Wrze ws. nowego sędziego TK. „Tak zasłużył się Tuskowi, że o co by nie poprosił, to by dostał”
Donald Tusk poinformował, że Maciej Berek przestanie – na własną prośbę – pełnić funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, a w przyszłości czekają na niego nowe zadania. Z nieoficjalnych doniesień mediów wynika, że ma objąć funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Z rządu do Trybunału Konstytucyjnego? „To już nie jest wiedza tajemna”
– Widać było, że był zmęczony, część obowiązków zaczął stopniowo przekazywać. Np. na komitecie stałym prowadził punkty, które miały znaczenie polityczne. Za resztę odpowiadała szefowa RCL (Rządowego Centrum Legislacji – red.) Joanna Knapińska – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską osoba z rządu. – To nie byłby zbyt szczęśliwy ruch, przy dobrej opinii o ministrze Berku. Jeśli mamy zmienić standardy, przychodzenie z tak super politycznego stanowiska do Trybunału nie jest właściwe – ocenia jeden z prawników.
– To już nie jest wiedza tajemna, jest takie ustalenie od pewnego czasu. On tak zasłużył się Tuskowi, że o co by nie poprosił, to by dostał – dodaje kolejny informator.
Znany prawnik grzmi: Kpina z ludzi
Do sprawy odniósł się także prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. – Doktor Berek jest doskonałym prawnikiem, ale jest człowiekiem Donalda Tuska, jest prawą ręką Donalda Tuska. Cała masa ludzi w Polsce przez osiem lat wychodziła na ulice w obronie apolityczności Trybunału Konstytucyjnego, czyli sytuacji, w której trafiają tam ludzie, którzy nie mają bliskiej relacji z politykami – podkreślił na antenie TVN24.
Prof. Matczak ocenił, że jeżeli medialne spekulacje się potwierdzą, to będzie to wyraz czegoś, co określił jako „egoizm polityczny”. – W eter pójdzie informacja, że mimo walki całego społeczeństwa o apolityczność TK premier Tusk zaproponował swoją „prawą rękę” jako sędziego TK. Jestem tym dość mocno poruszony, bo cała masa ludzi walczyła o to, żeby takie rzeczy się nie zdarzały, a teraz nagle być może się zdarzą. Jeżeli to się zdarzy, to będzie to w pewnym sensie kpina z tych ludzi, którzy tysiącami wychodzili na ulice – podsumował wątek prawnik.