Pilna akcja służb u Sławomira Cenckiewicza. „Ktoś postawił całe osiedle na nogi”

Dodano:
Sławomir Cenckiewicz Źródło: Newspix.pl / Piotr Matusewicz / PressFocus
Sławomir Cenckiewicz poinformował o akcji służb w swoim mieszkaniu. Były szef BBN ujawnił szczegółowe informacje.

W piątek 22 maja w prywatnym mieszkaniu Sławomira Cenckiewicza miała mieć miejsce kolejna z serii niewyjaśnionych interwencji policyjnych.

Były szef BBN twierdzi, że policjanci podjęli próbę przeszukania lokalu znajdującego się na ósmym piętrze, po otrzymaniu fałszywego zgłoszenia dotyczącego dziecka rzekomo wymagającego natychmiastowej pomocy. Zgłaszający miał również twierdzić, że w mieszkaniu doszło do pożaru.

Akcja służb u Sławomira Cenckiewicza. Nowe informacje

„Prowokatorzy sięgnęli również i po adres mojego prywatnego mieszkania i pod pozorem samobójstwa i zaczadzenia dzieci ściągnęli policję, straż pożarną a całe osiedle postawili na nogi!” – napisał Sławomir Cenckiewicz w mediach społecznościowych. Dodał, że „strażacy z dachu osiedla wbili się na balkon jego mieszkania”.

W rozmowie z TV Republiką, historyk doprecyzował, że „tuż przed godziną 15 otrzymał telefon od ochrony budynku, w którym mieszka”.

– Zostałem połączony najpierw z dowódcą grupy strażackiej, a później grupy interwencyjnej policyjnej. Dowiedziałem się, że przekazano informacje o dzieciach, które mają znajdować się w moim mieszkaniu, mieszkanie jest zadymione, czyli pewnie jest jakiś pożar. Straż pożarna odbiła się z dachu na balkon. Stwierdziła, że nic niepokojącego nie widać – opisywał.

Do przeszukania ostatecznie nie doszło. – Jestem wdzięczny, że pod moją nieobecność nikt nie wtargnął do mojego mieszkania. Takie prawo funkcjonariusze oczywiście posiadali. Natomiast zastosowano, jak mi powiedziano, odpowiedni sprzęt, który był w stanie, pomimo zamkniętych okien, drzwi balkonowych i drzwi wejściowych, sprawdzić, pewnie za pomocą jakichś czujników, czy w ogóle do takiej sytuacji, jaką zgłoszono, doszło – podkreślił były szef BBN.

Policja u Tomasza Sakiewicza i Jarosława Kaczyńskiego

Tydzień wcześniej (15 maja) w domu szefa TV Republika w Warszawie pojawili się funkcjonariusze policji. Jacek Wiśniewski, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji przekazał, że „służby otrzymały zgłoszenie, z którego wynikało, że osoba przebywająca w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza grozi odebraniem sobie życia”.

Z kolei w niedzielny wieczór 17 maja od służb zaroiło się pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Służby przekazały, że „akcja przeprowadzona przez funkcjonariuszy miała związek ze zgłoszeniem, jakie wpłynęło drogą elektroniczną na komendę policji, o podłożeniu ładunków wybuchowych w ogrodzie przed domem prezesa PiS.

— Mogę potwierdzić, że o godz. 22.20 mieliśmy takie zgłoszenie. Wiadomość o możliwym zagrożeniu życia, zdrowia i mienia wpłynęła drogą elektroniczną na skrzynkę mailową policji — przekazał w rozmowie z Onetem podkomisarz Jacek Wiśniewski, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. — Wskazanie dotyczyło jednej z posesji na Żoliborzu. Patrol funkcjonariuszy pojechał na miejsce, ale informacja o zagrożeniu się nie potwierdziła — dodał.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...