Gen. Polko po incydencie z rosyjską rakietą w Polsce. „Okno czasowe się zamknie”
Niedawny incydent na Lubelszczyźnie ujawnił problemy z koordynacją między wojskiem a systemem alarmowania ludności. Rosyjska rakieta została wykryta, poderwano myśliwce F-16, jednak alarm dla mieszkańców ogłoszono dopiero po ustaniu zagrożenia. Syreny uruchomiono jedynie w siedmiu z 17 powiatów, które miały zostać ostrzeżone.
Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” wskazuje, że problem jest znacznie szerszy niż pojedyncze opóźnienie.
Polko: „Właściwie nie wiadomo, co miało zadziałać”
– Trudno mówić, że system obrony powietrznej zadziałał prawidłowo. Właściwie nie wiadomo, co miało zadziałać, skoro tego systemu nie było – ocenił generał. Polko zaznaczył przy tym, że nie obarcza odpowiedzialnością wyłącznie obecnego rządu. Jak zauważył, spójnego systemu nie udało się zbudować przez kilkanaście lat.
Za jeden z najpoważniejszych problemów uznał komunikację między wojskowym systemem dowodzenia a systemem alarmowania podlegającym MSWiA. – Odbywa się to na zasadzie, że pan Zenek zadzwonił do pana Jasia z drugiego centrum i przekazał mu, że może coś się dzieje. Tamten jeszcze się upewnił i zadzwonił do swojego szefa – mówił Polko.
Jego zdaniem osoba odpowiedzialna za uruchomienie syren nie powinna samodzielnie analizować zagrożenia ani zastanawiać się, czy alarm rzeczywiście jest konieczny. Musi dostać jednoznaczną informację i natychmiast wykonać polecenie.
Problemem było również to, że nawet tam, gdzie syreny zawyły, mieszkańcy nie otrzymali jasnego komunikatu wyjaśniającego, co się dzieje i jak powinni się zachować.
Rakieta leci 900 km/h. Nie ma czasu na kolejne zgody
Polko zwraca uwagę, że Polska dysponuje radarami i lotnictwem oraz rozbudowuje warstwową obronę przeciwlotniczą. Sam sprzęt nie rozwiązuje jednak problemu, jeśli procedury decyzyjne są zbyt wolne.
– Rakieta leci z prędkością 900 km/h. Jeżeli systemy naziemne będą musiały przez telefon pytać o zgodę, okno czasowe się zamknie – ostrzegł generał.
Jak wyjaśnił, do zwalczania rakiet manewrujących nie trzeba każdorazowo wykorzystywać kosztownych pocisków systemu Patriot. Program Wisła przeznaczony jest przede wszystkim do zwalczania najtrudniejszych celów, w tym rakiet balistycznych. W przypadku pocisków manewrujących wykorzystywane mogą być m.in. systemy Narew i Pilica.
Kluczowe pozostaje jednak odpowiednie delegowanie uprawnień. Zdaniem Polki dyżurny dowódca obrony powietrznej powinien mieć możliwość podjęcia działania bez oczekiwania na kolejne zgody, jeżeli zagrożony obszar przestrzeni powietrznej został wcześniej zamknięty. – Skoro dyżurny dowódca obrony powietrznej pełni dyżur 24 godz. na dobę i zna się na tej robocie, to po co angażować w proces decyzyjny generała, a tym bardziej ministra, który nie ma wykształcenia w tym obszarze? – pytał były dowódca GROM.
Alarm to dopiero początek
Generał wskazuje również na problem ochrony ludności. Samo uruchomienie syren nie wystarczy, jeżeli mieszkańcy nie wiedzą, z jakim zagrożeniem mają do czynienia ani gdzie powinni się schronić.
W wielu miejscowościach na wschodzie Polski brakuje klasycznych schronów. Polko proponuje więc tworzenie przy nowych inwestycjach obiektów podwójnego zastosowania. Podziemne parkingi, pomieszczenia pod szpitalami czy obiekty sportowe na co dzień mogłyby pełnić zwykłe funkcje, a w razie zagrożenia służyć jako miejsca schronienia.
Jakubczyk też wskazuje na system alarmowania
Na podobny problem zwracał wcześniej uwagę w rozmowie z „Wprost” gen. bryg. Artur Jakubczyk. Jego zdaniem ostrzeganie ludności powinno tworzyć jeden mechanizm, który natychmiast przekazuje mieszkańcom konkretną informację o zagrożeniu i sposobie postępowania.
Generał wskazywał m.in. na możliwość wykorzystania aplikacji mObywatel, zsynchronizowanej z systemem RCB, a także na konieczność powiązania ostrzeżeń z mediami i edukowania obywateli, jak reagować na poszczególne sygnały alarmowe.