Kaczyński ma dość TV Republiki. W tle konflikt z Sakiewiczem
W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości TV Republika pozostawała w cieniu większych nadawców takich jak TVP czy Polskie Radio. Wówczas to właśnie media publiczne oraz część tytułów kontrolowanych przez spółki państwowe odgrywały kluczową rolę w przekazie politycznym obozu władzy. Stacja Tomasza Sakiewicza funkcjonowała raczej jako medium uzupełniające niż główny ośrodek wpływu.
Sakiewicz rośnie w siłę. Burza wokół TV Republika
Sytuacja zmieniła się po przejęciu władzy przez Donalda Tuska, który rękami swoich ministrów przeprowadził restrukturyzację mediów publicznych. Zwolnieni dziennikarze i komentatorzy związani z wcześniejszym kierownictwem TVP w dużej części trafili właśnie do TV Republiki. To spowodowało gwałtowny wzrost rozpoznawalności i oglądalności stacji, która zaczęła rywalizować z największymi kanałami informacyjnymi w kraju.
Wraz z rosnącą popularnością pojawił się również nowy model finansowania. Oprócz reklam istotną rolę zaczęły odgrywać zbiórki i wsparcie widzów, co pozwoliło stacji utrzymać szybkie tempo rozwoju mimo ograniczonego zainteresowania dużych reklamodawców.
Jak podkreśla „Newsweek”, rosnąca siła stacji przełożyła się również na większe ambicje jej szefa. Tomasz Sakiewicz zaczął mieć coraz większy wpływ na przekaz po prawej stronie sceny politycznej.
Zmiana układu sił sprawiła, że część polityków PiS zaczęła ostrożniej podchodzić do relacji ze stacją, która z czasem przestała być wyłącznie sojusznikiem. To właśnie Jarosław Kaczyński miał poprosić Marzenę Paczuską, aby podczas głosowania w KRRiT, opowiedziała się przeciwko rozłożeniu rat TV Republiki za koncesję z rocznych na miesięczne.
Oburzenie prezesa PiS miał także wywołać fakt, że w trakcie gdy jego partia zorganizowała konferencję prasową z prośbą do sympatyków o wpłaty, widzowie stacji Tomasza Sakiewicza zobaczyli jego własne apele o pomoc.
Oliwy do ognia miały dolać materiały, w których informowano o walkach frakcji wewnątrz PiS i coraz bardziej napiętych relacji między członkami ugrupowania. Chodzi m.in. o program „Dzisiaj”, w trakcie którego prowadząca stwierdziła, że „kiedy do zrealizowania jest istotny cel, spory muszą zejść na dalszy plan”.
Kaczyński ma dość Sakiewicza. Padły mocne słowa
W trakcie konferencji prasowej 16 lutego Jarosław Kaczyński wbił szpilę stacji Tomasza Sakiewicza. Zwracając się do mediów, które „chcą mówić prawdę i telewizji, która twierdzi, że ogląda ją 10 milionów ludzi” prezes PiS zaapelował, aby nie roztrząsać wewnętrznych kłótni.
– Osobiście Kaczyński nie znosi Sakiewicza: jego buty, rozpasania i chęci wpływania na partię. A także za to, że w czasach rządów PiS Sakiewicz, dzięki pieniądzom od państwa, żył jak pączek w maśle, a teraz jego Republika nie chce popierać PiS, a wręcz promuje Konfederację – komentował Jacek Gądek na łamach Newsweeka.
W tle pojawiają się także nowe inicjatywy wokół TV Republiki, które w części środowisk politycznych interpretowane są jako próba budowania szerszego zaplecza społeczno-politycznego wokół stacji. Osoby związane ze stacją założyły Stowarzyszenie Przyjaciół Republiki, w którego władzach znaleźli się m.in. Michał Rachoń czy Beata Olechowska.
– Jego celem jest wsparcie TV Republika, dziennikarzy, naszych rodzin, które są w tej chwili poddawane ogromnej presji ze strony tej autorytarnej władzy reżimu Donalda Tuska, ale to jest też organizacja, która będzie wspierać naszych widzów – wyliczał Tomasz Sakiewicz.