał Harry. Meghan co najwyżej relacjonowała jego rozmowy z nieokreślonymi członkami rodziny królewskiej, np. o tytule dla dziecka. Meghan była izolowana od tych rozmów, a jednocześnie to z jej ust padły najcięższe zarzuty.

Muszę powiedzieć, że prowadząca była słabo merytorycznie przygotowana do tego wywiadu i sposób, w jaki go prowadziła był nie do końca uczciwy. Grajmy w otwarte karty – powinno paść pytanie: Meghan, jakie masz relacje z ojcem, z rodzeństwem, dlaczego jesteś z nimi skonfliktowana, dlaczego oni się o tobie tak negatywnie wypowiadają? Te pytania nie padły. Trudno tu mówić o rzetelnym – celowo unikam słowa dziennikarstwie, bo za takie tego nie uważam – rzetelnym show.

Prowadząca nie korygowała również nieścisłości, a ich jest wiele. Pierwsza, która nasuwa mi się na myśl – Meghan żali się, że sama uczyła się hymnu. Nie do końca jest to prawdą, bo po zaręczynach była szkolona przez byłą sekretarkę królowej Elżbiety, Samanthę Cohen. Ten trening nie był udany, pojawiły się konflikty, ale nie jest prawdą, że Meghan nie miała pomocy. Ten 6-miesięczny „Duchess trening" nie został wspomniany, a odbył się.

Takich przykładów jest więcej?

Meghan mówi, że przed ślubem miała kontakt z biurem prasowym, czyli z osobami odpowiedzialnymi w pałacu za komunikację. Tam dostała instrukcje, jak się porozumiewać z mediami, czyli doskonale wiedziała, już w okresie po oświadczynach, jak wygląda kontakt z mediami i jak ten kontakt będzie dalej prowadzony. Ona powinna wiedzieć, że rodzina królewska jest instytucją państwową. Powinna mieć świadomość, że gdyby powiedziała coś nieodpowiedniego np. o Chinach albo Francji, to ma to konsekwencje dyplomatyczne. Wiemy, że rodzina królewska nie lubiła np. Trumpa i jakie były problemy z jego wizytą, jak to wszystko organizowano, a członkowie rodziny królewskiej musieli posługiwać się pewnymi wybiegami, żeby nie być na jakimś przyjęciu. Wchodzimy w świat dyplomacji. Meghan miała obsługę prasową, miała też szkolenie, więc przykład z hymnem jest mało wiarygodny.

W wywiadzie padły zdecydowanie bardziej poważne zarzuty, niż te dotyczące braku zagwarantowania przygotowania do wykonywania obowiązków członka rodziny królewskiej. Meghan wyraźnie stwierdziła, że nie mogła liczyć na wsparcie, gdy zmagała się z myślami samobójczymi.

Meghan mówiła, że nie miała się do kogo udać. Harry zna na wylot całą administrację pałacową, bo on w tej rodzinie jest od zawsze. Powinien pójść do ojca i przedstawić problem, a także wykorzystać struktury, które zna w ramach administracji.

Mamy wiele niespójności. W tym wywiadzie są prawdy, półprawdy i nieprawdy, kłamstwa. Mamy szereg takich wypowiedzi, które nie układają się w jedną całość. Podobnie wypowiedź Meghan na temat tytułu Archiego. Widziałem, że ona się po prostu w tym gubiła. Nawet nie wiem, czy zna różnicę między tytułem, a predykatem i czy potrafiłaby ją wyjaśnić. Trzeba operować faktami, a nie emocjami, bo to jest precyzyjniejsze.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...